
Starówka w Olsztynie stała się najwyraźniej ulubionym miejscem amatorów "białego szaleństwa". W ciągu zaledwie kilku dni kamery nakryły dwie grupy, które zażywały tam podejrzany proszek. Łącznie wpadły trzy osoby, w tym mężczyzna poszukiwany przez policję.
Sprawców z obu przypadków połączyła ta sama sceneria i naiwna wiara, że w nocy kamery nic nie zauważą. Eksperci od lat trąbią, że miejski monitoring jest nieskuteczny bez dobrego operatora. Olsztyńskie bliźniacze interwencje udowodniły, że czujne oko faktycznie jest niezastąpione.
Nocna wpadka na Starym Mieście w Olsztynie
Pierwszy incydent rozegrał się 13 sierpnia około godziny 3:00 nad ranem przy ulicy Staromiejskiej. Operator z ramienia straży miejskiej w Olsztynie zaobserwował niewielką grupę ludzi stojącą przed jednym z lokali.
Jego uwagę przykuła kobieta i towarzyszący jej mężczyzna przy drewnianym straganie. Para ewidentnie przygotowywała się do wciągania środków odurzających wprost z ekranu smartfona. Poniższe zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów.

Operator monitoringu przekazał informacje policji i mundurowi w kilka chwil znaleźli imprezowiczów. Szybkie przeszukanie natychmiast potwierdziło jego przypuszczenia. "W torebce kobiety policjanci znaleźli kilka zawiniątek z zawartością zabronionych substancji" – czytamy na stronie olsztyńskich strażników. Kobieta trafiła prosto na komendę.
Kreska na telefonie przy ulicy Staromiejskiej
Druga sytuacja miała miejsce w niedzielny (16 sierpnia) wieczór. System miejskich kamer znów zarejestrował podobny incydent na ulicy Staromiejskiej. Tym razem sprawcami okazali się dwaj mężczyźni, ale drewniany stragan wyglądał niemal tak samo.
Jeden z nich jadł kebaba (to akurat jest legalne). Drugi natomiast zrobił sobie tacę ze swojego smartfona. Mężczyzna zupełnie nie przejmował się faktem przebywania w centrum miasta pełnym ludzi. Można to zobaczyć na nagraniu.
"Jak się okazało operator słusznie wytypował, już po chwili jeden z mężczyzn wyciągnął i rozsypał białą substancję na telefonie, którą następnie wciągnął nosem" – czytamy w komunikacie strażników. Skierowani na miejsce policjanci od razu otoczyli sprawców.
Mundurowi sprawdzili zatrzymanych w systemach informatycznych. Jeden z mężczyzn figurował w policyjnej bazie jako osoba poszukiwana (nie podano, kto konkretnie). "To kolejny raz, kiedy wspólne działanie służb przynosi efekt, liczymy na takie kolejne…" – podsumowuje straż miejska.
Kary i konsekwencje za nielegalne używki na ulicy
Przepisy polskiego prawa nie traktują samego aktu zażywania (w przeciwieństwie do alkoholu w miejscu publicznym) czy odurzenia się jako odrębnego przestępstwa. System karze jednak "konsumentów" za sam fakt posiadania zakazanej substancji.
Artykuł 62 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje za posiadanie narkotyków nawet do 3 lat więzienia. Kwestię posiadania w celu zażycia ostatecznie rozstrzygnęła uchwała siedmiu sędziów Sądu Najwyższego (sygnatura I KZP 24/10) wydana 27 stycznia 2011 r. Wspomniane orzeczenie zamyka drogę do wymówek o znikomym kontakcie z nielegalną substancją.
Sędziowie uznali każde, nawet najbardziej przelotne "władanie środkiem" za czyn w pełni karalny. Biegli najczęściej weryfikują laboratoryjnie resztki zeskrobane z telefonu, banknotu lub wyciągnięte z kieszeni. Pobranie krwi albo moczu tylko wzmacnia łańcuch dowodowy przeciwko podejrzanemu
Zobacz także
Wykroczenia w miejscu publicznym i utrata prawa jazdy
Osoba zażywająca nielegalną substancję na deptaku ściąga na siebie dodatkowe kłopoty prawnych. Rynek pełen przechodniów uruchamia przesłanki wynikające z kodeksu wykroczeń:
Prokurator może umorzyć sprawę na podstawie artykułu 62a tylko w sytuacji zabezpieczenia nieznacznej ilości na własny użytek. Wciąganie proszku w centrum miasta w niedzielny wieczór jednak nie pomaga oskarżonemu. Co robi policja z używkami po konfiskacji? To już regulują ściśle określone procedury.






