Ekipa remontowa, mężczyzna na drabinie, kobieta montująca gniazdko
Polacy nie chcą płacić za remont. Można tanio i prosto. Fot. Unsplash.com / Roselyn Tirado

Coraz więcej Polaków rezygnuje z usług fachowców i remontuje mieszkania własnymi siłami. Nowe badanie pokazuje, że samodzielne prace remontowe to nie tylko sposób na oszczędność, ale także odpowiedź na wysokie ceny usług. Życiowa praktyka brutalnie uczy nas, że własną pracą jesteśmy w stanie mocno ograniczyć koszty. Pokażę to na pewnym prostym przykładzie.

REKLAMA

Ostatnio natrafiłem na raport "To my. Polacy o nieruchomościach" przygotowany przez Nieruchomosci-online.pl. Wynika z niego, że większość Polaków wykonuje remont na własną rękę, bez ekipy. Według badania portalu wolimy opierać się na własnych umiejętnościach i wsparciu rodziny lub znajomych zamiast posiłkować się wsparciem specjalistów (często drogich):

  1. 30 proc. badanych wykonywało ostatni remont w pełni samodzielnie,
  2. 25 proc. zdecydowało się na skorzystanie ze wsparcia rodziny lub znajomych,
  3. 20 proc. częściowo wykonało prace samodzielnie, a częściowo z pomocą fachowców,
  4. 24 proc. w całości zleciło prace fachowcom.

Warto też zwrócić uwagę na osoby w wieku 35-44 lata, czyli najbardziej aktywną na rynku nieruchomości grupę wiekową. Aż 70 proc. z nich zrobiło ostatni remont w całości samodzielnie lub z pomocą bliskich. Oczywiście znaczenie ma też to, czy remontujemy mieszkanie, czy dom. "Jak pokazują dane Nieruchomosci-online.pl, właściciele domów znacznie częściej niż właściciele mieszkań robią remonty w całości samodzielnie (36 proc. vs. 25 proc.). Co za tym idzie, właściciele mieszkań znacznie częściej niż właściciele domów w całości zlecają prace fachowcom (30 proc. vs. 18 proc.)" – czytamy w raporcie.

Jak wskazuje Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich, "remont jest dużym obciążeniem dla domowego budżetu, a w ostatnich latach zdrożały nie tylko materiały, ale także robocizna". – Z ogólnodostępnych danych i cenników branżowych wynika, że w ciągu ostatnich 5 lat koszt zatrudnienia ekip remontowych wzrósł szacunkowo o kilkadziesiąt procent, a w przypadku części popularnych prac stawki są nawet około dwukrotnie wyższe niż kilka lat temu – wskazuje ekspertka.

Ja bym dodał do tego, że jednym z problemów jest także dostępność ekip, bo w mieście, w którym mieszkam – Krakowie, "sprawdzone" ekipy są ciągle zajęte. Ale jest też coś jeszcze. Te dane wcale mnie nie zaskakują również przez własne doświadczenie. Ostatnio miałem potrzebę wykonania małego remontu w jednym pomieszczeniu. Sprawa dotyczyła malowania pokoju, wymiany lampy, montażu mebli, przymocowania maskownic na kable i kilku innych pomniejszych prac. Ostatecznie wszystkie proste prace udało się wykonać za darmo bez interwencji ekipy remontowej. Jak to konkretnie przebiegało?

1000 złotych za malowanie mniej. Wystarczy wziąć się do roboty

Zacznijmy od samego malowania, bo tu pole do popisu (i oszczędności) było najszersze. Usługa malowania w moim wypadku kosztowałaby od około 700 do 1000 złotych bez materiałów. Wszystkie te wydatki udało się wyciąć w pień.

Dodam, że chodziło o dość spory pokój, około 15m². Niezbyt trudny do pomalowania, choć ściany w nim są dość krzywe, a ustawienie grzejnika utrudnia nieco pracę. Po przeanalizowaniu ofert zdecydowałem się na własnoręczne malowanie.

Efekt? Z dodatkową parą rąk do pomocy udało mi się zamknąć całą operację w ciągu trzech dni (a w zasadzie kilku godzin popołudniami i wieczorami). Koszt malowania z farbami, pędzlami, wałkami (cały sprzęt do malowania był nowy) i foliami wyniósł bardzo niewiele, bo około 350 złotych. Warto odnotować, że w tym przypadku nie było konieczności gipsowania ścian (koszty fachowca znacząco by wzrosły), a wybrana przeze mnie farba była farbą lateksową, a więc nie najtańszą dostępną na rynku.

Paradoksalnie największym problemem malowania okazała się niska jakość taśm zabezpieczających i krzywizna ścian. Znaczna część pomalowanej przestrzeni wygląda idealnie, ale przy górnym odcięciu ściany są widoczne pewne niedoskonałości. Mam jednak garść przemyśleń co do nich:

  1. Można je bez trudu zakryć taśmami LED,
  2. nikt na to nie zwraca uwagi,
  3. kolejnym razem wyszłoby mi to znacznie lepiej z wiedzą, którą obecnie posiadam.

Strata kilku dni (ale za to jakże wartościowa edukacyjnie!), oszczędność około 850 złotych i możliwość wykonania wszystkiego tak, jak mi się podoba – bilans oceniam jako pozytywny.

Meble? Nie ma problemu, wystarczy wózek za 40 złotych

Szczególnie, że oszczędności w tym wypadku nie wzięły się jedynie z malowania. No bo weźmy pod uwagę dostawy mebli – te również potrafią swoje kosztować. No, chyba że kupi się dostawę bez wniesienia, w której ciężarówka zatrzymuje się około 40 metrów od klatki i trzeba samemu poradzić sobie z przeniesieniem pakunków. A może nawet nie trzeba jej kupować – niektóre sklepy oferują ją za darmo. Problemem jest poradzenie sobie z transportem pakunków do mieszkania.

Wobec tego problemu zrodził się w mojej głowie pomysł wykorzystania wózka, który służy mi zazwyczaj jako stojak na ciężary na siłowni. To prosta konstrukcja – deska o wymiarach około 30 na 60 cm z czterema kołami. Chiński producent chwali się, że nośność tego wspaniałego urządzenia (kupionego za 40 złotych) wynosi aż 200 kilogramów.

Efekt? Dzwoni kurier, wózek w dłoń, sofa na wózek i w drogę do samej klatki. Dostawca chyba nie widział nigdy wcześniej tego patentu, bo był dość zaskoczony takim obrotem spraw. Ostatecznie rozwiązanie okazało się bardzo wygodne, lekkie i ograniczyło logistykę związaną z pakunkiem jedynie do wniesienia go na odpowiednie piętro.

Wózek nie rozwiąże oczywiście problemów związanych z wniesieniem całości. Ale spokojnie – połowa sukcesu, dostarczenie mebli pod drzwi, to pewien kamień milowy.

Drugim kamieniem milowym jest tzw. inżynieria kreatywna. Mi potrzebny był mebel, który stanowiłby stolik RTV, ale musiał być znacznie wyższy od standardowego rozwiązania tego typu. Ostatecznie postawiłem na Frankensteina z Ikei – standardowy regał Kallax z... nogami do biurka.

Uprzedzam, taki montaż nie jest wcale prosty, bo Kallaxy miewają miejsca puste w środku. Zaleta? Czterokrotnie niższa cena od mebla, który wymiarowo pasował. Niższa też od stolika RTV na wymiar, choć paradoksalnie tu różnica mogłaby być pewnie mniejsza.

Montowanie lampy to wyjątkowo wredne zajęcie

Zostawiając malowanie i meble, paradoksalnie sporym problemem jest montaż oświetlenia w wydaniu DIY. Choć to zależy przede wszystkim od tego, na jaki styl wykończenia wnętrza się zdecydujemy. Tanie (ale stylowe!) lampy loftowe są tak skonstruowane, że praktycznie nie da się ich samodzielnie zamontować. Tu akurat doświadczenie z tym paskudztwem miałem wcześniej, więc nawet nie próbowałem rozwiązać tej kwestii samodzielnie – od razu poinformowałem o sytuacji fachowca z rodziny. Razem udało nam się (po wielu perypetiach) okiełznać wąską podsufitkę i bardzo specyficzny rozkład przewodów w ścianie.

Co do kosztu robocizny, nie mam pojęcia. Część ofert w Krakowie wycenia takie prace na 40 złotych, ale z racji na raczej trudny montaż w przypadku tego konkretnego modelu, pewnie ostatecznie wyniosłoby to więcej.

Na szczęście nie muszę się tym przejmować. Za darmo to uczciwa cena. Tak samo jak w przypadku maskownic na kable, których we wspomnianym pomieszczeniu znalazło się pewnie z 6 metrów. Tu montaż wyniósł całe 15 złotych. Bo tyle kosztowała taśma dwustronna, która zabójczo silnym klejem wybacza wszelkie błędy montażowe.

Dalsza część artykułu poniżej.

Wniosek? U siebie rób jak u siebie

Mieszkanie może być swego rodzaju poligonem doświadczalnym. Czasem my, jako lokatorzy, lepiej rozumiemy nasze potrzeby niż ktokolwiek inny. A własnoręczny remont jest znacznie bardziej satysfakcjonujący niż czekanie na gotowe.

Wiele prac, które decydujemy się pokryć z własnego portfela, kosztuje krocie, a wcale nie są one poza naszym zasięgiem. Kiedyś odbyłem pewną rozmowę na ten temat z hydraulikiem, który wykonywał pewne naprawy w moim mieszkaniu. Z racji tego, iż nie miał zbyt wiele czasu, stwierdził, że zostawi mi część zamienną do zamontowania i polecił mi film na YouTube do oglądania, jak ją zamontować. Powiedział mi też, że to banalnie proste i by to zrobił, ale skoro się śpieszy, to nie ma sensu, a ja będę bogatszy o, uwaga, 200 złotych. Moim zdaniem warto.