Mentzen, Bosak, Sejm
W Konfederacji kłócą o miejsca na listach. Foto: Longfin Media, FotoDax, Grand Warszawski/Shutterstock

Liderzy Konfederacji zaczynają mieć problem. Za nieco ponad rok odbędą się wybory do Sejmu i Senatu. Już teraz zaczynają się więc pierwsze przymiarki do list. Walki będą tym razem o wiele bardziej zażarte, gdyż partia może mieć znacznie więcej mandatów niż w 2023 roku.

REKLAMA

Od miesięcy media donoszą, że w Konfederacji nie dzieje się dobrze. Liderzy, Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak, rzekomo nie są w idealnych relacjach. Teraz może być jeszcze gorzej, gdyż wielkimi krokami zbliżają się wybory do Sejmu i Senatu. Te odbędą się jesienią 2027 roku, ale już teraz trwają pierwsze przymiarki do list.

Jak dowiedziała się "Gazeta Wyborcza", poszczególne frakcje w Konfederacji chcą wywalczyć dla siebie jak najlepsze miejsca na listach wyborczych. Może to dodatkowo pogłębić podziały w tej i tak już skłóconej partii.

Konfederacja jest skłócona. Na wybory 2027 będzie gorzej?

W tym miejscu warto przypomnieć, że Konfederację tworzą dwa ugrupowania: Ruch Narodowy i Nowa Nadzieja. Na czele tego pierwszego stoi Bosak, drugim rządzi Mentzen. Już to pokazuje nam, jak egzotyczną koalicją może się wydawać "Konfa". Mamy tu połączenie bardziej prawicowego środowiska z tym wolnorynkowym, bliższym ideom korwinistów.

Problemem nie jest jednak teraz rozbieżność ideologiczna, a miejsca na liście. "Gra jest o to, czy więcej mandatów weźmie Ruch Narodowy, czy Nowa Nadzieja", podaje "Gazeta Wyborcza".

Ta liczba ma znaczenie, gdyż będzie decydować, która ze stron będzie mieć więcej do powiedzenia w czasie ewentualnych rozmów koalicyjnych z PiS albo KO. To, że Konfederacja będzie miała decydujący głos w tych sprawach, wydaje się logiczne, szczególnie jeżeli spojrzy się na sondaże.

Trzeci element układanki

Jakby tego było mało, jest jeszcze Ruch Biało-Czerwoni, za którym stoi europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik, była członkini Nowej Nadziei, dziś pracująca już na siebie. Raczej nie może liczyć na miejsce, które powinno przypaść Nowej Nadziei, gdyż niejako zdradziła Mentzena. Jej duża popularność powoduje jednak, że nie można jej zignorować.

To ostatnie generuje kolejny problem, a dokładniej: Grzegorza Brauna. Ten radykalny polityk ma już swoją partię, Konfederację Korony Polskiej, do której ponoć chętnie zaprosi Zajączkowską-Hernik. Jeżeli zdobędzie w wyborach dużo głosów, także osłabi możliwości negocjacyjne całej Konfederacji. Sondaże pokazują, że jego potencjał wyborczy mocno rośnie.

Jak opisywaliśmy, w tle Mateusz Morawiecki bierze rozwód z PiS na całego i teraz odcina się od własnych rządów, co dodatkowo rozbija obóz Jarosława Kaczyńskiego i podnosi stawkę tego, ile mandatów zbierze każda z konfederackich frakcji. Skalę tego rozbicia widać w badaniach. Sondaż pokazał, co oznacza rozpad PiS, i wynika z niego, że Morawiecki zadecyduje o nowym rządzie – a przy takim rozdrobnieniu prawicy głos Konfederacji przy stole koalicyjnym może okazać się języczkiem u wagi.

Przyszła katastrofa w Sejmie?

To wszystko może się skończyć katastrofą. Może jeszcze nie wyborczą, gdyż wiele wskazuje na to, że obie Konfederacje znajdą się w parlamencie i to z większą liczbą posłów niż obecnie.

Problemy zaczną się nieco później, gdy rozpoczną się rozmowy koalicyjne i realna walka o stołki. Nie można wykluczyć, że mentzenowo-bosakowa Konfederacja rozpadnie się wtedy na dwa kluby poselskie. Oczywiście zakładając, że emocje, a nie racjonalne myślenie wezmą górę.

Warto jednak pamiętać, że właśnie to środowisko może zadecydować, kto będzie tworzył przyszły rząd: czy KO, czy PiS. Zadecyduje ono więc o przyszłości naszego kraju.