
Jarosław Kaczyński w czasie wrześniowej miesięcznicy katastrofy smoleńskiej wygłosił przemówienie na placu Piłsudskiego w Warszawie. W tle dało się słyszeć okrzyki "kłamca, kłamca". Sam lider PiS zadbał o spore emocje, mówiąc m.in. o "Putinadzie".
Kolejna miesięcznica smoleńska za nami. Niestety ponownie na miejscu więcej było krzyków i złych emocji niż oddawania hołdu osobom, które zginęły w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku.
Kaczyński prowokuje
Kaczyński od samego początku prowokował osoby, które przyszły na miejsce, by pokazać swoją niechęć do jego osoby. Zaczął jednak od tego, że widzi "pewną poprawę, bo ci, którzy urządzają tutaj co miesiąc awantury, mogą już tylko nosić transparent" i "nie mogą znieważać pomnika ofiar, nie mogą znieważać pomnika prezydenta".
– W dalszym ciągu wbrew prawu (…) mamy do czynienia ze stałym zakłócaniem naszej uroczystości. Mamy do czynienia z różnego rodzaju objawami z jednej strony niebywałego po prostu braku kultury, czyli mówiąc prostym i może nieładnym językiem chamstwa – kontynuował. – Ale z drugiej strony także mamy do czynienia z Putinadą, mamy do czynienia z akcją, która jeśli w końcu kiedyś polskie państwo zdecyduje się na to, żeby walczyć z rosyjską agenturą to nie mam wątpliwości, że dotrze i do tej grupy, szczególnie do jej przywódcy – dodał.
Zobacz także
Atak na rząd i afera Zondacrypto
Dalej Kaczyński przeszedł od ataku na obecną ekipę rządzącą, która – jego zdaniem – doszła do władzy za pomocą "niebywałego kłamstwa". Dalej tłumaczył, że liczy na to, że wyborcy ostatecznie zabiorą KO władzę i – jak z tego wynikało – to PiS ponownie będzie rządziło.
– Liczymy na to. Liczymy na pozytywne zmiany w naszym kraju. Liczymy na to, że straszliwe zło, które nas dopadło w roku 2023 r., w końcu się skończy – niemal krzyczał. – Te wszystkie wrzaski, te wszystkie opowieści to nic innego, jak tylko echo rozpaczliwej obrony Donalda Tuska i jego ludzi przed całkowicie uzasadnionym oskarżeniem o nową wielką aferę. Taką jak Amber Gold, a być może nawet i większą – kontynuował, nawiązując najpewniej do afery dotyczącej upadku giełdy kryptowalut Zondacrypto.
Przez niemal cały czas, gdy przemawiał, zgromadzeni po drugiej stronie placu przeciwnicy PiS starali się zakłócić obchody miesięcznicy. W tle stale słychać było krzyki: "kłamca, kłamca".
Rzecz w tym, że w tej samej sprawie ostro atakuje też druga strona. To Tusk uderza ws. Zondacrypto: "największa afera w historii". Kilka dni temu w Sejmie ujawnił cytat z akt afery, co wywołało burzę po stronie prawicy.
Quiz: Dopasuj partie polityczne do polityków
1 / 25 Na początek proste. Do jakiej partii należy ten Pan?
Na miesięcznicach po staremu
Warto dodać, że konfliktogenna retoryka lidera PiS wraca jednak niemal co miesiąc. W maju Kaczyński znów wybuchł na miesięcznicy smoleńskiej i grzmiał o "agentach Putina", z kolei w lipcu doszło wręcz do spięcia z policją – awantura na miesięcznicy smoleńskiej sprawiła, że puściły mu nerwy, gdy funkcjonariusze utrudnili mu złożenie wieńca.
Bywają jednak też miesięcznice, po których prezes PiS ma znacznie mniej przyjemne obowiązki niż np. praca w Sejmie – w czerwcu prosto z miesięcznicy smoleńskiej pojechał do prokuratury w sprawie spółki Srebrna.




