Po dronach mogą pojawić się rosyjskie myśliwce. Dr Olech ostrzega
Po dronach mogą pojawić się rosyjskie myśliwce. Dr Olech ostrzega. fot. naTemat

Nie rosyjskich czołgów na polskiej granicy, lecz podpaleń, uszkadzania infrastruktury, cyberataków i prowokacji z użyciem dronów powinniśmy dziś obawiać się najbardziej. Dr Aleksander Olech przekonuje, że Moskwa nie ma możliwości przeprowadzenia inwazji na Polskę, ale potrafi skutecznie podsycać strach i testować reakcję NATO.

REKLAMA

Drony naruszające przestrzeń powietrzną, podpalenia, materiały wybuchowe wysyłane przesyłkami kurierskimi czy uszkadzanie infrastruktury – katalog potencjalnych rosyjskich działań jest coraz dłuższy. W "Rozmowie naTemat" dr Aleksander Olech, szef współpracy międzynarodowej i redaktor naczelny Defence24.com, przekonuje jednak, że alarmistycznych komunikatów nie należy utożsamiać z zapowiedzią rychłego ataku na Polskę.

Jego zdaniem ostrzeżenia kierowane do społeczeństwa powinny być uzupełnione o jasną odpowiedź: jak państwo zamierza reagować i co w sytuacji zagrożenia mają robić obywatele.

Inwazji nie będzie. Rosja wybierze inną broń

Olech wyklucza scenariusz, w którym rosyjskie wojska próbują wkroczyć do Polski przez przesmyk suwalski, obwód królewiecki lub od strony Bałtyku. Rosji brakuje dziś możliwości logistycznych potrzebnych do przeprowadzenia takiej operacji. Znacznie skuteczniejsze są dla niej działania, które podnoszą napięcie i osłabiają poczucie bezpieczeństwa Polaków.

– Nie widzę żadnej szansy na rosyjską inwazję – ani przez Przesmyk Suwalski, ani z Obwodu Królewieckiego, ani przez Morze Bałtyckie. Rosja po prostu nie ma takiej zdolności. Dużo bardziej opłaca jej się to, co robi dotychczas, czyli działania sabotażowe, hybrydowe, wybuchy i podpalenia, bo powodują u nas zniechęcenie, niezadowolenie, wkurzenie i niepewność – mówi ekspert.

Moskwa może natomiast przeprowadzać kolejne testy reakcji Polski i NATO. Po dronach następnym krokiem mogłoby być pojawienie się uzbrojonego rosyjskiego samolotu w polskiej przestrzeni powietrznej. Celem takiej prowokacji byłoby postawienie władz i wojska przed decyzją, na którą nie ma prostego ani automatycznego scenariusza.

Gdzie właściwie znajduje się próg wojny?

Problem polega na tym, że granica pomiędzy prowokacją a aktem wojennym nie została precyzyjnie wyznaczona. Każdy incydent oceniany jest osobno: liczy się rodzaj obiektu, jego prędkość, uzbrojenie, kierunek lotu oraz skala potencjalnych zniszczeń.

– Tych progów nikt nie ustala. Przy każdej sytuacji decyzja jest podejmowana indywidualnie. Dziesięć lat temu, gdyby wleciał tu uzbrojony dron, dla wszystkich byłby to akt wojenny – podkreśla Olech.

Jak zauważa, Zachód toleruje dziś część agresywnych działań, aby nie doprowadzić do otwartego starcia z Rosją. Ekspert przywołuje w tym kontekście używane przez Amerykanów określenie, zgodnie z którym Polska znajduje się w "fazie zero" wojny. Oznacza to stan nieustannej rywalizacji, presji i wrogich działań, które nie przerodziły się jeszcze w regularny konflikt zbrojny.

Polska powinna pokazać, że potrafi odpowiedzieć

Zdaniem rozmówcy naTemat samo odpieranie kolejnych incydentów nie wystarczy. NATO powinno organizować duże ćwiczenia przy granicach Rosji i Białorusi, demonstrować potencjał na Bałtyku oraz rozwijać zdolności ofensywne w cyberprzestrzeni.

Kluczowe pozostaje również dalsze przekazywanie Ukrainie uzbrojenia pozwalającego uderzać w rosyjskie cele. Olech ostrzega, że każde porozumienie pokojowe może zostać przez Kreml potraktowane jako zachęta do jeszcze śmielszych działań hybrydowych przeciwko państwom Zachodu.

Jednocześnie odrzuca narrację, według której odpowiedzią na problemy Ukrainy – w tym korupcję – miałby być powrót do współpracy z Moskwą.

– Nie ma takiego rozwiązania, w którym upada Ukraina, a my współpracujemy z Rosją. Widzimy, co Rosja robiła w Ukrainie, dlatego idźmy w stronę tego, czego Ukraina potrzebuje, czyli uzbrojenia. Nie możemy dopuścić do współpracy z Rosją, bo to nie sprawdzało się w przeszłości, nie sprawdza się teraz i nie będzie sprawdzało się w przyszłości – zaznacza dr Aleksander Olech.

Zamiast straszenia – konkretny plan

Ekspert przekonuje, że Polska potrzebuje nie kolejnych ogólnych ostrzeżeń, lecz czytelnej strategii bezpieczeństwa. Powinna ona obejmować współpracę z przygranicznymi gminami, zabezpieczenie infrastruktury krytycznej, system łączności oraz jasne procedury dla mieszkańców.

– Naciskałbym na to, żeby politycy przedstawili własny plan bezpieczeństwa, bo dzisiaj wszystko jest bardzo ogólne: że coś zrobimy albo że coś należy zrobić. Oczekujemy konkretów, czyli informacji, jak pracujemy z daną wsią czy miasteczkiem i jakie są procedury reakcji. Bez takiego pomysłu nie da się po prostu funkcjonować – podsumowuje.

Cała rozmowa z dr. Aleksandrem Olechem dotyczy również przyszłości NATO, relacji Donalda Trumpa z Emmanuelem Macronem, rosnącej siły AfD, zagrożeń dla Ukrainy oraz chińskich manewrów wokół Tajwanu. Zobacz ją na górze strony lub naszym kanale YouTube pod tym linkiem.