Zbliżenie na puszkę zgniataną w ręce
Polacy niszczą opakowania kaucyjne. 50 groszy nie trafia do zbieraczy, ale nie przepada Fot. KSCHiLI / Shutterstock

Płacą przy kasie za butelkę czy puszkę, a potem sami niszczą jej kod kreskowy, żeby nikt inny nie mógł odebrać ich kaucji. Niektórzy z nas robią to świadomie i jeszcze się tym chwalą. Choć nie zyskują na tym nic prócz żenującej satysfakcji.

REKLAMA

Od startu systemu kaucyjnego, czyli od 1 października 2025 roku, Polacy oddali już 3,2 mld opakowań. Tak informowało w zeszłym miesiącu Ministerstwo Klimatu i Środowiska. W kraju działa ponad 60 tys. punktów zwrotu, z czego 17,5 tys. to automaty, i to przez nie przechodzi 88 proc. wszystkich zwrotów. Nie wszystkie opakowania kaucyjne tam trafiają.

Ile można zarobić na systemie kaucyjnym?

Za plastikową butelkę do trzech litrów i metalową puszkę do litra dostajemy 50 groszy, za szklaną butelkę zwrotną złotówkę. Dla części Polaków to forma zarobku. Nie tylko dla osób w trudnej sytuacji życiowej, którzy zbierają puszki po śmietnikach. Kaucja stała się kieszonkowym dla nastolatków robiących sobie nawet tiktokowe wyzwania, kto uzbiera więcej sztuk czy dodatkiem do budżetu dla dorosłych na emeryturze.

W naTemat pisaliśmy o emerytowanym inżynierze z Mazowsza, który zarabia 300 zł tygodniowo na butelkach po weselach, bo dogadał się z właścicielami trzech sal na wyłączność. Powstają też profesjonalne zawody związane z tą branżą: przedsiębiorcy szukają kierowców do odbioru worków z opakowaniami z marketów i na jedno są w stanie dostać ponad sto telefonów. Pensja? Nawet 8 tys. zł brutto miesięcznie.

Zgniecione puszki i wycięte kody kreskowe na grupie KAUCJA

Na Facebooku działa grupa KAUCJA, gdzie ludzie chwalą się zbiorami, ale co jakiś pojawiają się zdjęcia specjalnie zniszczonych opakowań. Jeden z użytkowników pokazał zgniecioną plastikową butelkę i stwierdził, że "taką mendę to trzeba karać z całą surowością".

Zgnieciona butelka kaucyjna
Celowe niszczenie butelek z kaucją to nowe hobby dla części Polaków Fot. KAUCJA / Facebook

Ofiarą bywają też sami "łowcy kaucji". "A już się cieszyłem na znalezisko na treningu, ale jakiś ch*j pi*****ony postanowił zrobić precla z butelki" – napisał autor posta, dołączając zdjęcie. Maszyna raczej je nie przyjmie, bo trudno będzie ją napompować po takim skręceniu.

Zgnieciona butelka kaucyjna
Niektórzy muszą mieć naprawdę smutne życie Fot. KAUCJA / Facebook

Inny pochwalił się zgniecionymi puszkami z wyciętym nożem kodem kreskowym: "Widzę, że niektórzy myślą, że ja to znalazłem czy coś w tym stylu. Nic z tych rzeczy, to moje puszki" – dodał autor wpisu. Złośliwie wrzucił taki post, bo wie, że innych to wnerwi.

Dziura w puszcze kaucyjnej
Niektórzy chwalą się niszczeniem opakowań kaucyjnych Fot. KAUCJA / Facebook

Typowy trolling. Szczególnie, że pod tymi postami jest wysyp komentarzy od zbieraczy, ale też przypadkowych internautów:

  • "I dlaczego nie można zwrócić takiej puszki? Co jest ważne: puszka czy kod? Dalej wierzycie w ekologię tego rozwiązania?"
  • "Niszcząc butelkę lub zrywając etykietę, dajecie zarobić wielkiej firmie, bo u niej zostanie kaucja. Człowiek człowiekowi wilkiem"
  • "Podłość ludzka nie zna granic"
  • "Popis deficytu intelektualnego"
  • Dlaczego ludzie niszczą swoją kaucję?

    Trolle kaucyjne wcale się z tym nie kryją. Wprost piszą, że robią to dla zabawy albo żeby utrudnić życie osobom zbierającym opakowania. Z pewnością to też jakaś forma protestu przeciwko proekologicznej polityce, tak jak swego czasu ludzie odrywali nakrętki przyczepione "kajdankami" do butelek.

  • "Trollować śmieciarzy"
  • "Ja tak zawsze robię, mam całą szafkę puszek kaucyjnych i potem je biorę i gniotę. Zabawa gwarantowana"
  • "Uwielbiam sytuację, jak ktoś akurat grzebie w śmietniku, a ja mam w ręku puszkę z kaucją. Zgniatam ją i wrzucam mu do śmietnika, po czym patrzę mu głęboko w oczy i czekam, aż się odezwie"
  • "Zawsze rozwalam, jak nie mam zamiaru oddać"
  • Ci robiący to na poważnie argumentują, że skoro to ich kaucja i ich pieniądze, to mogą z tym robić, co chcą. Problem w tym, że nieodebrana kaucja może i nie trafia do zbieracza, ale też nie przepada zupełnie. Zasila kieszenie firm, które operują systemem.

    Gdzie trafiają pieniądze z nieodebranej kaucji?

    Zniszczone opakowanie uniemożliwia komuś innemu zarobienie 50 groszy, ale te pieniądze nie przepadają i nie zasilają kieszeni operatorów. System kaucyjny działa na zasadach non-profit.

    Wypracowana nadwyżka nie może być wypłacana w formie dywidendy. Ministerstwo Klimatu wyjaśnia, że nieodebrana kaucja staje się buforem finansowym, z którego pokrywa się koszty logistyki, zbiórki i rozwoju sieci automatów.

    Operatorzy muszą trzymać konkretne poziomy zbiórki: 77 proc. od 2025 roku, a docelowo 90 proc. od 2029 roku. Kto nie osiągnie celu, ryzykuje sankcje, a nawet utratę zezwolenia na działalność.

    Mimo to, że to zjawisko niszczenia opakowań jest marginalne, to ogólna skala strat robi wrażenie. Z analizy portalu Pan Paragon wynika, że przeciętny klient traci na nieodebranej kaucji 159 zł rocznie, a już w kwietniu manko (różnica między wpłaconymi a odebranymi kaucjami) sięgnęło 650 mln zł.

    Wpływ na to mają przede wszystkim problemy zgłaszane do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, czyli awarie automatów czy krótkie terminy ważności bonów (to ma się wkrótce zmienić).

    Część producentów, jak ten od energetyków Skolima, w ogóle rezygnuje z udziału w systemie i sprzedaje napoje bez kaucji, płacąc zamiast tego opłatę produktową. Złośliwe niszczenie puszek i butelek nie zmienia w tym systemie nic na plus, a w dłuższej perspektywie może się tylko na nas zemścić.

    Im więcej takich opakowań, tym mocniejszy argument za jeszcze ostrzejszymi regulacjami i kosztami dla wszystkich. Kaucja może i nie wróci, ale karma już tak.