Pracownik budowlany w trakcie prac remontowych
Problemy z ekipami remontowymi to codzienność wielu Polaków. Złe doświadczenia dotyczą ponad trzech czwartych zlecających. Fot. Lagutkin Alexey / Shutterstock

Ponad 3 na 4 Polaków zgłasza problemy po wynajęciu fachowców. Co im najbardziej nie pasuje? Klienci skarżą się na niską jakość prac, które potem wymagają poprawek oraz opóźnienia w wykonaniu zleconych prac.

REKLAMA

Usługi remontowe słono kosztują, dlatego oczekujemy wysokich standardów i odpowiedzialności ze strony wykonawców. Rozdrobniony rynek usług budowlanych wciąż jednak zmaga się z brakiem rzetelności, ukrywaniem kosztów oraz obecnością szarej strefy. Polacy zderzają się z amatorszczyzną, tracą nerwy i pieniądze na ratowanie zepsutych projektów.

Zepsute nerwy i niska jakość usług remontowych

Raportu UCE RESEARCH i platformy Fachurra.pl pokazuje, że "76,1 proc. Polaków doświadczyło w ostatnim czasie co najmniej jednego problemu podczas korzystania z usług fachowców, w tym m.in. ekip remontowych, hydraulików, elektryków i tzw. złotych rączek". Z drugiej strony (aż lub tylko) 23,9 proc. nie miało żadnych problemów.

Brak terminowości i fatalne wykonanie to dziś podstawowe powody niezadowolenia osób zlecających domowe naprawy. Z raportu "Doświadczenia Polaków z fachowcami. Edycja 2026, część I" udowadnia, że większość skarg dotyczy braku profesjonalizmu w powszechnych, codziennych sytuacjach. Oszustwa na szczeście zdarzają się rzadziej, ale niestaranność to plaga i potrafi sprawić, że fachowcy w Polsce pozostawiają po sobie traumy na całe życie.

Lista najczęstszych przewinień budowlańców obejmuje konkretne zaniedbania:

  • Niska jakość prac – 22,9 proc. ankietowanych musi wzywać kogoś do poprawek po pierwotnej ekipie. Nieudane wykończenie mieszkania to dziś jedna z najczęstszych skarg.
  • Opóźnienia na budowie – 22,7 proc. zleceniodawców czeka na koniec prac znacznie dłużej niż zakładali.
  • Niedotrzymywanie słowa – w 11,8 proc. przypadków usługa mija się z początkowymi ustaleniami.
  • Zrywanie umów – 11,1 proc. wykonawców zostawia rozgrzebaną robotę i ucieka z placu budowy.
  • Brak kontaktu – 9 proc. usługodawców zapada się pod ziemię tuż po ujawnieniu wad.
  • Analitycy z UCE RESEARCH przypominają, że terminowość i solidność budują zaufanie do wykonawcy. Jeśli usługa wymaga poprawek albo przeciąga się w nieskończoność, klient ocenia ją bardzo negatywnie i z pewnością nie poleci takiej firmy znajomym.

    Ukryte opłaty i spory o wycenę pracy

    Nerwy zaczynają się często na długo przed samym wejściem ekipy do budynku. "Z naszego doświadczenia wynika jednak, że wiele problemów zaczyna się jeszcze przed rozpoczęciem robót – na etapie wyceny i określenia zakresu usługi" – tłumaczy Paweł Szumlański, ekspert platformy Fachurra.pl.

    Teoretycznie klienci wiedzą, ile będzie wynosić remont, ale wykonawcy nie precyzują wydatków lub co może wymagać dodatkowych prac, a po wszystkim koszty wychodzą o wiele wyższe niż te, na które się umawiali. Nic dziwnego, że Polacy nie chcą płacić za ekipy remontowe i coraz częściej biorą pędzel do ręki i sami malują dom.

    Zgłoszenia ankietowanych ujawniają skalę organizacyjnego chaosu i braku transparentności:

  • Zawyżone rachunki – aż 19,8 proc. badanych zapłaciło na koniec więcej, niż zakładała pierwotna umowa.
  • Milczenie wykonawcy15,9 proc. rzekomych profesjonalistów w ogóle nie dociera na miejsce zlecenia bez żadnego uprzedzenia.
  • Ukryte koszty14,1 proc. osób zaskakuje się zupełnie nowymi, nieuzgodnionymi wcześniej opłatami.
  • Szara strefa i nieuczciwi fachowcy bez rachunków

    Prawdziwa patologia trafia się rzadziej, ale jest najbardziej kosztowna. Klienci tracą gotówkę, wpuszczają do domów amatorów i mają ogromne trudności z udokumentowaniem transakcji.

    Najpoważniejsze plagi branży remontowej to:

  • Praca na czarno7,5 proc. badanych spotkało się z odmową wystawienia faktury lub rachunku (to utrudnia nam drogę do walki o odszkodowanie).
  • Kłamstwa o fachu7,3 proc. trafiło na osoby bez deklarowanych kwalifikacji zawodowych czy uprawnień.
  • Kradzież zaliczki7,1 proc. padło ofiarą pobrania pieniędzy bez wykonania usługi.
  • Statystyki najcięższych nadużyć są w okolicach "tylko" 7 proc., ale w skali kraju oznaczają setki tysięcy pokrzywdzonych konsumentów i jeszcze więcej pieniędzy skradzionych w złotówkach.

    Jak uniknąć partaczy? Główne błędy klientów

    Zabezpieczenie przed fuszerką wymaga od nas trzymania się kilku twardych reguł. Cytowany przez PAP Adam Skłodowski, ekspert rynku remontowo-budowlanego, podkreśla, że zamawiający często sami na własne życzenie zwiększają ryzyko wpadki. Według niego główne błędy to:

  • Najniższa cena jako priorytet – wybór najtańszego wykonawcy drastycznie podnosi ryzyko fuszerki.
  • Brak sprawdzania referencji – zatrudnianie fachowców bez weryfikacji ich poprzednich realizacji.
  • Ustne uzgodnienia – opieranie się na słowie zamiast na precyzyjnej, spisanej umowie.
  • Wysokie zaliczki – płacenie na start dużych, nieuzasadnionych kwot, które łatwo stracić.
  • Brak odbiorów etapowych – rozliczanie całości dopiero na samym końcu, bez kontroli bieżących postępów.
  • Niestety, w starciu z rynkiem ze sporą szarą strefą to konsument musi ostro pilnować swoich pieniędzy. "Wyniki badania nie świadczą więc o braku kompetencji całej branży, ale pokazują, że ryzyko pojawienia się problemów jest znaczne i w dużej mierze przerzucane na klienta" – wskazał Adam Skłodowski.

    Żeby nie popłynąć finansowo na remoncie, trzeba przede wszystkim stawiać na przejrzystość z obu stron. Wyższy rachunek na koniec nie zawsze oznacza od razu oszustwo, bo ekipa często odkrywa ukryte wady budynku dopiero po rozpoczęciu robót. Sęk w tym, że o każdej zmianie planów i kosztów fachowiec musi nas z góry uprzedzić i dostać wyraźne, zielone światło na dalsze działanie.