
Bali stało się jednym z najbardziej pożądanych turystycznie miejsc na świecie. Z cichej i spokojnej wyspy dość nagle stało się miejscem imprez i synonimem porażki, jaką może być masowa turystyka. To właśnie tam doszło do skazania szwajcarskiego turysty za jedną nieprzemyślaną relację w mediach społecznościowych.
Bali było cudownym i rajskim miejscem. Początkowo przyciągało turystów swoją unikatową kulturą, spokojem, a z czasem stało się popularnym kierunkiem dla miłośników jogi. Od zawsze wyspa była także bardzo konserwatywna. Dominuje tam hinduizm balijski, który jest na stałe zakorzeniony w codziennym życiu mieszkańców wyspy. Ci robią, co mogą, aby ocalić swoją tradycję, która ginie we współczesnej masowości. 26-letni Szwajcar wpadł w tarapaty po tym, jak zignorował zasady obowiązujące podczas jednego z najważniejszych balijskich świąt.
Rok więzienia za jedną relację z Bali. Tak miejscowi bronią swojej kultury
Sprawa 26-letniego Luziana Andrina Zgraggena sięga 20 marca 2026 roku. Właśnie tego dnia na Bali obchodzone było bardzo ważne święto – Nyepi. To balijski Nowy Rok oraz Dzień Ciszy, a jego obchody są niesamowite. Na jeden dzień przestają jeździć skutery i samochody. Do portu nie przybywa żaden statek, a lotnisko wstrzymuje pracę. Mieszkańcy i turyści mają też zakaz wychodzenia z domów, wyłączane są wszystkie światła, nie działa nawet internet. Nie można wtedy pracować. Wyspa zamiera na 24 godziny.
Porządku na ulicy pilnują wtedy specjalne patrole. I to właśnie one trafiły na Szwajcara, który mimo ostrzeżeń ze strony przedstawicieli obiektu noclegowego postanowił złamać zakaz wychodzenia. Mało tego, mężczyzna opublikował w sieci nagranie, w którym obraża balijską kulturę i tradycję. Zrobił to, używając wulgarnych słów.
Lokalne władze nie miały litości dla takiego zachowania. Mężczyzna został szybko zatrzymany, a proces sądowy ruszył w czerwcu. Balijczycy poczuli się bardzo dotknięci tą obrazą ich święta i doczekali się sprawiedliwości. Luzian Andrin Zgraggen został skazany na rok więzienia.
Na tłumaczenia na Bali było za późno. Miejscowi chcą bronić swojej kultury
Już podczas rozprawy 26-letni Szwajcar próbował usprawiedliwiać swoje zachowanie. Tłumaczył, że nie zdawał sobie sprawy, że zasady obowiązujące tego dnia są dla lokalnych mieszkańców tak ważne. Dodał też, że materiał nagrał, kiedy był bardzo sfrustrowany i głodny. Ostatecznie jednak przeprosił za to, co zrobił. – Głęboko żałuję tego, co zrobiłem, przepraszam mieszkańców Bali – oświadczył turysta.
Zobacz także
Sądu nie przekonały ani jego tłumaczenia, ani późno wyrażona skrucha. – To, co zrobił oskarżony, obraża Balijczyków, narusza ich wiarę i wywołuje oburzenie opinii publicznej – oświadczył przewodniczący składu sędziowskiego Tjokorda Putra Budi Pastima, którego słowa zacytował "Euronews".
Przykład z Bali pokazuje, jak daleko muszą posuwać się lokalne władze, aby zapanować nad turystami, żeby zachować swoją kulturę. To zresztą problem globalny – w Europie mieszkańcy ulubionej wyspy Polaków mają dość turystów i wychodzą na ulice. Ignorancja dla lokalnej kultury i zasad jest niestety nieodłącznym elementem masowej turystyki i niestety odziera takie wyjazdy z tego, co w podróżach od zawsze było najważniejsze, czyli możliwości poznawania innych kultur, tradycji i zwyczajów. Indonezyjskie Bali próbuje się przed masowością bronić – służyć ma temu m.in. drastyczna podwyżka opłat dla turystów – ale zmiana aktualnej sytuacji nie będzie dla nich łatwa. Wyspa wciąż pozostaje jednym z egzotycznych kierunków, po które sięgają planujący rezerwujący wakacje 2026. A jak surowe są kary za łamanie przepisó, doskonale wiedzą Polacy, którzy zostali stamtąd deportowani.






