Ekonomista Marek Zuber o zagrożeniach dla gospodarki Polski.
Czy inwestorzy zagraniczni wystraszą się wojennej atmosfery wokół Polski? Fot. naTemat.pl

Drony i rakiety spadające na nadwiślańskie terytorium oraz coraz głośniejsze pytania o to, czy Polska może zostać wciągnięta w bezpośrednie starcie z Rosją – taka atmosfera towarzyszy nam już od dłuższego czasu. I mało kto zastanawia się, jak to wszystko odbierają ci, od których w dużej mierze zależy tempo rozwoju gospodarki. Czy pieniądze inwestorów zagranicznych zaczną nas omijać z obawy przed wojną? Ekonomista Marek Zuber zna odpowiedź.

REKLAMA

Przez ostatnie lata granica z Rosją, Białorusią i Ukrainą przestała być tematem odległym dla większości Polaków. Coraz częściej słyszymy o dronach przelatujących nad naszym terytorium czy o fragmentach rakiet spadających na pola we wschodnich województwach. Wciąż pamiętamy też tragiczny wieczór sprzed kilku lat, gdy w Przewodowie zginęły dwie osoby trafione przez rakietę, która wleciała znad Ukrainy. Takie wydarzenia, choć na szczęście wciąż odosobnione, rodzą pytanie, czy Polska nie znajduje się coraz bliżej otwartego konfliktu z Rosją.

Ta atmosfera nie pozostaje bez znaczenia dla gospodarki. Polska od lat stara się przyciągać zagraniczne firmy, które budują u nas fabryki, magazyny czy centra danych, dając miejsca pracy i napędzając rozwój całego kraju. Problem w tym, że decyzja o ulokowaniu pieniędzy w danym miejscu nigdy nie bierze się wyłącznie z suchej kalkulacji zysków. Inwestor patrzy również na to, czy dany kraj wydaje mu się stabilny i bezpieczny. A obrazy wojny tuż przy granicy potrafią budzić poważne wątpliwości.

Sprawy nie ułatwia fakt, że sami polscy politycy – z premierem Donaldem Tuskiem na czele – coraz chętniej mówią dziś o "czasach przedwojennych". Taka narracja ma swoje racjonalne podstawy, ale rodzi się pytanie, czy nie działa też na niekorzyść Polski w oczach potencjalnych inwestorów. Z drugiej strony to właśnie napięcie w regionie napędza dziś ogromne wydatki na zbrojenia i inwestycje infrastrukturalne, więc związek między wojną a pieniędzmi wcale nie musi być tak prosty, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

O to, jak w praktyce reagują inwestorzy na wojenną atmosferę wokół Polski, zapytaliśmy Marka Zubera – ekonomistę, który od lat obserwuje rynki finansowe i potrafi tłumaczyć nawet skomplikowane zjawiska gospodarcze prostym językiem. Naszą rozmowę zaczęliśmy więc od pytania, które w ostatnim czasie zadaje sobie coraz więcej osób śledzących sytuację biało-czerwonej gospodarki:

Jakub Noch: Inwestorzy wystraszą się wojennej atmosfery wokół Polski?

Marek Zuber: Myślę, że co się miało stać, to się stało. Proszę zobaczyć, pierwsze rakiety znajdywane na terytorium Polski wywoływały jednak bardzo mocną reakcję, choćby na rynku walutowym. Tam było to widoczne najszybciej. Pamiętam ten wieczór, kiedy ukraińska rakieta wleciała na terytorium Polski i pod Przewodowem zabiła dwóch Polaków: złoty osłabił się wtedy o 15 groszy. Natomiast ostatni incydent na Lubelszczyźnie nie wywołał już właściwie żadnego wrażenia ani na giełdzie, ani na rynkach finansowych, w szczególności na rynku złotego.

Największy problem, jeżeli chodzi o inwestorów wszelakich – i tych związanych z rynkami, i tych inwestujących w Polsce realnie, w budowę fabryk czy kupowanie nieruchomości – był inny. Przez pierwszy rok, może półtora po eskalacji wojny, czyli od marca 2022 roku powiedzmy do końca roku 2023, obserwowałem projekty, które miały być realizowane, ale inwestorzy się z nich wycofywali, mówiąc: "przecież u was jest wojna".

Marek Zuber

ekonomista

Nawet nie chodzi tu o zwiększenie ryzyka ataku na Polskę, po prostu część inwestorów uważała wręcz, że to Polska prowadzi jakąś wojnę. Tak to przynajmniej kodowało się w ich wyobraźni.

Natomiast potem – obserwowałem to wielokrotnie na wielu innych rynkach w różnych częściach świata także przy lokalnych konfliktach – po prostu wszyscy przyzwyczajaliśmy się, niestety, do nowej rzeczywistości, także do rzeczy, które są złe. Nawet „przyfrontowa" sytuacja się normalizuje.

Czy poza tą czysto socjologiczną kwestią jest jakaś inna siła, która daje Polsce stabilność w obecnej sytuacji bezpieczeństwa?

Na pewno sama perspektywa postrzegania Polski, czyli kraju, który mimo wielkich wyzwań, choćby demograficznych, cały czas jest krajem perspektywicznym, bo my cały czas jesteśmy na dorobku, biorąc pod uwagę naszą zamożność i zamożność choćby krajów Europy Zachodniej i reszty dzisiejszych światowych liderów.

Tak na marginesie Europa Zachodnia pod wieloma względami nie rozwijała się w tych ostatnich 25 latach tak, jak pewnie chcieliby tego Europejczycy... Nie znaczy to jednak, że w Polsce nie mamy jeszcze bardzo wielu rzeczy do zrobienia i że dystans do tych europejskich liderów nie jest duży. 

Żeby daleko nie szukać: jeżeli weźmiemy pod uwagę obszar energetyki, obronności, inwestycji hydrotechnicznych, kolejnictwa i nowych technologii związanych ze sztuczną inteligencją, bazami danych, tego typu rzeczami, to w ciągu najbliższych kilkunastu lat wydamy minimum 2,5 mld zł tylko na inwestycje publiczne, nie licząc prywatnych. To więc jest już perspektywa, która jest bardzo ciekawa dla bardzo wielu inwestorów zagranicznych.

No właśnie, jak mówimy o zagrożeniu wojną, to wspomniany przeze mnie przed chwilą obszar obronny nie wiązałby się z tak dużym inwestycjami, gdyby nie realność zagrożenia ze strony Rosji. Realność wynikająca z tego, że Rosja naprawdę napadła na Ukrainę. To brutalne, ale to właśnie uruchomiło potężne plany inwestycyjne.

Pamiętajmy, że stricte polski przemysł – a przez "polski" rozumiem taki, w którym większość udziałów i akcji mają polskie podmioty, czyli należące do Polaków, w sensie tak zwanego ostatecznego beneficjenta, lub polskie państwo – nie jest dzisiaj w stanie odpowiedzieć całościowo na zapotrzebowanie wojska. W związku z tym bardzo dużo kontraktów będzie realizowanych przez podmioty zagraniczne. Oby, biorąc pod uwagę rozwój Polski, wiązało się to z transferem technologii.

Paradoksalnie ten efekt realnego zagrożenia Polski przez Rosję z punktu widzenia ryzyka inwestycyjnego jest dzisiaj mniej istotny. Na pierwszy plan, jeśli mówimy o kwestiach obronnych, wychodzą te rzeczy, które związane są z wydawaniem przez nas setek miliardów złotych, żeby zwiększyć obronność na całej wschodniej flance NATO i Unii Europejskiej. To jest szczególnie ciekawe dla bardzo wielu podmiotów, które w związku z tym chciałyby coś w Polsce robić.

Polscy przywódcy chętnie mówią o "czasach przedwojennych". Czy taka narracja nie jest hamulcem inwestycyjnym?

Musimy pamiętać o tym, że zagrożenie wojną to nie jest jedyny element brany pod uwagę, jeśli ktoś myśli o inwestowaniu w Polsce. Popatrzmy na ostatnie dziesięć lat. Prawie od początku rządów poprzedniej ekipy bardzo mocno zmieniło się podejście do budowania stabilności otoczenia gospodarczego. Nie chodzi tylko o kwestie prawne, chodzi o różnego rodzaju inne pomysły polityków. Generalnie o strategię państwa i jej realizowanie.

To był ten element, który bardzo mocno ograniczył chęć wchodzenia do Polski. A więc chodziło o coś zupełnie niezwiązanego z szeroko rozumianym bezpieczeństwem naszego państwa. To także ma wpływ na fakt, że w ostatnich latach nie mieliśmy jakichś mega spektakularnych wejść inwestycyjnych do Polski.

Druga kwestia jest taka, że z punktu widzenia czystego rachunku ekonomicznego Polska stawała się krajem coraz droższej siły roboczej i coraz droższej energii, w szczególności prądu. To też był element, który część inwestorów zniechęcał. Zresztą to nic nowego. Myśmy mówili o tym przynajmniej od dekady, że tak to się musi skończyć – że Polska przestanie być miejscem realizacji prostych inwestycji.

QUIZ: Kto to powiedział - Kaczyński czy Tusk?

Quiz

1 / 20 Przepraszam bardzo, panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu...

Prostych nie w rozumieniu technologii, bo to może być bardzo skomplikowana, supernowoczesna fabryka jakiegoś sektora, ale prostych w rozumieniu tego, na czym tak naprawdę w Polsce mamy zarobić: zwolnienia podatkowe i tańsza realizacja wynikająca z kosztów robocizny i kosztów energii.

To się musiało skończyć i już w wielu branżach się skończyło, za chwilę pewnie będzie się kończyło w kolejnych. Tak na marginesie: o ile w kwestii wynagrodzeń szliśmy właściwe zgodnie ze ścieżką prognoz sprzed dekady, no może trochę szybciej, o tyle aż taki wzrost cen energii prawie wszystkich zaskoczył. No i teraz musimy zmienić koncepcję. Nie tani pracownicy tylko na przykład nasze własne technologie. Musimy przyciągać inwestorów w kontekście rozwoju naszych pomysłów albo współpracy w ramach ich tworzenia. 

Także jak widać fakt, że nie ma tych spektakularnych inwestycji, wynika z bardzo wielu czynników. I tak jak powiedziałem: o ile w latach 2022–2023 z całą pewnością potrafię wskazać takie inwestycje, które się w Polsce nie zrealizowały, bo jest wojna, o tyle dzisiaj to jest, moim zdaniem, element drugorzędny. Inne kwestie się liczą. Ale myślę, że w perspektywie już kolejnych dwóch lat jeszcze usłyszymy o rzeczach spektakularnych, choćby związanych z budową centrów danych.

Pewnie będziemy słyszeli o miliardach, może dziesiątkach miliardów euro wydawanych także przez zagraniczne podmioty po to, żeby budować takie centra w Polsce. One nie są specjalnie atrakcyjne z punktu widzenia tworzenia miejsc pracy, bo liczba zatrudnionych osób może tam być niewielka, ale nie zmienia to faktu, że pewnie o tego typu obiektach będziemy słyszeć.

A jak skłonić inwestorów zagranicznych, żeby zainwestowali też na ścianie wschodniej, gdzie ich obecność jest wciąż znikoma?

Znikoma obecność inwestorów na ścianie wschodniej w niewielkim stopniu – powiedziałbym nawet, że w minimalnym – wynika z wojny, która w 2022 roku na poważnie zaczęła się w Ukrainie. To więc w ogóle nie jest powód.

Mówiąc o zaniedbaniu Polski wschodniej, w zasadzie moglibyśmy się cofać bardzo, bardzo daleko i mówić jeszcze o czasach zaborów. No ale pójdźmy na skróty.

To są tereny, które nie były doinwestowywane nawet w podstawowych kwestiach, czyli w infrastrukturze, choćby drogowej. To był jeden z podstawowych problemów dla inwestorów. Ważna była także mniejsza rola w życiu gospodarczym prężnych technicznych ośrodków akademickich, czyli potencjału wykwalifikowanej kadry. I w ogóle wykwalifikowanych pracowników. To się oczywiście powoli zmienia. Rzeszów jest, myślę, bardzo ciekawym przykładem takich zmian na plus. Ale to były te elementy, które przede wszystkim doprowadziły do tego, że tych inwestycji jest mało.

Zwiększenie inwestycji zarówno krajowych, jak i zagranicznych wymaga dzisiaj przede wszystkim dokończenia rozwoju infrastruktury. W przypadku kolei to tak naprawdę dopiero zacznie się dziać. W przypadku dróg już jest nieźle, ale gorzej niż w innych regionach kraju. Mam tutaj na myśli także połączenia międzynarodowe. Jednak konieczny jest też rozwój innych elementów, ważnych dziś z punktu widzenia nowych technologii i inwestowania w nie. No i oczywiście zapewnienie tym inwestorom rąk do pracy.

To kolejny problem coraz częściej pojawiający się w Polsce, czyli kwestia demograficzna. Mam tu na myśli w sposób szczególny wykwalifikowaną kadrę do inwestycji bardziej wyrafinowanych, o którą szczególnie trudno, jak już wspomniałem właśnie w Polsce wschodniej.

Czy zatem czasy wojny paradoksalnie mogą pomóc ścianie wschodniej?

Tak uważam. Oczywiście bardzo wiele inwestycji, szczególnie tych obronnych, pewnie będzie realizowanych w miejscach, które uważamy za bezpieczniejsze. Nie chcę tutaj nawiązywać do Centralnego Okręgu Przemysłowego z okresu międzywojennego, ale trochę o to chodzi – to było także pod względem geograficznym najbezpieczniejsze miejsce w Polsce, czyli relatywnie daleko od Niemiec i relatywnie daleko od Rosji. Ale myślę, że nie chodzi tylko o różnego rodzaju konstrukcje, że tak powiem, czysto wojskowe.

Myślę, że Polska Wschodnia – paradoksalnie, tak jak pan powiedział – może być coraz ciekawszym miejscem do lokowania inwestycji, pomimo tego, że jest wojna. Albo może właśnie dlatego, że jest wojna, bo w związku z wojną tych inwestycji będzie więcej. Tu oczywiście bardziej myślę o inwestycjach związanych z potencjałem obronnym.

Ale jest jeszcze jedna kwestia. Jeżeli dojdzie do odbudowy Ukrainy, to my z całą pewnością nie będziemy tam pierwszoplanowym decydentem, bo decydować będą ci, którzy będą dawali pieniądze, więc kraje bogatsze od nas. Jednak jako podwykonawcy na pewno będziemy bardzo istotni. Jako hub pewnie też. No a wtedy, im bliżej granicy ukraińskiej, tym lepiej!

Żeby ten scenariusz się jednak powiódł, polskie państwo musi pomóc. Musi być jakiś program wsparcia tych inwestycji, ułatwienia ich, no i przede wszystkim musimy dokończyć to, co jest alfabetem, czyli infrastrukturę.

Tylko jak pogodzić rosnące w Polsce płace i ambicje, żeby żyć lepiej, z atrakcyjnością dla dużego zagranicznego inwestora...?

Musimy przede wszystkim obniżyć koszty tych wszystkich innych rzeczy, które wpływają na atrakcyjność Polski. Nie chcę już po raz trzeci do tego wracać, ale to są rzeczy, które natychmiast się nasuwają – na przykład cena prądu. Jeżeli jesteśmy dzisiaj, obok Włoch, krajem o najdroższej energii w Europie, to wyraźne obniżenie ceny energii mogłoby być elementem, który w jakiś sposób zrekompensuje rosnące wynagrodzenia.

Do tego zwiększenie kompetencji polskich pracowników, czyli coraz lepsze ich przygotowanie. Tacy pracownicy są drożsi. Wtedy też łatwiej będzie oczywiście o te wyższe wynagrodzenia. Generalnie rzecz biorąc, musimy iść w kierunku tego, co nazywamy wzrostem wydajności czy wzrostem produktywności pracownika. On wynika bezpośrednio z technicznego uzbrojenia pracy – tak moglibyśmy to fachowo określić – a techniczne uzbrojenie pracy ma znowu bardzo wiele wymiarów.

Wspomniane ceny energii także wpływają na realne koszty związane z "wyposażeniem", tak to określę, pracownika. Wpływają na to, żeby jego praca była bardziej opłacalna. No i oczywiście, jeśli będziemy tworzyli własne technologie, czyli będziemy nowatorscy na mapie Europy, a najlepiej świata, to inwestorzy będą do nas przychodzili choćby po to, żeby współuczestniczyć w różnego rodzaju projektach, które będziemy w Polsce rozwijać.

To bardzo trudny element, czyli budowanie gospodarki supernowoczesnej. Jednak to element, dzięki któremu wzrost wynagrodzeń nie byłby blokadą dla inwestycji zagranicznych.

"Tylko 1 pytanie naTemat" – konkretne rozmowy na ważne tematy

Rozmowa z Markiem Zuberem to kolejny odcinek nowego cyklu "Tylko 1 pytanie naTemat". Co tydzień rozmawiamy z najciekawszymi postaciami ze świata polityki, ekonomii, nauki i kultury – ale inaczej niż zwykle.

Zamiast gonić za wszystkimi tematami naraz, zatrzymujemy się przy jednym: konkretnym, ważnym i wartym prawdziwej rozmowy pytaniu o Polskę, Europę i świat. Bo czasem jedna dobra odpowiedź mówi więcej niż godzinny wywód.