
Wojsko po raz kolejny poderwało myśliwce nad polskim niebem. W środę 23 września nad ranem mieszkańcy Lubelszczyzny dostali sms-y z alertem RCB. Powodem był kolejny rosyjski atak na Ukrainę.
To już kolejna taka noc i poranek w ostatnich tygodniach. Od połowy września polskie lotnictwo było podrywane niemal codziennie, a mieszkańcy wschodniej Polski zdążyli się już przyzwyczaić do smsów z ostrzeżeniami i wycia syren. We wtorek był spokój, dziś znów mają powody do niepokoju.
Aktualizacja: O godzinie 7:42 DORSZ poinformowało o zakończeniu działań.
Komunikat wojska: działania mają charakter prewencyjny
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o godzinie 7:10, że w związku z rosyjskimi uderzeniami na terytorium Ukrainy rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej.
"Zgodnie z obowiązującymi procedurami Dowództwo Operacyjne RSZ, poprzez Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwo Komponentu Powietrznego, uruchomiło niezbędne siły i środki pozostające w jego dyspozycji. Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" – przekazało DORSZ.
Wojsko zaznaczyło, że działania "mają charakter prewencyjny i są ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej oraz jej ochronę, zwłaszcza w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów". Dowództwo dodało, że monitoruje sytuację, a siły pozostają w gotowości do natychmiastowej reakcji.
Alert RCB w woj. lubelskim. "W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo"
Trzy minuty po komunikacie wojska, o godzinie 7:13, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało smsa do mieszkańców województwa lubelskiego. "UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów" – brzmiała treść ostrzeżenia.
Standardowy alert RCB nie tłumaczy jednak, co dokładnie dzieje się na niebie ani jak blisko granicy są drony czy rakiety. Lukę tę wypełnia darmowa, nieoficjalna aplikacja Strażnik, dostępna zarówno na Androida, jak i w przeglądarce na stronie straznik.eu.
Łączy ona dane z ukraińskiego serwisu NEPTUN, alerty RCB i RSO, strefy zamknięć PAŻP oraz sygnały ADS-B nadawane przez samoloty, żeby na bieżąco pokazywać poziom zagrożenia dla poszczególnych województw.
Aktualizacja:
"Zakończyło się operowanie wojskowego lotnictwa w polskiej przestrzeni powietrznej, prowadzone w celu zapewnienia bezpieczeństwa w trakcie uderzeń Federacji Rosyjskiej użyciem odrzutowych bezzałogowych statków powietrznych na cele w zachodniej części Ukrainy" – przekazało dowództwo.
Naziemne systemy obrony powietrznej wróciły do standardowej działalności operacyjnej, a wojsko zapewniło, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Poranny huk słyszalny w centralnej Polsce, jak wyjaśniono, był efektem przekroczenia bariery dźwięku przez wojskowe samoloty bojowe. Podobna sytuacja była zeszłym tygodniu.
Zobacz także
Rekordowy atak na Moskwę. Zestrzelono ponad 1600 dronów
Napięcie po wschodniej stronie granicy narasta od dłuższego czasu. 20 września Ukraina przeprowadziła jeden z największych dotąd nalotów dronowych na Moskwę i obwód moskiewski, uderzając między innymi w tamtejszą rafinerię. Atak zbiegł się z ostatnim dniem trzydniowych wyborów do Dumy.
Mer Moskwy Siergiej Sobanin napisał na Telegramie, że obrona przeciwlotnicza zestrzeliła ponad 1600 dronów, a "ten bezprecedensowy atak został ewidentnie zaplanowany w celu zakłócenia wyborów" (wygrał je kolejny raz oczywiście Władminir Putin).
Zaprzeczył jednak, jakoby doszło do ofiar śmiertelnych. Inaczej sytuację przedstawił gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobiow, według którego zginęły dwie osoby: 74-letni mężczyzna i 44-letnia kobieta, a pomocy medycznej wymagało dwadzieścia osób.






