kopalnia soli w Kłodawie
Śmietnik obok najczystszej soli w Polsce? Kuriozalny pomysł w Kłodawie chwilowo zatrzymany Fot. sol-klodawa.pl

Władze słynnej Kopalni Soli w Kłodawie chciały łatać dziurę budżetową, składując pod ziemią tysiące ton trujących odpadów. Wyglądało to jak fejk z mediów społecznościowych, ale plan był śmiertelnie poważny. Planowano znieść azbest i metale ciężkie do komór w kopalni, z której na nasze stoły trafia kultowa, naturalna sól.

REKLAMA

Gdy kłodawska kopalnia soli zanotowała 25 milionów złotych straty, zarząd wpadł na pomysł zamiany wolnych przestrzeni solnych w podziemne składowisko odpadów, w tym niebezpiecznych. Firma wycofuje z tego kontrowersyjnego projektu, ale jeszcze nie do końca.

Kłopotliwe 25 milionów straty i trujące odpady. Kłodawa zawiesza szalony plan

Szczerze mówiąc, o tym pomyśle przeczytałem w prawicowych mediach społecznościowych, które są moim ulubionym źródłem tzw. lolcontentu. Pomyślałem, że pewnie coś pomylili, jak zwykle. Że pewnie sól się skończyła i jakoś tę przestrzeń trzeba zagospodarować. Ale wgłębiłem się w temat i włos mi się na grzbiecie zjeżył.

Władze kopalni soli w Kłodawie na serio wymyśliły, że chcą w niej składować odpady, w tym niebezpieczne. To zły pomysł. Ja rozumiem, że kopalnia ma problemy finansowe. Przegrywa z tańszymi produktami z innych części świata. U nas wydobycie odbywa się tradycyjnymi metodami, sól jest czysta i ma niezłe właściwości. To nie może być tanie. No i w składzie kłodawskiej soli próżno szukać przeciwzbrylacza – taką sól dziś piekielnie trudno dostać, większość jest "ulepszana" chemią.

Ale co się stanie, gdy konsumenci dowiedzą się, że ich sól jest wydobywana w kopalni, w której składuje się niebezpieczne odpady? Liczba chętnych na zakup spadnie. A jeśli zdarzy się jakiś wypadek? Wydobycie soli zamrze na wieki.

Finansowa rozpacz i 20 milionów metrów sześciennych pułapki

Podłożem tej decyzji okazały się finanse. O ile jeszcze dwa lata wcześniej kopalnia generowała zyski, o tyle w 2025 roku zanotowała aż 25 milionów złotych straty, głównie przez gwałtownie rosnące koszty energii elektrycznej niezbędnej do eksploatacji złoża.

Nie jest to zresztą problem wyłącznie Kłodawy. Po odmrożeniu cen energii rachunki za prąd wzrosły nieraz o 55 proc. – najmocniej właśnie w przypadku zakładów energochłonnych rozliczanych w taryfie C, gdzie opłata mocowa naliczana jest od każdej kilowatogodziny pobranej w godzinach szczytu.

Szukając ratunku, władze spółki postanowiły wykorzystać ponad 20 mln m³ wolnej przestrzeni po wyrobiskach. Złożyły wniosek o możliwość składowania tam odpadów niebezpiecznych. Na początek planowano przyjmować 15–25 tysięcy ton rocznie, z docelowym rocznym wolumenem sięgającym nawet 150 tysięcy ton odpadów – w tym materiałów zawierających azbest, ołów, kadm czy rtęć.

Strumień takich odpadów rzeczywiście będzie rósł, bo eternit musi zniknąć z polskich dachów najpóźniej do 2032 roku. Rząd dokłada się do wymiany pokryć – wyznaczono nawet nowy termin na 20 tys. dopłaty do wymiany dachu – ale zainteresowanie programem pozostaje niewielkie, a miliony ton rakotwórczego materiału wciąż czekają na bezpieczne składowanie.

Wizerunkowe samobójstwo i lekcja z niemieckiego Asse II

Kłodawska sól słynie z tego, że jest czysta, wydobywana tradycyjnymi metodami bez chemicznych ulepszaczy i ma uznaną renomę nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Trudno o większe rynkowe samobójstwo niż połączenie marki naturalnego produktu spożywczego ze składowiskiem toksycznych substancji.

Krytycy i internauci błyskawicznie wyrazili swój sprzeciw, zapowiadając bojkot. No bo kto kupi sól do przetworów czy do przyprawiania potraw, wiedząc, że obok niej niżej spoczywają tysiące ton azbestu i metali ciężkich? Co stałoby się z popularną podziemną trasą turystyczną?

Konsumenci reagują dziś na to słowo natychmiast. Gdy w jednej z zabawek wykryto śladowe ilości azbestu, sieć Action sama uznała, że to nie żarty i błyskawicznie wycofała cały asortyment ze sprzedaży. W przypadku produktu spożywczego skutki byłyby nieporównywalnie poważniejsze.

Eksperci przypomnieli też przypadek niemieckiej kopalni soli Asse II, gdzie składowanie odpadów doprowadziło do korozji beczek, wycieków i konieczności wydobywania pojemników przy użyciu robotów za astronomiczne kwoty. Gdyby doszło do jakiegokolwiek wycieku lub awarii transportowej w Kłodawie, wydobycie unikalnej soli mogłoby zostać sparaliżowane na zawsze.

Gwałtowny protest wywołał natychmiastowy skutek

Plan zarządu wywołał błyskawiczny opór lokalnej społeczności, radnych, burmistrza oraz konsumentów w całej Polsce. Oburzenie przyniosło oczekiwany rezultat. Jak poinformowały władze spółki, po masowych protestach i skandalu wizerunkowym Kopalnia Soli "Kłodawa" oficjalnie wycofała się z dalszych działań i zawiesiła projekt podziemnego składowania odpadów, przynajmniej do momentu zakończenia prac przez naukowców.

Co to oznacza? W kopalni soli nie powstaje składowisko odpadów. Ale czy powstanie kiedyś? Proces jest zawieszony, naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej i PIG-PIB (Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy) mają przyjrzeć się sprawie i orzec, czy to w ogóle wykonalne, bezpieczne itd.

Warto dodać, że likwidacja "bomb ekologicznych" jest dziś finansowana z budżetu, a nie z pomysłów pojedynczych spółek. Samo 360 mln zł na toksyczne odpady na Śląsku pokazuje skalę środków przeznaczanych na utylizację niebezpiecznych substancji w ramach programu "Sprzątamy Polskę".

Górnictwo ma też alternatywne sposoby na poprawę rentowności. W Nowej Soli Kanadyjczycy właśnie chcą otworzyć nową kopalnię miedzi i srebra, co może dać regionowi tysiące miejsc pracy. Droga do zysku nie musi więc prowadzić przez beczki z rtęcią pod magazynem soli spożywczej.

To rzadki, ale krzepiący przykład na to, że presja społeczna i zdrowy rozsądek potrafią zatrzymać nawet najbardziej niefortunne pomysły biznesowe. Przynajmniej na jakiś czas.