
Słuchawki stały się nieodłącznym elementem naszej codzienności. Praca, spacer, siłownia, rower, a nawet wędrówka po górskim szlaku. Tylko że większość z nich jest po prostu nudnym, białym lub czarnym kawałkiem plastiku. W przypadku nowego produktu od Huawei monotonnie na pewno nie jest, ale ten genialny wygląd może być też małą pułapką.
Od lat korzystam z bezprzewodowych słuchawek Huawei. W zasadzie nigdy nie miałam sprzętu żadnej innej firmy, bo te spełniały wszystkie moje oczekiwania. Zimą w moje ręce trafiły Huawei FreeBuds Pro 5 i myślałam, że znalazłam wersję idealną dla siebie. Ale teraz do testów dostałam model FreeClip 2 S i odkryłam zupełnie nową jakość słuchania.
FreeClip 2 S słuchawkami niemal idealnymi. Mogą być biżuterią, ale i towarzyszem ćwiczeń
Huawei FreeClip 2 S to słuchawki zdecydowanie różniące się od tego, co aktualnie oferuje nam rynek. Nie jest to produkt dla tych, którzy chcą zniknąć w tłumie i mieć święty spokój. Tego dodatku w uchu naprawdę nie da się przeoczyć, bo po prostu przyciąga wzrok. Zwłaszcza jeśli wybierzecie srebrny, połyskujący model. I choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się "babskie", to mają wiele praktycznych zastosowań, które docenią również mężczyźni.
Słuchawki różnią się od konkurencji wyglądem, ale i całym systemem. Mówimy tu bowiem o słuchawkach open-ear. Oznacza to, że w odróżnieniu od wspomnianych już FreeBuds Pro 5 nie wkładacie ich do środka kanału słuchowego. Zamiast tego są one swobodnie zawieszone na uchu. To bardzo ważne, jeżeli zależy wam na muzyce i dźwięku, ale równocześnie nie chcecie tracić kontaktu z otoczeniem.

Nie ma tu funkcji wyciszania i redukcji szumów, bo trochę o ich brak chodzi. FreeClip 2 S mogę bez problemu zabrać na rower i przekonać się, jak bardzo słuchawki na rowerze zmieniają jazdę, a przy okazji też cieszyć się rytmem ulubionych utworów. Równocześnie jednak mogłam słyszeć nadjeżdżający samochód czy innego rowerzystę. O wiele bezpieczniej czuję się w nich także na chodniku podczas spaceru. Nie boję się, że omijając kałużę, wpadnę np. na osobę na hulajnodze elektrycznej (zakaz jazdy nią po chodniku wciąż nie jest przesądzony), bo cały czas słyszę otoczenie, więc wiem, że ktoś lub coś się do mnie zbliża.
Otwierając pudełko po raz pierwszy, miałam wrażenie, że te słuchawki nie mogą być wygodne, a przede wszystkim, że nie będą trzymały się na swoim miejscu. Ich konstrukcja sprawia jednak, że są czymś w rodzaju klipsa, który nie uciska ucha, a równocześnie zapewnia stabilną pozycję, więc rower czy nawet bieganie nie powoduje ich wypadania. A przy klasycznych słuchawkach dokanałowych, również od Huawei, ten problem spotykał mnie przez cały czas. Tu jednak jedna ważna rzecz – moje uszy nie należą do specjalnie dużych. Nie wiem, czy komfort noszenia byłby równie duży w przypadku osób z większymi małżowinami.
Zobacz także
Dodatkowa zaleta to możliwość zamiany tych słuchawek w stylową biżuterię. Kolega z pracy wprost powiedział mi ostatnio, że nie może się połapać, czy w uchu mam kolczyk, czy słuchawkę. FreeClip 2 S możecie kupić w zestawach ze specjalnie zaprojektowanymi nakładkami, które zmieniają je w naprawdę stylowy dodatek na konferencję czy nawet na wieczorne spotkanie.
Nareszcie mogę rozmawiać przez telefon w słuchawkach
Wiem, że wiele osób uwielbia słuchawki ze względu na możliwość wygodnych rozmów przez telefon. Cóż, ja nigdy nie byłam w tym gronie. Problem pojawiał się często, kiedy wracałam z pełnymi torbami z zakupów, a najlepsza kumpela akurat chciała obgadać plany weekendowego wyjazdu. Musiałam wtedy się zatrzymać, wyjąć słuchawki, schować je do pudełka i jakoś przykładać telefon do ucha.
Dlaczego tak? W słuchawkach dokanałowych nie potrafię dobrać głośności mówienia. Kończyło się to tym, że albo mówiłam zdecydowanie za głośno, więc słyszał mnie każdy w okolicy, co nie było komfortowe, albo mówiłam za cicho, więc mikrofony nie były w stanie wyłapać dźwięku, a mój rozmówca mnie nie słyszał.
Tu dzięki otwartemu systemowi doskonale słyszę rozmówcę, ale i mój własny głos, dzięki czemu mogę rozmawiać swobodnie. Nawet mama, która niczym czujna sowa zawsze po trzech słowach wyłapuje, że rozmawiam z nią przez słuchawki, tym razem nie była w stanie zorientować się, że nie mówię bezpośrednio do telefonu.

Huawei FreeClip 2 S prawie idealne. Ich zaletą i wadą jest design
Na początku tego tekstu pochwaliłam design FreeClip 2 S, ale jest on też ich mankamentem. Zacznijmy od pudełka. W moim przypadku jest to piękne srebrne jajo. Problem w tym, że niestety jest ono dość duże, więc w kieszeni nosi się je niewygodnie. Zdecydowanie mniejsze opakowanie miały słuchawki FreeClip 2, które są bardzo podobne do FreeClip 2 S. Dodatkowo z racji wysokiego połysku etui ładującego w nowym modelu widać na nim każde dotknięcie. Staram się też bardzo pilnować, bo ewentualne spotkanie pudełka z kluczami od mieszkania w kieszeni skończy się mało eleganckimi zarysowaniami.
Drugi problem to wspomniane wcześniej nakładki, które zmieniają słuchawki w biżuterię. Choć pudełko jest duże, to jeśli nałożycie choć jedną nakładkę, wieczko się nie domknie, a wtedy telefon cały czas jest przekonany, że korzystacie ze słuchawek, i przekierowuje na nie muzykę oraz rozmowy. A to dość irytujące. Dlatego z nakładek korzystam sporadycznie i trzymam je w pudełku z biżuterią, żeby ich nie zgubić, bo o to też nie jest trudno.

Trzecia wada wiąże się z systemem otwartym. Jakość dźwięku w FreeClip 2 S jest naprawdę świetna, ale jednak zostaje na niższym poziomie niż w przypadku FreeBuds Pro 5. Ten efekt odcięcia od rzeczywistości w słuchawkach dokanałowych pozwala na lepszą jakość dźwięku. Także do samolotu chętniej zabiorę FreeBuds Pro 5 niż FreeClip 2 S. Powód? Słuchawki dokanałowe wykorzystuję jako zatyczki, kiedy chcę spać. Ten designerski model niestety nie odetnie mnie od otoczenia, ale o to właśnie w nim chodzi.
Ostatecznie więc FreeClip 2 S szybko stały się moim pierwszym wyborem. Używam ich na co dzień – w redakcji, w domu, podczas jazdy rowerem i ćwiczeń. Zapewniają mi bowiem idealny kompromis – świetną jakość dźwięku, wygodę i baterię, która według producenta trzyma do 38 godzin, a z drugiej strony kontakt z otoczeniem, którego tak bardzo potrzebowałam podczas aktywności. A do samolotu po prostu zabiorę drugi komplet, choć gdybym go nie miała, to po prostu podkręcałabym głośność w tym modelu, żeby słyszeć muzykę, a nie płacz dziecka (dla wielu rodziców podróż samolotem z niemowlakiem to prawdziwe wyzwanie) czy rozmowy współpasażerów. Cieszę się jednak, że mam wybór.






