Tomasz Lipiński
Tomasz Lipiński zdradza, ile emerytury wyliczył mu ZUS Fot. zrzut ekranu / youtube.com / Złota Scena

Kwestia emerytur artystów budzi w przestrzeni publicznej niemałą debatę. Znani twórcy chętnie dzielą się swoimi przemyśleniami na ten temat. Jakiś czas temu głos w sprawie własnego świadczenia senioralnego zabrał Tomasz Lipiński, legenda polskiej muzyki alternatywnej.

REKLAMA

Jak powszechnie wiadomo, wysokość emerytury w Polsce zależy bezpośrednio od kwot odprowadzanych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przez całe nasze zawodowe życie. W przypadku m.in. muzyków, malarzy, aktorów, czy tancerzy sprawa wygląda jednak nieco inaczej. Specyfika branży artystycznej od lat opiera się w głównej mierze na umowach o dzieło. Z tego typu kontraktów co do zasady nie odprowadza się wystarczających składek emerytalnych, co z czasem prowadzi do poważnych problemów z finansowym zabezpieczeniem na starość.

Tomasz Lipiński i brutalna rzeczywistość o jego emeryturze

Tomasz Lipiński to wokalista, autor tekstów i kompozytor doskonale znany na polskiej scenie alternatywnej. Jako współtwórca kultowych zespołów takich jak Brygada Kryzys czy Tilt, a także laureat prestiżowego Złotego Fryderyka, na stałe zapisał się w historii polskiej muzyki.

O swojej sytuacji z emeryturą opowiedział w podcaście "Złota Scena". Choć wywiad miał miejsce rok temu, temat wciąż pozostaje niezwykle aktualny i żywy w debacie publicznej. Artysta nie krył, że sytuacja jego grupy zawodowej jest bardzo trudna. – Wiadomo, że mamy problem z emeryturą, bo nie pracowaliśmy na etatach, tylko na umowach o dzieło, więc te emerytury albo ich nie ma, albo są po prostu żałosne – tłumaczył wokalista.

Następnie zaznaczył, że sam obecnie nie pobiera żadnego świadczenia, mimo osiągnięcia wieku emerytalnego, ponieważ państwowa propozycja była wyjątkowo niska. – Ja na razie nie mam żadnej, ponieważ mi w ZUS-ie powiedzieli, że są gotowi wypłacić mi trzysta kilkadziesiąt złotych, więc się chwilowo na nich obraziłem – przyznał.

To powszechny problem wielu polskich artystów, którzy u progu senioralnego etapu życia zderzają się z brutalną rzeczywistością. Pomimo zaawansowanego wieku wciąż muszą kontynuować pracę. Robią to już nie tylko z pasji, ale z finansowej konieczności, wynikającej z braku świadczeń. Na ich sytuację wpływa także postępująca monopolizacja rynku i przeniesienie dystrybucji muzyki do internetu, co drastycznie zmniejsza realne zarobki wielu twórców.

Skrajne przypadki. Nie wszyscy narzekają na emerytury

Nie wszyscy przedstawiciele świata kultury narzekają jednak na swoje świadczenia. Dobrym przykładem jest Zbigniew Buczkowski, któremu największą popularność przyniosły role w serialach takich jak "Święta wojna", "Graczykowie" czy "Lombard. Życie pod zastaw". Mając 75 lat, aktor wciąż jest aktywny zawodowo, a na emeryturę nie narzeka.

Buczkowski niedawno ujawnił, ile płacił na ZUS – jak sam przyznaje, od lat samodzielnie opłacał składki, dzięki czemu dziś ma stabilne zabezpieczenie finansowe. Warto dodać, że do grona narzekających na wysokość świadczeń nie zalicza się również aktor Henryk Gołębiewski, który z Buczkowskim gra we wspomnianym "Lombardzie".

Zupełnie inaczej wygląda z kolei sytuacja Krzysztofa Cugowskiego. Były wokalista Budki Suflera od lat otwarcie mówi w mediach o swojej niskiej, niemalże "głodowej" emeryturze. Spore emocje wzbudzają również doniesienia o portfelach innych gwiazd. Niedawno Tomasz Stockinger ujawnił dokładną kwotę swojej niezbyt wysokiej emerytury, a Małgorzata Potocka przyznała, że trudno dziś utrzymać się z pieniędzy wypłacanych przez państwo.

Nowy projekt rządu i burza w sieci

W maju tego roku wybuchła w Polsce szeroka dyskusja, spowodowana kontrowersyjnym projektem ustawy dotyczącym zabezpieczenia socjalnego artystów. Propozycja, przygotowana przez Ministerstwo Kultury i przyjęta przez Radę Ministrów, zakłada stworzenie specjalnego systemu wsparcia dla twórców, którzy osiągają niskie lub mocno nieregularne dochody.

Nowe przepisy przewidują wprowadzenie oficjalnego statusu artysty zawodowego, przyznawanego początkowo na pięć lat, z opcją przedłużenia w uzasadnionych przypadkach. Osoby spełniające określone kryteria dochodowe mogłyby otrzymywać dopłaty do składek społecznych i zdrowotnych. Pieniądze te nie trafiałyby bezpośrednio do rąk artystów, lecz na ich konta w ZUS-ie, jako uzupełnienie składek do poziomu minimalnego wynagrodzenia.

Ze wsparcia będą mogli skorzystać wyłącznie ci artyści zawodowi, których średnie dochody z ostatnich trzech lat nie przekroczyły rygorystycznego limitu, wynoszącego 125 proc. rocznej wartości minimalnego wynagrodzenia.

Przed dokumentem jeszcze dalsze etapy procesu legislacyjnego, ale już teraz wywołał potężną burzę społeczną. Wiele osób jest wyraźnie sfrustrowanych tym pomysłem. Krytycy tłumaczą, że miliony Polaków ciężko pracują na swoją emeryturę na etatach, często zarabiając mniej niż przedstawiciele branży artystycznej, którzy teraz jako jedyni mają liczyć na takie dodatkowe wsparcie z budżetu państwa.