
Gdyby wybory odbyły się dziś, Koalicja Obywatelska zdobyłaby w Sejmie 179 mandatów, a Prawo i Sprawiedliwość 150. Tak wynika z sondażu Social Changes dla Interii. Żadna z partii nie miałaby jednak samodzielnej większości. Szybkie przeliczenie głosów pokazuje, że KO zbudowałaby ją tylko z jednym partnerem.
Sondaż na zlecenie Interii przeprowadziła pracownia Social Changes w dniach 11-14 września, metodą CAWI, na reprezentatywnej próbie 1095 osób. Ankietowanych zapytano, na które ugrupowanie oddaliby głos, gdyby wybory do Sejmu odbyły się w najbliższą niedzielę, oraz czy w ogóle wzięliby w nich udział.
Ile poparcia mają KO i PiS w najnowszym sondażu?
Jak wynika z sondażu Social Changes dla Interii, liderem pozostaje Koalicja Obywatelska z wynikiem 30,4 proc. Tuż za nią plasuje się Prawo i Sprawiedliwość z 25 proc., a podium zamyka Konfederacja z 11,5 proc.
Do Sejmu weszłyby jeszcze dwa ugrupowania: Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna z poparciem 8,9 proc. oraz Nowa Lewica z 8,6 proc. Progu wyborczego (5 proc.) nie przekroczyłyby Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego (4,8 proc.), Partia Razem (4,5 proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe (3,5 proc.) i Polska 2050 (1,2 proc.). Na inny komitet zagłosowałoby 1,6 proc. badanych.
Chęć udziału w wyborach zadeklarowało 76 proc. respondentów, w tym 54 proc. wybrało odpowiedź "zdecydowanie tak", a 22 proc. "raczej tak". Niezdecydowanych było 11 proc., a przeciwnych głosowaniu w sumie 13 proc.: 7 proc. wskazało "raczej nie", 6 proc. "zdecydowanie nie".
Zobacz także
Podział mandatów w Sejmie. Kto miałby większość?
Prowizoryczny (na podstawie procentów z sondażu) podział mandatów w 460-osobowym Sejmie dałoby taki układ sił:
Pozostałe komitety, które nie przekroczyły progu, nie dostałyby żadnego mandatu. Niezależnie od tego, jak działa metoda D'Hondta w poszczególnych okręgach.
Koalicja KO z Konfederacją jedynym wariantem z większością
Do samodzielnych rządów potrzeba w Sejmie 231 głosów, czyli połowy składu izby plus jeden. Sama Koalicja Obywatelska jest od tego progu daleko, więc bez koalicjanta się nie obejdzie.
Z wyliczenia wynika, że jedynym partnerem, z którym KO zbudowałaby większość w pojedynkę, jest Konfederacja Sławomira Mentzena, choć program Konfederacji w wielu punktach rozmija się z linią KO.
KO i Konfederacja w jednym rządzie miałyby razem 234 mandaty. Porozumienie z Nową Lewicą nie wystarczy, bo suma 213 mandatów zostaje wyraźnie poniżej progu. Nawet dołożenie do tego duetu Konfederacji Korony Polskiej (255 mandatów) oznaczałoby rząd łączący ugrupowania z przeciwnych krańców sceny politycznej.
Czy KO faktycznie mogłaby zawiązać sojusz z Konfederacją Mentzena?
Scenariusz koalicji KO z Konfederacją nie jest tylko arytmetyczną ciekawostką. Prof. Marek Migalski z Uniwersytetu Śląskiego, w rozmowie z naTemat.pl, ocenia go jako realny, a nawet prawdopodobny. Jego zdaniem Donald Tusk nie miałby oporów przed takim krokiem, gdyby to on decydował o utrzymaniu władzy i zablokowaniu powrotu PiS.
– Coraz więcej ludzi dopuszcza możliwość, że aby nie dopuścić PiS do władzy, możliwa jest koalicja KO z Konfederacją – ocenił w rozmowie z naTemat.pl prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego.
Migalski zwraca uwagę, że Konfederacja Mentzena i Bosaka w ostatnich latach "mainstreamuje się" i na tle Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna wygląda umiarkowanie.
Z tym drugim ugrupowaniem, według politologa, KO raczej się nie dogada. Przeszkodą byłyby zarówno skrajne poglądy części jego działaczy, jak i sprzeciw Waszyngtonu, zgłoszony wprost przez ambasadora USA w Polsce.






