Krzysztof Gawkowski
Ministerstwo Cyfryzacji apeluje po olbrzymim wycieku wrażliwych danych blisko 19 mln Polaków Fot. Zrzut ekranu / youtube.com / Ministerstwo Cyfryzacji

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski potwierdził w środę 12 sierpnia olbrzymi wyciek danych, który miał miejsce w firmie MyDr, obsługującej placówki medyczne i lekarzy. Jak wskazał wicepremier, dotkniętych tym cyberatakiem mogło zostać blisko 19 mln Polaków, a więc mówimy o ogromnej skali.

REKLAMA

Pierwsze wzmianki o możliwym ataku cyberprzestępców na platformę MyDr resort cyfryzacji przekazywał już w poniedziałek, 10 sierpnia. W związku z tą sytuacją w środę 12 sierpnia zwołane zostało pilne posiedzenie Połączonego Centrum Operacyjnego Cyberbezpieczeństwa. Następnie podczas konferencji prasowej Krzysztof Gawkowski podał dokładniejsze informacje na temat wycieku danych, czyli kogo mogły dotknąć oraz jakie działania podejmują w związku z tym służby.

Ponad 2 terabajty wrażliwych informacji o 19 milionach Polaków

Wicepremier już na samym początku spotkania z dziennikarzami zwrócił uwagę na rangę problemu i zaznaczył, że "sytuacja ma charakter nadzwyczajny, bo mamy do czynienia z niebywałym i dużym incydentem w zakresie polskiej infosfery". Następnie przedstawił konkretne liczby, które obrazują wielkość wycieku. – Doszło do nadzwyczajnego wycieku danych sięgającego blisko 19 mln obywateli polskich, którzy w różnych kategoriach korzystali ze wsparcia medycznego – zaznaczył Gawkowski.

Oprogramowanie dostarczane przez spółkę MyDr jest powszechnie wykorzystywane w przychodniach oraz gabinetach lekarskich do zarządzania codzienną pracą. Narzędzie to ułatwia organizację placówek, jednak z tego powodu przetwarza ogromne zbiory informacji o pacjentach. Skradzione bazy zawierają więc wrażliwe informacje zdrowotne, do których zaliczają się między innymi zaplanowane terminy wizyt lekarskich, wystawione e-recepty czy szczegółowe spisy przepisywanych leków.

– Wykradzionych z firmy, co potwierdza sama firma, jest 19 milionów rekordów, które wiążą się z różnymi danymi, które można ze sobą wiązać – precyzował minister cyfryzacji i dodał, że "wykradziona baza ma ponad 2 terabajty danych".

Reakcja odpowiednich służb na wyciek danych

Jak przekazał Gawkowski, w tej sprawie "podjęte zostały natychmiastowe działania służb". Resort cyfryzacji bezpośrednio współpracuje z innymi instytucjami. – Jestem w stałym kontakcie z ministrem-koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem, panią minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą i prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosławem Wróblewskim – wyliczał wicepremier na konferencji.

W proces wyjaśniania incydentu zaangażowano także organy ścigania. Działania operacyjne i śledcze nadzoruje w tym przypadku Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które na bieżąco współpracuje z prokuraturą w celu ustalenia sprawców. Podobnie też było, gdy miał miejsce cyberatak na systemy Żabki. Co istotne, minister poinformował, że mimo włamania na serwery operatora oprogramowania, wszystkie placówki ochrony zdrowia funkcjonują obecnie w trybie normalnym, tak jak w sytuacji, kiedy przeprowadzono cyberatak na szpital MSWiA w Krakowie.

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez resort, ruszył już proces powiadamiania podmiotów, których dotyczy problem. – Rozpoczęła się procedura informowania wszystkich lekarzy, którzy korzystali z systemu, a mówimy o 12 tys. placówek – podkreślił minister.

Specjalne procedury dla poszkodowanych i poszukiwania sprawców

Gawkowski przekazał również instrukcje dla samych pacjentów. – Została wdrożona procedura mająca zabezpieczyć wszystkie dane, które wyciekły, po to, żeby zostały one przeniesione do bazy "Bezpieczne Dane", w której każdy obywatel będzie mógł sprawdzić, czy jego dane wyciekły – poinformował. Analogiczną ścieżkę uruchamiano już wcześniej, gdy nastąpił atak na Itakę i BLIK. Minister dodał, że jeśli weryfikacja wykaże obecność naszych informacji w wykradzionej bazie, powinniśmy zastrzec swój numer PESEL. Warto więc przy okazji zerknąć, ile trzeba czekać na zastrzeżenie numeru PESEL.

Szef resortu cyfryzacji odniósł się także do kwestii sprawców włamania na serwery. Poinformował, że w najbliższym czasie nastąpi intensyfikacja działań śledczych oraz poszukiwanie podejrzanych. Jednocześnie zaznaczył, że na ten moment dowody nie wskazują na zorganizowany atak z zewnątrz. Wykluczył tym samym działania o charakterze państwowym ze strony Rosji lub innych rządów. Jak podsumował, zebrany materiał pozwala z dużą dozą pewności stwierdzić, że jest to standardowe działanie zarobkowe cyberprzestępców.