
Podjeżdżasz na stację, spoglądasz na pylon i czujesz, jak skacze ci ciśnienie. 7,50 zł za litr bezołowiowej 95. Za zalanie do pełna przeciętnego baku płacisz dzisiaj 300-400 zł, a może nawet i więcej. Każda dyszka powyżej 7 zł brzmi jak osobista obelga ze strony rządu, OPEC i płockiego koncernu.
Paliwo to jest jedyny produkt w całej gospodarce, którego cenę widzimy wydrukowaną na wielkich, świecących nawet w nocy pylonach z odległości kilkuset metrów. Nie widzisz na ulicy, ile kosztuje chleb w Biedronce czy Lidlu, ile kosztuje schabowy w restauracji, ale cenę benzyny widzisz zawsze. I dlatego paliwo budzi w nas tak gigantyczne, wręcz nieproporcjonalnie duże emocje.
To zdejmijmy te emocje i wrzućmy na warsztat najczystszą matematykę. Bo pytanie brzmi: dlaczego paliwo w Polsce jest tak podejrzanie drogie? Dlaczego ropę kupujemy taniej niż w szczycie kryzysu, a na stacjach i tak płacimy, jak za zboże?
Zacznijmy od tego, że paliwo to nie tylko nasz bak. Diesel to jest paliwo polskiej gospodarki. Tiry, dostawczaki, rolnictwo, budownictwo, komunikacja miejska, dostawy e-commerce. Paliwo naprawdę napędza całą gospodarkę, a nie tylko nasze samochody. Gdy jego cena rośnie, rośnie koszt transportu ziarna z pola do młyna, mąki z młyna do piekarni, a chleba z piekarni do marketu. Droższe paliwo to po prostu szybsza drożyzna w sklepach.
Ile to kosztuje?
A teraz rozłóżmy paragon za 7,50 za litr. Ile z tych pieniędzy trafia do szejka w Arabii Saudyjskiej? Ile do rafinerii? Ile do stacji, a ile pożera państwo?
W dużym uproszczeniu: około 57 proc. to cena samego produktu, a około 43 proc. to podatki i różne opłaty. VAT, akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna. Z każdego litra kupionego za 7,50 ponad 3 zł idzie do państwa i państwowych funduszy.
A stacja? Wyobraźcie sobie, że osiedlowa stacja na samym paliwie zarabia zazwyczaj dosłownie grosze. Często 10–20 groszy na litrze. Gdyby nie sprzedaż hot dogów, kawy, energetyków czy myjnia, wiele stacji miałoby bardzo ciężko. Dla współczesnego koncernu stacja benzynowa to tak naprawdę gastronomia i sklep spożywczy z dołączonymi na zewnątrz dystrybutorami. Dystrybutor ma cię ściągnąć z drogi. Prawdziwy zysk generujesz wtedy, gdy idziesz po kawę i parówkę w bułce.
Zobacz także
No dobrze. Skoro państwo bierze swoje, to gdzie podziewa się reszta? I tu dochodzimy do słynnego efektu rakiety i piórka. Gdy ropa na świecie gwałtownie drożeje, ceny na stacjach rosną jak rakieta. Gdy ropa tanieje, ceny spadają jak piórko. Rynek paliwowy w Polsce jest bardzo mocno skonsolidowany, a Orlen ma na nim potężną pozycję.
Ale nie możemy też udawać, że wszystko jest winą Orlenu. Samo zrobienie benzyny z ropy stało się w ostatnich latach drastycznie drogie. Rafineria pożera gigantyczne ilości prądu i gazu. Dochodzą uprawnienia do emisji CO2, droższa logistyka, zmiana kierunków dostaw po odejściu od rosyjskiej ropy i biokomponenty. Nawet gdy sama ropa jest w miarę tania, "ugotowanie" z niej benzyny w europejskiej rafinerii kosztuje dziś dużo więcej niż kiedyś.
Nasza pensja urosła szybciej niż cena na pylonie
Sprawdźmy teraz jeszcze jedną rzecz. Czy 7,50 zł za litr naprawdę oznacza, że paliwo jest dziś mniej dostępne niż 10 lat temu?
W 2016 roku benzyna kosztowała około 4,35 zł, a średnia pensja netto niecałe 2900 zł. Wychodziło około 660 litrów. W 2021 roku przy pensji około 4100 zł i benzynie po 5,40 zł – około 750 litrów. Dziś, przy założeniu 6000 zł na rękę i cenie 7,50 zł, wychodzi około 800 litrów.
Czyli mimo że 7,50 boli w oczy, za średnią pensję możemy kupić więcej paliwa niż pięć czy dziesięć lat temu. Nasza pensja urosła szybciej niż cena na pylonie.
To oczywiście nie znaczy, że paliwo jest tanie. Nie jest. Ale sama liczba na stacji potrafi nas nieźle oszukać. Pamiętamy benzynę po 4,50. Znacznie gorzej pamiętamy, ile wtedy zarabialiśmy.
I właśnie dlatego ekonomia bywa ciekawa. Czasami coś wygląda fatalnie, dopóki nie wyciągniemy kalkulatora. Kawa wjechała. Możemy jechać dalej.
W najnowszym odcinku "Po ludzku o ekonomii" pokazujemy, skąd wzięła się opłata paliwowa, dlaczego diesel stał się droższy od benzyny i co właściwie dzieje się z pieniędzmi, które zostawiamy przy każdym tankowaniu.






