
Za Bonitkami z Biedronki stoi więcej firm, niż mogłoby się wydawać, i nie wszystkie z nich są z Polski. Odpowiedź, kto faktycznie stoi za daną paczką ciastek, znajduje się dopiero w drobnym druku na odwrocie opakowania. Zanim jednak ktoś zacznie podejrzewać w tym coś złego, warto wiedzieć, na czym polega taki układ.
Marki własne same w sobie nie są niczym nowym. Ten sam mechanizm widzieliśmy już wcześniej choćby przy maśle czy mleku sprzedawanym pod szyldem dyskontu, gdzie za znaną etykietą sieci stoi konkretna mleczarnia albo zakład przetwórczy.
Sieci handlowe od lat zlecają produkcję zewnętrznym firmom i zmieniają dostawców, jeśli znajdą korzystniejszą ofertę, więc sam fakt, że dany towar nie powstaje w fabryce należącej do sklepu (dyskonty ich też najzwyczajniej w świecie nie mają), nie oznacza niczego złego.
Skąd pochodzą ciastka Bonitki z Biedronki?
Czytelnik portalu PortalSpozywczy.pl zapytał, kto tak naprawdę stoi za produkcją Bonitek i czy kraj pochodzenia dostawcy w ogóle ma znaczenie przy wyborze producenta. Marki własne odpowiadają już za około 40 proc. sprzedaży Biedronki, więc pytanie dotyczy sporej części produktów.
Zobacz także
Redakcja przeanalizowała etykiety kilku wariantów Bonitek i okazało się, że pod jedną marką kryje się wielu różnych wytwórców, część z Polski, część zza granicy. Oto, kto faktycznie robi poszczególne ciastka:
Jak podaje Biedronka, stały asortyment marki Bonitki liczy 59 produktów, z czego siedem pochodzi od zagranicznych dostawców. Sieć współpracuje przy tym z producentami m.in. z Polski, Holandii, Hiszpanii, Chorwacji, Niemiec i Ukrainy.
Dlaczego Biedronka korzysta z zagranicznych producentów?
O kraj pochodzenia dostawców Bonitek pytano Biedronkę już w maju, gdy internauci zauważyli, że herbatniki produkowane są przez ukraińską firmę Yarych. Na opakowaniu był dodatkowo kod kreskowy zaczynający się od 482, więc zarejestrowany w ukraińskim systemie GS1.

Sieć podkreślała wtedy, że sam kraj produkcji nie jest dla niej najważniejszym kryterium przy wyborze dostawcy. W komentarzu dla Portalu Spożywczego wyjaśniała, że liczy się coś innego.
– Przy wyborze producentów naszych produktów kluczowe znaczenie mają dla nas jakość, bezpieczeństwo oraz zgodność produktów z obowiązującymi normami, innowacyjność i unikalność samej oferty – mówił Jarosław Stefańczyk, dyrektor ds. innowacji i rozwoju marki w Biedronce.
Zapewnia przy tym, że wszyscy producenci marek własnych podlegają tym samym standardom jakości i kontroli niezależnie od kraju. Jak na ironię, miesiąc później Biedronka musiała prewencyjnie wycofać ze sprzedaży część partii tych ciastek po kontroli GIS. Zawierały szkodliwy akryloamid.
Producent na etykiecie? Ministerstwo szykuje nowe przepisy
Wkrótce ustalenie, kto faktycznie stoi za marką własną, ma być prostsze. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przygotowało projekt zmiany rozporządzenia o znakowaniu żywności (nr z wykazu 337).
Zgodnie z propozycją resortu, jeśli dystrybutor, np. sieć handlowa, nie jest jednocześnie producentem, na etykiecie trzeba będzie podać nazwę i adres rzeczywistego wytwórcy, poprzedzoną słowem "Producent". Dla towarów spoza Unii Europejskiej wskazany ma być importer na rynek UE.
Nowe informacje mają się rzucać w oczy: przepisy przewidują czarną czcionkę na białym tle, w ramce zajmującej co najmniej połowę powierzchni znaku towarowego produktu. Rozporządzenie miałoby wejść w życie pół roku od ogłoszenia, a stare opakowania będzie można sprzedawać do 30 listopada 2028 roku.
Branża krytykuje pomysł resortu. ZPP apeluje o wycofanie się
Projekt trafił właśnie do opiniowania, ale zdążył już wywołać sprzeciw. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w swoim stanowisku do projektu ocenia, że regulacja może uderzyć w polskich producentów zamiast im pomóc.
Zdaniem organizacji sieci handlowe, chcąc uniknąć umieszczania danych producenta na opakowaniu, mogą po prostu zacząć kupować towar za pośrednictwem podmiotów z innych krajów UE, wobec których nowy przepis nie znajdzie zastosowania.
ZPP wskazuje też, że projektowi towarzyszy ocena skutków regulacji, w której zabrakło jakichkolwiek wyliczeń kosztów zmiany opakowań, etykiet i matryc.
"Związek Przedsiębiorców i Pracodawców rekomenduje całkowite wycofanie projektu rozporządzenia z prac legislacyjnych" – czytamy w stanowisku organizacji.
Biorąc pod uwagę te zastrzeżenia, ostateczny kształt przepisów o etykietach może się jeszcze zmienić, zanim trafią one na sklepowe półki.






