
Ponad 3 na 4 Polaków zgłasza problemy po wynajęciu fachowców. Co im najbardziej nie pasuje? Klienci skarżą się na niską jakość prac, które potem wymagają poprawek oraz opóźnienia w wykonaniu zleconych prac.
Usługi remontowe słono kosztują, dlatego oczekujemy wysokich standardów i odpowiedzialności ze strony wykonawców. Rozdrobniony rynek usług budowlanych wciąż jednak zmaga się z brakiem rzetelności, ukrywaniem kosztów oraz obecnością szarej strefy. Polacy zderzają się z amatorszczyzną, tracą nerwy i pieniądze na ratowanie zepsutych projektów.
Zepsute nerwy i niska jakość usług remontowych
Raportu UCE RESEARCH i platformy Fachurra.pl pokazuje, że "76,1 proc. Polaków doświadczyło w ostatnim czasie co najmniej jednego problemu podczas korzystania z usług fachowców, w tym m.in. ekip remontowych, hydraulików, elektryków i tzw. złotych rączek". Z drugiej strony (aż lub tylko) 23,9 proc. nie miało żadnych problemów.
Brak terminowości i fatalne wykonanie to dziś podstawowe powody niezadowolenia osób zlecających domowe naprawy. Z raportu "Doświadczenia Polaków z fachowcami. Edycja 2026, część I" udowadnia, że większość skarg dotyczy braku profesjonalizmu w powszechnych, codziennych sytuacjach. Oszustwa na szczeście zdarzają się rzadziej, ale niestaranność to plaga i potrafi sprawić, że fachowcy w Polsce pozostawiają po sobie traumy na całe życie.
Lista najczęstszych przewinień budowlańców obejmuje konkretne zaniedbania:
Analitycy z UCE RESEARCH przypominają, że terminowość i solidność budują zaufanie do wykonawcy. Jeśli usługa wymaga poprawek albo przeciąga się w nieskończoność, klient ocenia ją bardzo negatywnie i z pewnością nie poleci takiej firmy znajomym.
Zobacz także
Ukryte opłaty i spory o wycenę pracy
Nerwy zaczynają się często na długo przed samym wejściem ekipy do budynku. "Z naszego doświadczenia wynika jednak, że wiele problemów zaczyna się jeszcze przed rozpoczęciem robót – na etapie wyceny i określenia zakresu usługi" – tłumaczy Paweł Szumlański, ekspert platformy Fachurra.pl.
Teoretycznie klienci wiedzą, ile będzie wynosić remont, ale wykonawcy nie precyzują wydatków lub co może wymagać dodatkowych prac, a po wszystkim koszty wychodzą o wiele wyższe niż te, na które się umawiali. Nic dziwnego, że Polacy nie chcą płacić za ekipy remontowe i coraz częściej biorą pędzel do ręki i sami malują dom.
Zgłoszenia ankietowanych ujawniają skalę organizacyjnego chaosu i braku transparentności:
Szara strefa i nieuczciwi fachowcy bez rachunków
Prawdziwa patologia trafia się rzadziej, ale jest najbardziej kosztowna. Klienci tracą gotówkę, wpuszczają do domów amatorów i mają ogromne trudności z udokumentowaniem transakcji.
Najpoważniejsze plagi branży remontowej to:
Statystyki najcięższych nadużyć są w okolicach "tylko" 7 proc., ale w skali kraju oznaczają setki tysięcy pokrzywdzonych konsumentów i jeszcze więcej pieniędzy skradzionych w złotówkach.
Jak uniknąć partaczy? Główne błędy klientów
Zabezpieczenie przed fuszerką wymaga od nas trzymania się kilku twardych reguł. Cytowany przez PAP Adam Skłodowski, ekspert rynku remontowo-budowlanego, podkreśla, że zamawiający często sami na własne życzenie zwiększają ryzyko wpadki. Według niego główne błędy to:
Niestety, w starciu z rynkiem ze sporą szarą strefą to konsument musi ostro pilnować swoich pieniędzy. "Wyniki badania nie świadczą więc o braku kompetencji całej branży, ale pokazują, że ryzyko pojawienia się problemów jest znaczne i w dużej mierze przerzucane na klienta" – wskazał Adam Skłodowski.
Żeby nie popłynąć finansowo na remoncie, trzeba przede wszystkim stawiać na przejrzystość z obu stron. Wyższy rachunek na koniec nie zawsze oznacza od razu oszustwo, bo ekipa często odkrywa ukryte wady budynku dopiero po rozpoczęciu robót. Sęk w tym, że o każdej zmianie planów i kosztów fachowiec musi nas z góry uprzedzić i dostać wyraźne, zielone światło na dalsze działanie.






