Barbara Nowacka w trakcie posiedzenia rządu.
Barbara Nowacka potwierdza informacje o kształcie edukacji zdrowotnej w roku szkolnym 2026/2027 Fot. Flickr.com / KPRM

Edukacja zdrowotna miała być odpowiedzią na wyzwania współczesności i sposobem na zwiększenie świadomości młodych Polaków. Barbara Nowacka potwierdziła, że MEN zdecydowało się na wdrożenie rozwiązania, które zapowiadane było na początku 2026 r. Od nowego roku szkolnego przedmiot będzie funkcjonować w ramach dwóch modułów – obowiązkowego i nieobowiązkowego.

REKLAMA

Społeczeństwo się starzeje, waga kontekstu zdrowotnego w przestrzeni publicznej rośnie, zapotrzebowanie na szeroko dostępną edukację w tym zakresie jest kluczowe z perspektywy dalszej stabilności systemów ubezpieczeń społecznych, a władze podejmują kolejne decyzje, które dotyczą wszystkich tych obszarów.

MEN działa tu nieco zachowawczo, realizując misję edukacyjną, ale ograniczając jednak jej zasięg do tych aspektów, które są politycznie nienewralgiczne. Tak wynika przynajmniej z deklaracji samej ministry edukacji, która ostatnio odniosła się do nowości, jakie niesie rok szkolny 2026/2027.

Edukacja zdrowotna Schrödingera – obowiązkowa i nieobowiązkowa zarazem

– Będą dwa przedmioty: obowiązkowa edukacja zdrowotna oraz nieobowiązkowa edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne – potwierdziła Barbara Nowacka w rozmowie z TVN24 na niecały miesiąc przed początkiem roku szkolnego. Jak zapowiada, uczniowie będą mogli zrezygnować z uczestniczenia w drugim z filarów przedmiotu, na wniosek swój (w przypadku uczniów pełnoletnich) lub rodzica.

Jednocześnie Barbara Nowacka zachęca (i to "bardzo") do niewypisywania się z nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej, ponieważ poruszana tam tematyka jest "integralnym elementem zdrowia".

Barbara Nowacka zdecydowała się na utrzymanie scenariusza wdrażania edukacji zdrowotnej, który zapowiadany był od początku roku. Przypomnijmy, nowy przedmiot pojawił się w szkołach 1 września 2025 i został wdrożony jako zajęcia "dla chętnych". Chętnych wielu nie było, bo w roku szkolnym 2025/2026 na lekcje uczęszczało około 30 proc. uczniów. Jak podkreślała sama ministra edukacji, nieobowiązkowość przedmiotu była związana z przyczynami "stricte politycznymi".

Nowacka ma tu pewnie na myśli ogromny sprzeciw środowisk konserwatywnych, w tym tych związanych z PiS, Konfederacją, a także samego Episkopatu, który wywołała chęć prowadzenia zajęć o tematyce zdrowotnej, które poruszały także sferę intymną. Larum podnieśli m.in. Grzegorz Braun, Przemysław Czarnek i Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Ich zdaniem celem reformy edukacji miała być "całkowita zmiana w postrzeganiu rodziny i miłości", "erotyzacja", "destabilizacja płci", a istnienie przedmiotu w pierwotnej formie (łączącej obie "edukacje" i z wymogiem obecności) miało wręcz łamać Konstytucję.

Co prawda Kościół przyznawał (apel z 27 sierpnia 2025), że "w programie zajęć z edukacji zdrowotnej są treści wartościowe, takie jak troska o zdrowie fizyczne, higienę psychiczną czy rozpoznawanie zagrożeń". Natomiast hierarchowie stanowczo sprzeciwiali się treściom, "które nie są zgodne z wiarą katolicką i narażają dzieci i młodzież na ryzyko poważnych niebezpieczeństw". No więc te "niebezpieczne" treści będą nieobowiązkowe, a kwestia zapisania dziecka na te zajęcia (lub nie) spoczywać będzie na sumieniu rodziców.

Dalsza część artykułu poniżej.

"Integralne", a jednak osobno – "nieobowiązkowy" oznacza "nie trzeba chodzić"

Tyle tylko, że sam fakt "nieobowiązkowości" jest nieco sprzeczny z celami MEN (powszechnej i rzetelnej edukacji w tematyce zdrowotnej). Barbara Nowacka jeszcze do niedawna bardzo precyzyjnie się o tym wypowiadała.

Polityczka zdaje sobie sprawę z tego, jaki wpływ na frekwencję ma brak obowiązkowej obecności na zajęciach. – Wiadome było, że takie będą konsekwencje. Młodzież nie chodzi na przedmioty nieobowiązkowe. To sobie trzeba jasno powiedzieć – mówiła w rozmowie w programie "Graffiti" na antenie Polsat News w marcu tego roku.

Ministra edukacji ma świadomość konsekwencji rozdzielenia przedmiotu na dwa i wpływu tej decyzji na frekwencję. Główna misja przedmiotu, jaką jest podnoszenie świadomości zdrowotnej młodych Polek i Polaków, zostanie zrealizowana tylko częściowo. Można wysnuć więc wniosek, że edukacja zdrowotna faktycznie w szkole będzie, ale po chrześcijańsku, bez "WDŻ".