
Były ukraiński minister obrony Mychajło Fedorow żąda od Wołodymyra Zełenskiego, by ten zgodził się na przeprowadzenie wyborów. Teoretycznie nie mogą się one odbyć od lutego 2022 roku, czyli momentu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny z Rosją. Rosnąca opozycja wobec Zełenskiego zaczyna jednak argumentować, że to nie może być już wymówką.
Fedorow opublikował w sieci nagranie, na którym słyszymy, jak domaga się przeprowadzenia kolejnych wyborów w swojej ojczyźnie. Jego zdaniem "demokracja nie może być zakładnikiem Rosji", czym nawiązał do argumentu obecnych władz, które upierają się, że elekcja może odbyć się dopiero po zakończeniu działań zbrojnych.
Wybory muszą się odbyć!
Fedorow został pod koniec lipca pozbawiony stanowiska ministra obrony. I to po zaledwie pół roku pełnienia tej funkcji. To sprawiło, że domaga się zmiany władz: w swoim nagraniu, jakie trafiło na YouTube, powiedział, że Ukraińcy powinni móc już wybrać prezydenta na kolejną kadencję.
Nie jest jasne, jaki polityczny cel ma Fedorow. Twierdzi, że domaga się stworzenia "legalnego, bezpiecznego i realistycznego mechanizmu, który pozwoli Ukrainie przywrócić pełny proces demokratyczny nawet w warunkach przedłużającej się wojny". Dziś, jak twierdzi, kraj zmaga się z "systemowym kryzysem rządzenia". Przyznał, że państwo trawi korupcja, która osłabia wysiłek wojenny zwykłych obywateli.
Nie można wykluczyć, że to początek budowania przez Fedorowa nowego ruchu politycznego. Sam Prezydent Wołodymyr Zełenski nie odniósł się do apelu.
Zełenski pozbył się świetnego współpracownika?
Dymisja Fedorowa była o tyle zaskakująca, że jako minister obrony zyskał opinię reformatora. Miał m.in. rozpocząć walkę z korupcją.
Dlaczego więc Zełenski pozbył się kogoś takiego? BBC sugeruje, że powodem były spory ministra z naczelnym dowódcą armii, Ołeksandrem Syrskim. Tyle że sam Syrski niedługo potem też stracił stanowisko.
Fedorow miał otrzymać propozycję powrotu do gabinetu, ale na fotel wicepremiera ds. innowacji wojskowych. Zażądał jednak teki ministra, którą utracił.
Zobacz także
Armia IT i zbiórka środków
Już wcześniej Fedorow zasłużył się Ukrainie. W pierwszym okresie wojny zorganizował "Armię IT Ukrainy", która zajmowała się przeprowadzaniem cyberataków na Rosję. To on też stał za kampanią zbiórki "Armia Dronów". Już w ministerstwie obrony koncentrował się na rozbudowie armii dronowej Kijowa i wprowadzaniu w wojsku nowoczesnych technologii.
To on też wynegocjował ze SpaceX Elona Muska uniemożliwienie Rosji wykorzystywania systemu Starlink do ataków z użyciem dronów, co utrudniło działanie Moskwie.
Jego nowe nagranie video wpisuje się w inne jego działania, jakie podjął już po odejściu z resortu. W social mediach przypomina o swoich zasługach i obiecał, że będzie "nadal pokonywać wroga dzięki niekonwencjonalnym działaniom, szybkiemu wdrażaniu innowacji i sprawnej organizacji".
QUIZ: Dopasujesz partie polityczne do polityków?
1 / 25 Na początek proste. Do jakiej partii należy ten Pan?
Zełenski obawia się wyborczej porażki
Warto przypomnieć, że wybory parlamentarne w Ukrainie powinny odbyć się w 2023 r., a prezydenckie rok później. Opór Zełenskiego, by ich nie organizować, jest zrozumiały. Jak wynika z sondażu ukraińskiej pracowni Socis, o ile jeszcze w I turze obecny prezydent miałby pewną przewagę nad Wałerijem Załużnym, byłym naczelnym dowódcą ukraińskiej armii, a obecnie ambasadorem w Wielkiej Brytanii, tak po II straciłby władzę.
Spójrzmy zresztą na dane: w I turze na Zełenskiego zagłosowałoby 22,3 proc. wyborców, zaś na byłego wojskowego 21,4 procent. Podium domykałby właśnie Fedorow z wynikiem 13,1 procent.
W wyborczej dogrywce Załużny zdobyłby aż 66,2 procent głosów, a obecna głowa państwa jedynie 33,8 procent.
Zełenski przegrałby zresztą też z Fedorowem, na którego chciałoby w II turze oddać głos 63,8 proc. wyborców. Na obecnego prezydenta jedynie 36,2 procent.
Warto dodać, że problem ten nie jest nowy. Jak pisaliśmy w naTemat, już w 2024 roku Zełenski zdecydowanie przegrałby wybory prezydenckie – Załużny wygrywał wtedy z wynikiem 67,5 proc. głosów. Podobnie było później, gdy pisaliśmy w naTemat, że Ukraińcy przestali ufać Zełenskiemu i na prezydenta chcieliby generała Załużnego.




