Karton mleka z Biedronki w ręce klienta
Za mlekiem marek własnych z dyskontów stoją znane polskie mleczarnie i spółdzielnie Fot. aileenchik / Shutterstock

Polskie mleczarnie od lat prowadzą podwójne życie: własna marka na jednej półce i produkt z logo dyskontu na drugiej. Ta sama spółdzielnia potrafi obsługiwać sieci, które codziennie biją się o tego samego klienta. Nazwy zdradza dopiero drobny druczek na odwrocie opakowania.

REKLAMA

Za mlekiem Pilos z Lidla czy masłem Mleczna Dolina z Biedronki stoją znane i cenione polskie zakłady mleczarskie oraz mniejsze spółdzielnie o ugruntowanej pozycji. Większość z nas mniej więcej to przeczuwa. Mało kto wie, że kryje się za tym przemyślany i bardzo opłacalna strategia.

Kto naprawdę robi mleko dla dyskontów?

Portal Strefa Biznesu prześwietlił asortyment największych sklepów w Polsce. Pod markami własnymi pracują potęgi polskiego mleczarstwa. Sam Polmlek dostarcza nabiał trzem konkurującym ze sobą sieciom naraz: Lidlowi (masło Pilos), Dino (masło Krasula) i Carrefourowi (ser edamski).

Lidl – mleko i masło marki Pilos

  • Pilos (mleko pełne pasteryzowane w szklanej butelce) – Agrocoop Mleczarnia Kalsk
  • Pilos (masło) – Polmlek Grudziądz
  • Biedronka – nabiał marki Mleczna Dolina

  • Mleczna Dolina (masło) – SM Mlekovita
  • Mleczna Dolina (pozostałe produkty nabiałowe) – OSM Krasnystaw, OSM Łowicz
  • Dino – produkty mleczne marki Krasula

  • Krasula (śmietana 18 proc. i jogurt naturalny) – OSM Łobżenica
  • Krasula (śmietana 12 proc.) – OSM Jarocin
  • Krasula (twaróg sernikowy) – OSM Włoszczowa
  • Krasula (masło ekstra 82 proc. tłuszczu) – Polmlek Grudziądz (Zakład Mleczarski w Piotrkowie Kujawskim)
  • Carrefour – nabiał marek własnych

  • Carrefour Extra (masło extra osełka) – Lumiko z Łukowa
  • Carrefour Classic (ser Gouda tarty) – TMT z Łomży
  • Carrefour (ser edamski) – Polmlek
  • Carrefour Classic (ser camembert naturalny) – Lactalis Polska
  • Carrefour Extra (ser kozi w plastrach) – EUROSER Dairy Group
  • Carrefour Classic (ser topiony gouda) – SERTOP z Tych
  • Podwójna gra mleczarni. Mleka nie da się odłożyć na później

    Produkcja pod własnym szyldem i jednoczesne dostarczanie towaru z logiem marketu to dziś standard w branży. Dotyczy tak samo wielkich firm prywatnych, jak i tradycyjnych spółdzielni. Prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka Marcin Hydzik przekonuje, że to nie jest żadna ujma na honorze.

    "Określenie 'anonimowy podwykonawca' jest zresztą trochę mylące. Dla wielu zakładów produkcja marki własnej to świadomie wybrany model biznesowy, a nie działalność wstydliwa czy drugorzędna" – tłumaczy Hydzik w Strefie Biznesu.

    Ten model w skrócie wygląda tak:

  • własne logo na półce buduje prestiż, lojalność i wyższą marżę
  • kontrakt z dyskontem daje ogromne i stabilne zamówienia, które pokrywają stałe koszty fabryki – także wtedy, gdy Lidl i Biedronka biją się na masło
  • mleko trzeba skupować i przetwarzać na bieżąco, a powstałe nadwyżki gdzieś zagospodarować. Stąd tak często można znaleźć promocje w dyskontonowej gazetce
  • Żeby jedna linia nie zjadała drugiej, mleczarnie same się przed sobą bronią. Zmieniają gramaturę (na to trzeba szczególnie uważać i również doczytywać na opakowaniach) modyfikują receptury i wybierają zupełnie inne opakowania.

    Marka własna to nie zawsze gorsze mleko

    Polski handel stoi na dyskontach, a te przyciągają klientów szalonymi cenami (np. mleko za mniej złotówkę) marek własnych. I tak, Dino robi promocję na masło, więc Biedronka i Lidl odpowiadają kuponami. Branża mleczarska musiała się do tych realiów dostosować, ale też na tym bardzo korzysta.

    Dzisiejszy klient szuka produktów w różnych cenach, ale patrzy na skład. Logo sieci na kartonie nie oznacza więc automatycznie gorszej jakości. Bywa wręcz odwrotnie, bo duże sklepy chętnie wprowadzają linie ekologiczne, fit i produkty premium. Granica między marką znanego mleczarza a tą ze sklepowej półki zaciera się coraz szybciej.