
Temat paktu senackiego prawicy powraca jak bumerang. Teraz Bartłomiej Pejo z Konfederacji przyznał, że nie można wykluczyć takiego scenariusza. Kluczowe zdanie w tym projekcie ma jednak odegrać prezydent Karol Nawrocki.
Jeżeli prawica chce odbić w 2027 r. izbę wyższą parlamentu, nie ma innego wyjścia: musi zbudować pakt senacki, w ramach którego wspólnych kandydatów w każdym z okręgów wyborczych wystawiać będą PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej. Pytanie, czy to realistyczny projekt.
Pakt senacki prawicy
Poseł Konfederacji Bartłomiej Pejo w rozmowie z Radiem Wnet przyznał, że Konfederacja pozostaje otwarta na rozmowy z PiS i stworzenie paktu senackiego. Dodał, że jego partia rozmawia już nawet o takiej inicjatywie z samym prezydentem.
– O takim pakcie senackim mówimy i zresztą rozmawiamy z panem prezydentem Karolem Nawrockim od dawna, można powiedzieć niemalże od samego początku prezydentury pana prezydenta Nawrockiego – powiedział. – Stawiamy warunek, że takim ojcem takiego paktu senackiego może być tylko i wyłącznie prezydent Nawrocki, a żaden z liderów partii politycznych – dodał.
Patryk Jaki z PiS też jest na "tak"
Nieco inaczej na sprawę patrzy jednak europoseł PiS Patryk Jaki. W czasie wywiadu, jakiego udzielił Polsat News, przyznał, że jest otwarty na potencjalne przyszłe rządy z Konfederacją, ale uważa, że jego partia musi postawić pewne warunki.
– Na pewno będziemy stawiać postulaty. Jednym z głównych będzie to, aby natychmiast podnieść drugi próg podatkowy, dlatego że chcemy postawić na klasę średnią – przyznał. – Jeden z tak zwanych elementów naszego najnowszego planu, planu Przemysława Czarnka, który polega na tym, że podniesiemy drugi próg podatkowy ze 120 do 180 tysięcy i do 360 tysięcy dla małżonków, po to, żeby w Polsce rosła klasa średnia i żeby ludzie mieli więcej pieniędzy w portfelu – dodał.
Czy jednak to Karol Nawrocki powinien scalać taki blok? Zdaniem Jakiego to Jarosław Kaczyński jest liderem na prawicy. Można więc uznać, że właśnie w tym miejscu może pojawić się problem: dla Nowogrodzkiej nieszczególnie wygodne będzie to, że to głowa państwa stoi na czele paktu. A nie prezes PiS.
Jaki podkreśla jednak, że wspólna lista byłaby kluczem do sukcesu prawicy.
– Uważam, że gdyby w ogóle powstała taka wspólna lista prawicowa, z pewnymi wyjątkami oczywiście, to ona by zamiotła, mówiąc językiem młodzieżowym – powiedział, ale szybko dodał, że problemem są jednak też "prorosyjskie tendencje, które widać w Konfederacji".
Zobacz także
Nowy sondaż pokazuje sukces prawicy
Jak sugerują wyniki nowego sondażu Ogólnopolskiej Grupy Badawczej (OGB), na Koalicję Obywatelską chce oddać głos 33,53 proc. wyborców, na Prawo i Sprawiedliwość sporo mniej, bo tylko 22,34 proc., a na Konfederację 15,82 proc. Skład Sejmu uzupełniliby posłowie z Konfederacji Korony Polskiej (10,51 proc. ankietowanych) i Nowej Lewicy (5,99 proc.). Inne partie nie weszłyby do Sejmu.
Jak wynika z tych danych, nowy rząd najpewniej tworzyłyby PiS i obie "Konfy". Fundamentem ich gabinetu byłaby nie tylko większość w Sejmie, ale i Senacie.
Sam potencjalny koalicjant PiS przechodzi obecnie wewnętrzne turbulencje. Jak pisaliśmy w naTemat, w Konfederacji żrą się o stołki – to może być zapowiedź przyszłego rozłamu, a w grze pojawił się jeszcze Ruch Biało-Czerwoni Ewy Zajączkowskiej-Hernik, którą chętnie zaprosiłby do siebie Grzegorz Braun.
Pozycja samego Kaczyńskiego jest zresztą dziś słabsza niż kiedykolwiek. Jak pisaliśmy w naTemat, Morawiecki strącił Kaczyńskiego – PiS traci status hegemona po 11 latach, bo nowy klub parlamentarny Rozwój Plus liczy 40 posłów i odebrał partii prezesa pozycję największego klubu w Sejmie.




