
Prezes PiS oskarża Ukrainę o próbę "stworzenia jednego państwa" i wciągnięcia Polski do wojny. Warto jednak przypomnieć fakty z 2021 i 2022 roku: to sam Kaczyński w Kijowie zszokował sojuszników z NATO pomysłem uzbrojonej misji pokojowej, podczas gdy przed inwazją jego obóz budował sojusze z pro-putinowską skrajną prawicą.
Podczas weekendowego Kongresu Młodych w Augustowie prezes PiS Jarosław Kaczyński podzielił się z uczestnikami specyficzną retrospektywą początków pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Z jego słów wynikało, że władze w Kijowie miały "dziwną koncepcję" wciągnięcia Polski do bezpośredniego konfliktu z Rosją, proponując niemal stworzenie "jednego państwa", a Polska – nie dysponując pod rządami PiS "praktycznie żadnymi realnymi siłami zbrojnymi" – musiała te zakusy mitygować.
Jarosław Kaczyński zapomniał, z kim rozmawiał przed wojną i co sam proponował w Kijowie
"Ukraina chciała nas wciągnąć do wojny" – twierdzi dziś prezes PiS. Twierdzenie o rzekomym ukraińskim planie połączenia obu państw w jedno to wywrócenie historii do góry nogami. Przypominamy, o czym w Sejmie mówił Wołodymyr Zełenski, co w grudniu 2021 roku kupował premier Morawiecki i dlaczego zjazd w Madrycie wywołał skandal w Europie.
Jarosław Kaczyński powołał się na przemówienie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w polskim Sejmie. Warto przypomnieć, co w marcu 2022 roku faktycznie padło z sejmowej mównicy. Zełenski mówił wówczas o zniesieniu barier historycznych, mentalnych i fizycznych w obliczu wspólnego zagrożenia: "Razem jest nas 90 milionów. Razem możemy wszystko. I to jest historyczna misja Polski i Ukrainy być liderami Europy".
Nigdy ze strony Kijowa nie padła oficjalna czy formalna propozycja połączenia obu państw w jeden podmiot państwowy. Koncepcję unii lub konfederacji polsko-ukraińskiej rozważało wówczas wielu publicystów i politologów po obu stronach granicy, dostrzegając w tym szansę na stworzenie nowego geostrategicznego bieguna w Europie Środkowo-Wschodniej.
Jednakowoż przypisywanie Kijowowi intencji "podstępnego wciągnięcia Polski do wojny" poprzez ideę fuzji państwowej jest dzisiaj wysoce manipulacyjną reinterpretacją ówczesnego entuzjazmu i solidarności.
Zobacz także
Kto naprawdę chciał wysłać wojska do Ukrainy? Konsternacja w NATO
Gdy Kaczyński twierdzi dziś, że Polska musiała mitygować ukraińskie żądania bezpośredniego wejścia do wojny, zapomina o własnej inicjatywie, która w marcu 2022 roku wprawiła w osłupienie cały Sojusz Północnoatlantycki.
Podczas słynnej wizyty w Kijowie (15 marca 2022 r.), w której Kaczyński brał udział wraz z Mateuszem Morawieckim oraz szefami rządów Czech i Słowenii, to właśnie Jarosław Kaczyński wywołał ogromny skandal dyplomatyczny, proponując na konferencji prasowej wysłanie do Ukrainy uzbrojonej misji pokojowej NATO.
– Potrzebna jest misja pokojowa NATO, ewentualnie jakiegoś szerszego układu międzynarodowego, ale misja, która będzie w stanie także się obronić – mówił wówczas ówczesny wicepremier ds. bezpieczeństwa.
Inicjatywa ta wywołała popłoch w Waszyngtonie, Berlinie i Brukseli. Kwatera Główna NATO z sekretarzem generalnym Jensem Stoltenbergiem na czele błyskawicznie odrzuciła ten pomysł, podkreślając, że obecność zbrojna żołnierzy NATO na terytorium Ukrainy oznaczałaby bezpośrednie starcie z Rosją i wybuch III wojny światowej. To nie Kijów, lecz sam Kaczyński forsował wówczas rozwiązania, które stawiały Sojusz na krawędzi bezpośredniego konfliktu.
Dyplomatyczne przygotowania PiS. Sojusze z przyjaciółmi Putina i obligacje premiera
Twierdzenie prezesa PiS o tym, że rząd był w pełni przygotowany na nadchodzącą wojnę, zderza się z bilansem działań dyplomatycznych i ekonomicznych z przełomu 2021 i 2022 roku.
W grudniu 2021 roku w Warszawie, a następnie pod koniec stycznia 2022 roku w Madrycie (na zaledwie 3 tygodnie przed rosyjską inwazją!), obóz Prawa i Sprawiedliwości organizował szczyty europejskiej skrajnej prawicy. Premier Morawiecki ściskał wówczas dłonie jawnie prorosyjskim politykom: Marine Le Pen, Viktorowi Orbánowi czy Santiago Abascalowi, którzy otwarcie podważali sens nakładania sankcji na Moskwę.
W grudniu 2021 roku, gdy amerykański wywiad alarmował już o nieuchronnym ataku Rosji na Ukrainę, premier Morawiecki zainwestował 4,6 mln zł prywatnych oszczędności w obligacje skarbowe indeksowane inflacją, co po wybuchu wojny i skoku dynamiki cen przyniosło mu potężny zysk osobisty.
W Augustowie w weekend Kaczyński oświadczył wprost: "Polska, nawet gdyby była bardzo wojowniczym krajem, nie miała praktycznie żadnych realnych sił zbrojnych". To zaskakująca samokrytyka, zważywszy na fakt, że PiS sprawowało ciągłą władzę od jesieni 2015 roku, a sam Kaczyński od jesieni 2020 roku pełnił funkcję przewodniczącego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych.
Nowa opowieść na potrzeby polityki wewnętrznej
Próba napisania na nowo historii wydarzeń z 2022 roku służy dziś prezesowi PiS do budowania nowej opowieści na potrzeby polityki wewnętrznej. Ten kierunek nie jest zresztą nowy – już w 2023 roku media opisywały antyukraiński zwrot PiS, którego celem miało być odebranie wyborców Konfederacji.
Kalkulacja jest dziś jeszcze bardziej paląca. Analitycy wskazują, że Konfederacje rosną w siłę, a narracja antyukraińska jest jednym z paliw tego wzrostu. Do tego dochodzi rozłam we własnym obozie – nowy sondaż po rozłamie w PiS pokazał, że większość badanych uważa odejście środowiska Morawieckiego za osłabienie całej prawicy.
Antyukraińska retoryka przestała być domeną marginesu. Już wcześniej opisywano, jak polscy influencerzy promują antyukraińską retorykę, a wulgarne komentarze o Ukraińcach potrafią zdobywać nagrody na galach transmitowanych dla setek tysięcy widzów. Na scenie państwowej spór o relacje z Kijowem również nie gaśnie. Niedawno Sikorski wysłał Nawrockiemu wiadomość z Kijowa, apelując o podpisanie nominacji ambasadorskiej – w odpowiedzi usłyszał zarzut "nieczystej gry politycznej".
Tyle że dokumenty, nagrania z konferencji w Kijowie oraz kalendarium dyplomatycznych spotkań PiS z przyjaciółmi Władimira Putina tuż przed wybuchem wojny pozostają nieubłagane.






