
Kupując dobrze znane nam produkty konkretnej marki, raczej nie myślimy o tym, że ten sam towar może mieć różnice w składzie, a nawet pochodzić od zupełnie innych producentów. Jak się jednak okazuje, na przykładzie masła z Biedronki dostajemy cenną nauczkę, aby na przyszłość dokładnie czytać etykiety tego, co ląduje w naszym koszyku w sklepie.
Marki własne znanych dyskontów spożywczych, takich jak na przykład Biedronka czy Lidl, mają swoje określone szaty graficzne i charakterystyczne logo, które doskonale już kojarzymy. Będąc w sklepie, po prostu łapiemy dany produkt z półki bez głębszych rozmyślań nad jego składem. W końcu znamy go od dawna, więc z góry zakładamy, że wciąż oferuje nam dokładnie te same walory. A tu proszę, nic bardziej mylnego. Jak się okazuje, dobrze znane nam masło tej samej marki może mieć nagle inną zawartość tłuszczu. O co z tym wszystkim chodzi?
Diabeł tkwi w szczegółach. Czym różnią się kostki masła w Biedronce?
Jakiś czas temu profil internetowy Pomysłodawcy zamieścił na Facebooku interesującą analizę, która wywołała lawinę reakcji i komentarzy. Sprawa dotyczy zjawiska wprowadzania konsumentów w błąd, a na tapetę trafił konkretny przykład, czyli masło "Mleczna Dolina", marki własnej sprzedawanej w sklepach sieci Biedronka. Autor wpisu wyraźnie wskazuje, że ten sam produkt różni się swoimi składami.
Faktycznie, na załączonym do posta zdjęciu widzimy z pozoru te same kostki masła o tej samej wadze 200 g. Choć na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie, jak się okazuje po bliższej analizie, zawartość tłuszczu w jednym "Maśle Ekstra" to 83 proc., a w drugim – 82 proc.
"Choć różnica wydaje się niewielka, przy pieczeniu ciast czy robieniu kremów ten jeden punkt procentowy wody więcej zamiast tłuszczu może całkowicie zmienić finalny efekt Twojej pracy w kuchni. Nie mówiąc o walorach smakowych, które każda z tych kostek może mieć inne, gdyż pochodzą od dwóch różnych producentów" – zauważa autor analizy.
Problem polega jednak nie tylko na domowych wypiekach i jednym procencie tłuszczu różnicy, ale na samym zjawisku cichych zmian w składach produktów, o których możemy nawet nie wiedzieć, robiąc codzienne zakupy.
Temat jakości takich kostek wraca zresztą regularnie. Wystarczy przypomnieć tanie masło z promocji, zaskakujące wyniki kontroli w sieciach handlowych wykazały bowiem m.in. nieprawidłowości w oznakowaniu.
Zobacz także
Brak stabilności i zmiana producentów bez ostrzeżenia
Zawirowania nie dotyczą bowiem wyłącznie samych składników, ale również firm, które dany towar produkują i dostarczają do dyskontu. Twórca wpisu na profilu Pomysłodawcy wprost tłumaczy, że "marki własne opierają się na systemie de facto przetargowym". Oznacza to w praktyce, że duża sieć handlowa najczęściej wybiera tego dostawcę, który w danym momencie zaoferuje po prostu najniższą cenę za wyprodukowanie partii towaru, a niekoniecznie najlepszy stosunek ceny do jakości. Nie bez powodu mówi się zresztą, że gdy masło drożeje, spada sprzedaż, a klienci tym uważniej polują na okazje. Jak zauważa autor wpisu, Biedronka na większości towarów pod szyldem swoich marek własnych jawnie umieszcza nazwy faktycznych producentów. Dzięki temu wystarczy odrobina czujności ze strony klienta w trakcie zakupów, aby bez problemu na bieżąco weryfikować, z jakiej konkretnie mleczarni pochodzi wybrana przez nas przykładowa kostka masła. Dla porównania autor dodaje jednak, że w Lidlu jest to już znacznie trudniejsze. Ta sieć rzadko ujawnia na etykietach, kto faktycznie wyprodukował towar pod ich szyldem.
"To sprawia, że jako konsument tracisz gwarancję powtarzalności produktu. Opakowanie pozostaje to samo, ale walory smakowe, zapach, faktura czy konsystencja mogą się drastycznie zmienić bez żadnego ostrzeżenia na etykiecie, bo "ot tak" zmienił się zakład produkcyjny np. właśnie "twojego" masła" – podkreśla autor wpisu.
Nie ufaj ślepo logotypom. Zawsze czytaj etykiety
Puenta płynąca z tego internetowego postu jest bardzo prosta. Jego autor apeluje, by nie ufać w stu procentach znanemu logotypowi marki własnej. Niska cena nierzadko wynika właśnie z takich drobnych korekt w składzie, które w przypadku dyskontowych marek własnych można robić w dowolnym momencie, bez informowania o tym konsumentów.
"Reasumując, następnym razem, zamiast ufać znajomemu logotypowi marki własnej sieci sklepów, odwróć produkt i sprawdź, co faktycznie ląduje w Twoim koszyku, bo identyczny wygląd nie oznacza, że wrzucasz do koszyka ten sam produkt, który kupiłaś/kupiłeś tydzień temu" – podsumowuje profil Pomysłodawcy.
Zatem następnym razem, kiedy będziemy korzystać z gigantycznych ofert promocyjnych podczas wojenek między Biedronką a Lidlem i ich bicia kolejnych rekordów na najniższą cenę masła, z pewnością znacznie uważniej zwrócimy uwagę na etykiety i skład kostek, które trafiają do naszych sklepowych koszyków.






