
O takich obrazkach marzył Donald Tusk. Dariusz Matecki wspinający się na płot okalający Akademię Wymiaru Sprawiedliwości. Antoni Macierewicz wywijający pistoletem na farbę na Placu Defilad. Mariusz Gosek obrażający policjantów czy Maria Kurowska organizująca pokazową okupacjo-głodówkę. Przygrywka do walki z Trybunałem Konstytucyjnym trwa w najlepsze. I pokazuje rosnącą słabość Prawa i Sprawiedliwości.
Jesień ma przynieść przyspieszenie - zwiastował to na początku września w rozmowie z NaTemat politolog Adam Traczyk. I tak będzie, bo być może już w przyszłym tygodniu nowo wybrany sędzia Trybunału Konstytucyjnego Maciej Berek stanie na czele grupy niechcianych przez prawicę i prezydenta nowych sędziów i rozpocznie próbę przejęcia (lub jak niektórzy wolą: odzyskania) instytucji.
Przedsmak mieliśmy w ostatnich dniach. Budynek Akademii Wymiaru Sprawiedliwości stał się poligonem doświadczalnym dla planów Donalda Tuska. Egzamin przeszedł pomyślnie, bo politycy PiS zachowali się dokładnie tak, jak chciał tego premier.
Jest coś osobliwego w tym, że dopiero 2,5 roku po przejęciu władzy przez Koalicję 15 Października upadł akurat ten bastion państwa PiS. Akademią Wymiaru Sprawiedliwości do września rządził bowiem niepodzielnie Michał Sopiński, człowiek Zbigniewa Ziobry, który stanowisko rektora objął w wieku zaledwie... 29 lat. Młodziutki Sopiński nie tylko wyglądał jak student, miał też mizerny jak na szefa uczelni kształcącej kadrę Służby Więziennej dorobek naukowy. Ale fakt, miał chociaż tytuł doktora, za obronę pracy pod tytułem "Solidarystyczna wizja prawa i państwa w myśli Léona Duguit".
Sopiński trwał na stanowisku rektora do momentu domknięcia procedur przez ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, co nastąpiło na początku września, a o czym dowiedzieliśmy się, gdy rektor zabarykadował się w hotelowym pokoju w Karpaczu, by nie dostarczono mu decyzji o jego odwołaniu. Wtedy się zaczęło. Przed budynek AWS zaczęły przychodzić kordony polityków PiS, wspieranych przez ekipy reporterskie TV Republiki i okazjonalnych członków klubów Gazety Polskiej.
Pojawił się też niedoszły pisowski Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Borowski, który został wyniesiony z budynku. Transmitowany na żywo cyrk stał się podłożem niezliczonej ilości rolek i memów, o co wymiernie zadbał choćby paskowy Republiki. Wszystko zgodnie z planem Tuska.
PiS gra w scenariusz napisany przez Tuska
Premier chciał bowiem sprawdzić jak zareagują politycy wciąż największej partii opozycyjnej na próbę usunięcia ziobrysty ze stołka. Zareagowali dla koalicji rządzącej idealnie, bo w sposób histeryczny i chaotyczny, pokazujący jak taktyka PiS kompletnie rozjeżdża się z nastrojami społecznymi. Nie zabrakło więc naruszania nietykalności cielesnej policjantów pilnujących uczelni, skakania przez pokryty szpikulcami płot czy uskarżania się przez zamkniętą w budynku AWS Marię Kurowską, że nie ma co jeść.
Obowiązkową pozycją w takich sytuacjach jest też aktywność Mariusza Goska, który próbował różnymi sposobami donosić leki i jedzenie posłance. Efekt? Nikt, poza najtwardszym pisowskim elektoratem, nie wziął tych akcji na poważnie, a opinia publiczna w przeważającej większości patrzyła na te scenki i zbywała je wzruszeniem ramion.
Donald Tusk liczy na to, że podobnie będzie w momencie, gdy nowo wybrani sędziowie w asyście policji spróbują wejść do siedziby Trybunału Konstytucyjnego. Na jego czele stoi bowiem kolejny ziobrysta o ujemnej charyzmie, czyli Bogdan Święczkowski. Znów na ratunek jemu ruszą najwięksi happenerzy w pisowskich szeregach, jak Matecki, Gosek, Kowalski, Borowski czy Kurowska.
Znów Republika będzie ogłaszać przemianę Polski w Białoruś, a jej reporterzy będą grali z policjantami w tradycyjną zabawę pod hasłem "kto pierwszy odwróci wzrok". Na tle tego wszystkiego wybrany w atmosferze skandalu i wbrew deklaracjom apolityczności trybunału Maciej Berek będzie jawił się jako spokojny urzędnik, który po prostu chce odblokować instytucję.
Bitwa o TK będzie miała kilka wątków
Dodajmy, że jeśli operacja zacznie się w przyszłym tygodniu, to będzie ona toczyć się równolegle do pogłębiającego się kryzysu paliwowego. Tymczasem to w Trybunale Konstytucyjnym utknęła ustawa o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, odesłana do TK przez Karola Nawrockiego i skrzętnie ukryta w zamrażarce.
Tuskowi łatwo będzie więc upleść narrację, że oto PiS kładzie się Rejtanem przez instytucją, która blokuje kontynuację projektu Ceny Paliw Niżej. Nie mówiąc już o tym, że to właśnie ten trybunał doprowadził do największych ulicznych manifestacji w XXI wieku w Polsce, burząc na życzenie Kaczyńskiego kompromis aborcyjny.
Zobacz także
Kiedy po 2016 roku PiS przejmował Trybunał Konstytucyjny, protesty w jego obronie w pewnym momencie zaczęły nabierać groteskowego charakteru. Pamiętamy sceny z udziałem choćby Romana Giertycha podskakującego w rytm "kto nie skacze ten za PiSem" w trakcie prodemokratycznych manifestacji. Prawu i Sprawiedliwości udało się wtedy ośmieszyć tę sprawę i ostudzić zainteresowanie nią wśród normalsów.
W 2026 roku Tusk liczy na podobny efekt. Coś się zakotłuje, ktoś się poprzepycha, ktoś się do czegoś przykuje. Ale ostatecznie koalicja ma szansę przejąć kluczową instytucję za cenę parodniowej awantury, kilkudziesięciu śmiesznych memów i festiwalu głupawych pasków. Niesmaczne? Cóż, polityka od pewnego już czasu nie jest dyscypliną dżentelmeńską. A koalicja potrzebuje jakiegoś wizerunkowego sukcesu na rok przed wyborami.






