
Chyba każda miesięcznica smoleńska musi się tak skończyć: próbą zakłócenia obchodów przez przeciwników PiS i oburzającym przemówieniem Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem doszło jednak też do szarpaniny wiceprezesa PiS Antoniego Macierewicza z protestującymi. W ruch poszła... farba z karabinka.
Za nami czwartkowe obchody miesięcznicy smoleńskiej, które ponownie zorganizowano na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Trudno jednak mówić o oddaniu hołdu ofiarom katastrofy z 10 kwietnia 2010 r., gdy na miejscu doszło do szarpaniny. Jednym z jej uczestników był poseł PiS Antoni Macierewicz, który nagle postanowił zagrać w specyficzną odmianę paintballa.
Antoni Macierewicz w boju na miesięcznicy smoleńskiej
Członek Lotnej Brygady Opozycji i Obywateli RP Arkadiusz Szczurek wrzucił do sieci video, na którym widać szarpaninę: grupa manifestantów popycha Antoniego Macierewicza i stara się wyrwać mu podejrzanie wyglądający przedmiot. Dopiero po chwili widzimy, że były szef MON trzyma w ręku pistolet z farbą. W tle słychać krzyk kobiety: "policja!".
O co dokładnie chodziło? Nieco więcej światła na sprawę rzuca inne video, które także krąży po sieci. Na nagraniu działacza PiS Oskara Szafarowicza widzimy, że celem Macierewicza był baner z napisem sugerującym, że winnym katastrofy z 2010 r. był prezydent Lech Kaczyński. Poseł PiS starał się go zamalować.
Spór o transparenty toczy się na placu od lat. W lutym 2024 roku doszło do incydentu pod pomnikiem smoleńskim, gdy Jarosław Kaczyński nie wytrzymał i wyrwał protestującemu baner z napisem "Kłamstwo smoleńskie". Miesiąc później miesięcznica smoleńska skończyła się przepychankami pod pomnikiem w Warszawie, w których także uczestniczył Macierewicz.
Co na to policja?
Ostatnie wydarzenia skomentował Szczurek, sugerując, że poseł PiS czuje się bezkarny. "Ten film to zabawne wydarzenie? Nie. Pokazuje ono jak Macierewicz przy całkowitej bierności policji podczas zarejestrowanego, legalnego zgromadzenia niszczy baner i odchodzi. Każdy inny obywatel był by zatrzymany! Tak wygląda "równość prawa" zapisana w Konstytucji" – napisał w swoim poście na X.
Policja z Warszawy przekazała, że na miejscu byli jej funkcjonariusze, których zadaniem było "zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom zgromadzeń i osobom postronnym". Ma zbadać incydent, w którym Macierewicz brał udział.
"W trakcie zgromadzenia jedna z kobiet upadła. Policjanci natychmiast wezwali na miejsce służby medyczne, które udzieliły jej pomocy, a następnie przewiozły do szpitala. Zabezpieczyli materiał w związku z tym zdarzeniem i wyjaśniają okoliczności tego zdarzenia" – czytamy w komunikacie służb.
Co ciekawe, na rolę policji narzeka też druga strona. W lipcu awantura na miesięcznicy smoleńskiej sprawiła, że Kaczyńskiemu puściły nerwy i zaczął grozić funkcjonariuszom, którzy utrudniali mu złożenie wieńca.
Zobacz także
Jarosław Kaczyński podburzał tłum
W czasie tych samych obchodów przemawiał Jarosław Kaczyński, który także podniósł temperaturę. Choć zaczął od tego, że widzi "pewną poprawę, bo ci, którzy urządzają tutaj co miesiąc awantury, mogą już tylko nosić transparent" i "nie mogą znieważać pomnika ofiar, nie mogą znieważać pomnika prezydenta", szybko przeszedł do oskarżania kontrmanifestantów o współpracę z Rosją.
– Mamy do czynienia z Putinadą, mamy do czynienia z akcją, która jeśli w końcu kiedyś polskie państwo zdecyduje się na to, żeby walczyć z rosyjską agenturą to nie mam wątpliwości, że dotrze i do tej grupy, szczególnie do jej przywódcy – atakował i dodał, że liczy na zmianę władzy i "pozytywne zmiany w naszym kraju".
To zresztą powtarzalny motyw. W maju Kaczyński znów wybuchł na miesięcznicy smoleńskiej i grzmiał o "agentach Putina", używając niemal identycznych sformułowań co w czasie czwartkowych wydarzeń. PiS wytrwale wykorzystuje tragedię z 2010 r. do uprawiania cynicznej polityki.




