Uczniowie cieszący się na tle flagi UK.
Genialne pokolenie poliglotów. Wystarczyło obniżyć poprzeczkę do poziomu krawężnika. Montaż: naTemat.pl

Fenomenalnie! Aż 43 proc. uczniów zdobyło od 90 do 100 proc. punktów z języka angielskiego na egzaminie ósmoklasisty 2026. To spektakularny sukces polskiej edukacji. Nic, tylko pakować walizki i ruszać na podbój Londynu, Nowego Jorku czy Sydney. Skoro niemal co drugi uczeń osiąga wynik bliski perfekcji, można odnieść wrażenie, że wychowaliśmy pokolenie, które językiem Szekspira posługuje się niemal tak swobodnie jak polskim.

REKLAMA

Jedna rzecz w wynikach egzaminu ośmioklasisty zdecydowanie przykuwa uwagę. No bo przyjrzyjmy się – wyniki najwyższe, tj. od 90 proc. do 100 proc., uzyskało (z podziałem na dziedzinę):

Język polski – 24 067 uczniów (6,9 proc.),

matematyka – 47 638 uczniów (13,6 proc.),

język angielski – 155 378 uczniów (42,9 proc.).

Zaraz, zaraz. Niemal 43 proc. uczniów uzyskało od 90 proc. do 100 proc. z egzaminu z języka angielskiego? Toż to musi być znakomita wiadomość! To znaczy, że nasi uczniowie są biegłymi operatorami mowy Szekspira i mamy prawo być z nich dumni jako społeczeństwo. No bo wystarczy spojrzeć na rozkłady wyników z poszczególnych dziedzin:

logo
Źródło: Serwis Rzeczypospolitej Polskiej, MEN, https://www.gov.pl/web/edukacja/wstepne-wyniki-egzaminu-osmoklasisty-2026

Podejdźmy do tego chronologicznie. Polski wygląda przepięknie, mamy tutaj znakomity balans, najbliżej temu wykresowi do pożądanej krzywej Gaussa. Fakt, trochę "średnio" to wychodzi, ale taki jest paradygmat nauki – rozkład normalny jest bezlitosny.

logo
Źródło: Serwis Rzeczypospolitej Polskiej, MEN, https://www.gov.pl/web/edukacja/wstepne-wyniki-egzaminu-osmoklasisty-2026

Przy matematyce wkradł nam się pewien "wielbłąd", czyli rozkład dwumodalny. Mamy tu do czynienia z edukacją dwóch prędkości. Brutalnie nazwę te dwie grupy uczniami zdolnymi lub przygotowanymi i uczniami niezdolnymi lub nienauczonymi (zdarza się, że nie z ich winy zresztą). Ale co tam, tu nie o estetykę chodzi.

logo
Źródło: Serwis Rzeczypospolitej Polskiej, MEN, https://www.gov.pl/web/edukacja/wstepne-wyniki-egzaminu-osmoklasisty-2026

Dopiero przy angielskim zaczyna się prawdziwa zabawa. Dominanta – 100 proc. Sam wykres wygląda zresztą dość podejrzanie. Rośnie jak ciasto na pizzę. Ale to pewnie nie jest wcale związane z niskim poziomem metody egzaminowania uczniów, a po prostu z ich ekspozycją na wszechobecny anglojęzyczny content. No i oczywiście wysokiego poziomu nauczania, w tym tysięcy złotych wydanych na korepetycje.

No bo przecież nie banalnego, nieprzystosowanego do jakichkolwiek realiów językowych egzaminu. Prawda?

Nie ukrywajmy – to kwestia lat korepetycji i oglądania mr. Beasta na "jutubach"

Jak wygląda treść egzaminu ósmoklasisty z języka angielskiego? Zdecydowałem się dogłębnie z nią zapoznać. Znajdziemy tu dość trudne (nie ukrywajmy) zadania, np., ot zagwozdka, jak poprosić o pomoc przy przygotowaniu sałatki z pomidorów. Pytanie jest dość zaawansowane, bo odpowiedzi są aż trzy. Bystry uczeń od razu pominie zapytanie "Shall we have a tomato salad for lunch?", wiadomo – to nie ta bajka. Z kolei (uwaga, podchwytliwe) dwa podpunkty: "Do you need any help with the tomatoes?" i "Could you cut up the tomatoes" wymagają dobrze wykształconej teorii umysłu. Uczeń musi wiedzieć, że to jego intencja jest w tym poleceniu kluczowa – to on ma skierować wołanie o pomoc. Bardzo sprytnie. W tym wieku to przecież kluczowa umiejętność.

Pełne pułapek są także polecenia wymagające uzupełnienia wypowiedzi wykorzystujące słowo z nawiasu, ale uwaga – bez zmiany jego formy. No i kolejny test uważnego czytania – w odpowiedzi można wpisać tylko trzy wyrazy. W praktyce uczeń musi wykazać się nie lada znajomością języka, by wpaść na konstrukcje "Excuse me, how far is it to the National Museum?" i "What do you think about your new room".

W arkuszu dużą wagę przywiązuje się umiejętności czytania maili. To bardzo ważna umiejętność. Jakież jednak było moje zaskoczenie, gdy w jednym pytaniu należało przeczytać teksty i uzupełnić informacje w mailu pisanym w... języku polskim. Tak, nie przywidziało mi się, interpretujemy fakty z angielskiego, dokonujemy tłumaczenia w głowie i przelewamy to dalej na papier w języku polskim. To też bardzo zaawansowany test, tzw. zmylenie przeciwnika.

Dalej mamy uzupełnianie dość skomplikowanych konstrukcji zdaniowych (na podstawie potrójnego wariantu odpowiedzi lub przyporządkowania 5 słów do treści). Szokujący poziom trudności zaczyna się od polecenia 13, gdzie trzeba uzupełnić trzy zdania. Tym razem trudność polega na wpleceniu w nie aż dwóch (!) wyrazów, które są podane. Ale hola, hola, nie tak łatwo. Ponownie jest też limit trzech wyrazów.

No i na sam koniec, pogromca uśmiechów dzieci, polecenie za 10 (!) punktów, w którym wreszcie uczeń musi wykazać się nie lada inwencją, biegłością, przebiegłością i zdolnościami logistycznymi. Wyzwanie ostateczne to napisanie maila w języku angielskim, podpisanie się XYZ (to ważne!) i zmieszczenie się w przedziale od 50 do 120 wyrazów. Według CKE "Oceniane są: umiejętność pełnego przekazania informacji, spójność, bogactwo językowe oraz poprawność językowa".

Serio? To ma być poziom przygotowujący do szkoły średniej?

Nie muszę polemizować z tymi, którzy bronią wyników egzaminu, bo robią to same statystyki i rozkłady wyników. W treści egzaminu nie ma żadnych zaawansowanych konstrukcji. Jedyne polecenie, które wymaga czegokolwiek to polecenie ostatnie (mail).

Dalsza część artykułu poniżej.

W poleceniach nie ma pułapek gramatycznych, nie ma dwuznaczności, nie ma nic, co wyróżnia język w bieżącym wykorzystaniu. I fakt – w tym wieku uczniowie są raczej pasywnymi odbiorcami języka, nie muszą biegle posługiwać się angielskim.

Ostatecznie zostajemy z iluzją, jakie to te nowe pokolenia nie są wspaniałe w posługiwaniu się tym kluczowym dla codziennego funkcjonowania na rynku pracy XXI wieku językiem. Szkoda tylko, że uczniów czeka w kolejnych latach ostra weryfikacja umiejętności językowych w rzeczywistych interakcjach i w trakcie dyskusji.

Nie ma sensu jednak uderzać w samych uczniów – ci, którzy uzyskali wysoki wynik i tak zasługują na gratulacje. To nie oni są w tym wszystkim problemem, a system, który nie radzi sobie z oszacowaniem, gdzie powinien umieścić poprzeczkę. Bo być może sam nie wie, w jakiej rzeczywistości funkcjonuje.