Tłumy migrantów na plaży w Ceucie
Stacje telewizyjne z całego świata pokazują, jak wygląda dziś rzeczywistość w Ceucie Fot. za YouTube APT

W Ceucie nie ma już 70-80 tys. migrantów, którzy w ostatnich dniach lipca masowo przedarli się z Afryki do hiszpańskiej eksklawy. Ale kryzys nie zniknął. W mieście nadal przebywa kilka tysięcy migrantów. Na plaży w pobliżu centrum koczują setki mężczyzn. Media donoszą o ulicznych bójkach, wykorzystywanych nieletnich dziewczynkach, strajku głodowym i kolejnej próbie szturmu. Co się dzieje w Ceucie? – Niektórzy mieszkańcy naprawdę boją się wychodzić z domów, szczególnie późną nocą – opowiada nam jeden z nich.

REKLAMA

Hamza Laamarti mieszka w Ceucie, miał tu swoją restaurację. Ma czworo dzieci i już myśli o zbliżającym się początku roku szkolnego. – Nie wiem, jak sytuacja będzie wyglądała w najbliższych tygodniach i jako ojca bardzo mnie to niepokoi. Kiedy ma się dzieci, postrzeganie bezpieczeństwa zmienia się całkowicie. Chcesz mieć pewność, że mogą bezpiecznie chodzić do szkoły, poruszać się po mieście i wracać do domu – mówi w rozmowie z naTemat.

– A obecna sytuacja w Ceucie nie daje powodów do spokoju. Na ulicach przebywa duża liczba migrantów, szczególnie nieletnich bez opieki, co ma widoczny wpływ na codzienne życie. Mam również poczucie, że w niektórych miejscach brakuje wystarczającej obecności policji, przez co wielu mieszkańców czuje się coraz mniej bezpiecznie i są coraz bardziej zaniepokojeni – opowiada. 

Dodaje też: – Niektórzy mieszkańcy naprawdę boją się wychodzić z domów, szczególnie późną nocą. O tej porze może dochodzić do wielu zakłóceń porządku, kłótni i konfrontacji między niektórymi migrantami, zwłaszcza w miejscach, gdzie występuje problem spożywania alkoholu i używania narkotyków. Powoduje to wśród mieszkańców realne poczucie braku bezpieczeństwa.

Jednak podkreśla: – Uważam również, że sytuacja stała się nieludzka dla wszystkich zaangażowanych – zarówno dla lokalnych mieszkańców, jak i samych migrantów. Szczerze mam nadzieję, że władze podejmą zdecydowane i skuteczniejsze działania, zanim sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy.

Kolejna próba masowego, nielegalnego przekroczenia granicy w Ceucie

Przypomnijmy. 30 i 31 lipca ok. 70-80 tys. migrantów z Afryki przekroczyło granicę z Hiszpanią i przedostało się do 80-tysięcznej Ceuty. Hiszpańska eksklawa w Afryce Północnej przeżyła gigantyczne oblężenie i kryzys humanitarny, jednak w ciągu kolejnych dni większość przybyszów wróciła do Maroka. Oba kraje uruchomiły procedury deportacji, ale znaczna część migrantów wyjechała dobrowolnie.

Dziś z tamtej fali w Ceucie zostało "tylko" około 5-8 tys. migrantów.

A jednak kryzys nie minął. Sytuacja cały czas jest napięta. Madryt wciąż ma potężny orzech do zgryzienia. A Ceuta znów jest na ustach Europy.

15 sierpnia doszło tam do kolejnej próby masowego, nielegalnego przekroczenia granicy – gdy w mediach społecznościowych rozeszła się plotka, że granica będzie otwarta i wzywano do jej przekraczania.

Zatrzymano nie tylko około 300 migrantów, ale też kilkudziesięciu Marokańczyków, którzy mieli organizować proceder. Maroko, które uszczelniło granicę i wzmocniło patrole, za tę obławę dostało niemal brawa. Tamtejsze służby bezpieczeństwa użyły nawet gazu łzawiącego, żeby zatrzymać migrantów.

"Maroko powstrzymuje kolejny szturm", "Starcia przy granicy Maroka z Ceutą", "Migranci znów ruszyli na granicę z Ceutę" – rozległo się w Europie. 

Po obu stronach granicy służby cały czas są w stanie podwyższonej gotowości. W małej Ceucie ma przebywać nawet ok. 1600 hiszpańskich policjantów. 

Ale jak zmieniło się życie w samym mieście?

Kilkuset migrantów koczuje na plaży Trampolín w Ceucie

Playa del Trampolín. 140-metrowa plaża na zachód od centrum Ceuty. Dziś koczowisko dla kilkuset migrantów, którzy stworzyli tu prowizoryczną wioskę. Stacja RMF FM, której reporter był na miejscu, nazwała ją "plażą rozpaczy w Ceucie". – To gorący punkt na mapie – relacjonował w czasie weekendu Beniamin Kubiak-Piłat. 

"Brak środków sanitarno-higienicznych, fetor, posiłki rozdawane raz dziennie pod nadzorem policji, brak miejsc w ośrodku dla migrantów, ale jednocześnie brak możliwości powrotu do swojego kraju" – to początek wstrząsającej relacji. 

W ostatnich dniach Playa del Trampolín jest na ustach całej Hiszpanii. 16 sierpnia właśnie tu migranci podnieśli pokojowy bunt. Domagali się azylu i ochrony. Na kartonach napisali: "Azyl", "Nie wrócę do Maroka", czy "Jesteśmy ludźmi". Trzymali hiszpańskie flagi. Około 100 osób rozpoczęło strajk głodowy – domagając się "lepszego życia" i ochrony międzynarodowej.

"Przez cały dzień przeprowadzali kilka pokojowych protestów. Dziś rano chcieli wyjechać do centrum, ale na wysokości zakładu odsalania zostali powstrzymani przez wojskowych" – relacjonował w poniedziałek lokalny portal El Faro de Ceuta.

Media z Ceuty zauważają też, jak szybko to "miasteczko" się powiększa. 9 sierpnia w niedzielę było tam ok. 15 "chat", a w piątek 14 sierpnia dziennikarz El Pueblo de Ceuta doliczył się ich już 70-80.

"Konstrukcje są budowane głównie z trzcin, liści, tworzyw sztucznych i tektury. Nie ma jednego modelu. Wielkość chat zależy od liczby osób, które je zajmują i można znaleźć konstrukcje o pojemności czterech lub sześciu osób wraz z innymi, w których może spać dziesięciu, dwunastu, czternastu, a nawet piętnastu migrantów" – opisywał.

Jego wniosek: "Konfiguracja chat pokazuje, że ich mieszkańcy dostosowują przestrzeń do pobytu, która rozciąga się w czasie. Z miejscami do spania, przechowywania swoich rzeczy i ochrony przed słońcem".

Mieszkaniec Ceuty: Problemem nie jest sama obecność migrantów

Zdjęcia koczowiska na plaży obiegają dziś internet. Ludzie komentują, że takie obrazy nie przypominają hiszpańskiego wybrzeża. Są na nich głównie mężczyźni pochodzenia subsaharyjskiego i marokańskiego, chociaż – według El Pueblo de Ceuta – przebywają tam również grupy obywateli Jemenu i, w mniejszym stopniu, Algierczyków. 

To kilkaset osób, dla których nie było miejsca w tymczasowych ośrodkach w Ceucie. I które nie chcą wyjechać z Hiszpanii.

W Playa del Trampolín sytuacja jest szczególnie niepokojąca. Z tego, co widzę i słyszę, można ją określić jako dość chaotyczną – mówi Hamza Laamarti.

Jednak ponownie podkreśla: – Problemem nie jest sama obecność migrantów, ale sposób, w jaki sytuacja jest zarządzana. Ceuta jest małym miastem o ograniczonych zasobach, a presja związana z nieuregulowaną migracją stała się większa, niż miasto jest w stanie realnie udźwignąć.

– Moim zdaniem obecna sytuacja nie jest dobra dla nikogo: ani dla lokalnych mieszkańców, ani dla migrantów, ani dla władz. Potrzebne jest poważne i zorganizowane rozwiązanie na poziomie Hiszpanii i Unii Europejskiej, zamiast pozwalania, by w tak małym mieście, jak Ceuta sytuacja wciąż się pogarszała – mówi.

A powodów do niepokoju jest więcej.

Media obiegają informacje o bójkach ulicznych i gwałtach

Policja zidentyfikowała w mieście ponad 2,1 tys. nieletnich migrantów, którzy pod koniec lipca nielegalnie przekroczyli granicę z Maroko. Rzeczywista liczba może być jednak wyższa, bo według organizacji pomocowych, mnóstwo dzieci wciąż pozostaje poza oficjalnym systemem.

Nieletni migranci po zidentyfikowaniu przez policję przechodzą podstawową kontrolę medyczną i otrzymują opaskę. Ta teoretycznie uprawnia ich do otrzymania tymczasowego schronienia w szkołach, ośrodkach sportowych, czy innych halach w pobliżu granicy. System jest jednak przepełniony i część dzieci nadal pozostaje na ulicy.

Media obiegają informacje o bójkach ulicznych i gwałtach na dziewczynkach, które przedostały się do Ceuty z Maroka.

"Co najmniej pięć dziewczynek poniżej 14 lat trafiło do szpitala w Ceucie z podejrzeniem gwałtu. Lekarka z SOR potwierdza i alarmuje, że wiele dziewczynek śpi na ulicy, bo w ośrodkach dla nieletnich brakuje miejsc" – relacjonował kilka dni temu Euronews. Do dziś od końca lipca Gwardia Obywatelska w Ceucie miała dostać zawiadomienia o 15 takich zdarzeniach. Jedno z najnowszych dotyczyło próby napaści seksualnej na 10-letnią migrantkę.

Lokalne media donoszą, że część mieszkańców boi się wychodzić z domów, miasto "nadal nie czuje, że wróciło do normalności", ale nie jest też tak, że cała Ceuta panikuje.

Część mieszkańców na przykład otacza małych migrantów opieką.

Oto fragment reportażu z przygranicznej dzielnicy miasta pt. "Dokąd idziesz?": mieszkańcy El Príncipe stają się tarczą ochronną dla około setki dziewcząt, które przybyły do Ceuty" w serwisie Artikulo14:

"Około stu marokańskich nieletnich pozostaje w tym centrum sportowym El Príncipe. Wokół nich pojawiła się sieć ochronna, której nikt nie przewidział. To sami sąsiedzi El Príncipe zaczęli opiekować się niektórymi z tych dziewcząt. Widzieli je wędrujące po ulicach, zdezorientowane, i zaczęli pytać, czego potrzebują, dokąd idą lub z kim są".

Ale inni mają odmienne odczucia.

"Znosiliśmy krzyki, obelgi i brak szacunku praktycznie codziennie przez wiele dni. Przy wielu okazjach zaczynają krzyczeć o 4:30 lub 5:00 rano, uniemożliwiając sąsiadom odpoczynek" – tak opowiadali "El Faro de Ceuta" mieszkańcy dzielnicy Torre del Tarajal, gdzie nieletni znaleźli schronienie w szkole.

"Chcemy jasno powiedzieć, że nie jesteśmy przeciwko nikomu. Prosimy o to, aby móc żyć i odpoczywać w pokoju i aby bezpieczeństwo zarówno nieletnich, jak i sąsiadów było zagwarantowane" – mówili.

Zarzucają Madrytowi bierność

Trzy tygodnie temu miasto pogrążyło się w kryzysie humanitarnym, ale dziś, gdy liczba migrantów jest mniejsza, sytuacja nadal nie jest najlepsza.

Komisja Europejska wysłała do Ceuty zespół ekspertów ds. migracji. Działa tu Czerwony Krzyż i inne organizacje. Hiszpański rząd pracuje zaś nad uruchomieniem czterech nowych miejsc w Ceucie, które mogłyby przyjąć 1500 migrantów. Czy to wystarczy?

Rządzący od 25 lat miastem Juan Jesús Vivas w ostatnich dniach bardzo zaostrzył swoje stanowisko wobec rządu Pedro Sáncheza i zarzucił Madrytowi "absolutną bierność". Zagroził też skierowaniem sprawy do sądu, jeśli kryzys nie zostanie rozwiązany w ciągu 30 dni.

Miasto walczy jak może. "Od 2 sierpnia władze Ceuty prowadzą nadzwyczajne działania, w które zaangażowano ponad 750 osób zajmujących się sprzątaniem, wywozem odpadów i porządkowaniem przestrzeni publicznych" – podaje Euronews. Nakłady na to zwiększono o 70 proc., ale jak czytamy – wciąż są niewystarczające.

Problemy pojawiają się też ze służbą zdrowia. Jak podaje Reuters, przewodniczący lokalnej rady medycznej Enrique Roviralta skrytykował powolną reakcję rządu i przekazał, że w mieście brakuje pracowników służby zdrowia, a także że szerzą się choroby takie jak biegunka zakaźna i świerzb, rośnie też liczba urazów związanych z przemocą, jak złamanie nosa czy rany kłute.

Jednak, jak czytamy, minister zdrowia Monica Garcia odrzuciła sugestie, że lokalna służba zdrowia "załamała się". Przyznała jednak, że ​​znajduje się ona "pod presją".

– Moim zdaniem tego, co dzieje się dziś w Ceucie, nie można rozpatrywać jedynie jako kryzysu migracyjnego. Mamy do czynienia ze znacznie bardziej złożoną sytuacją, w której splatają się czynniki geopolityczne, ekonomiczne i społeczne – ocenia mieszkaniec miasta.