
"Lalka" znowu dzieli Polaków, choć tym razem nie chodzi o Wokulskiego ani Łęcką. Nowa adaptacja Netflixa wywołała spór o to, jak daleko można odejść od literackiego oryginału i wciąż pozostać wiernym jego duchowi. Dyskusja zrobiła się na tyle gorąca, że głos zabrał nawet Donald Tusk.
"Kocham 'Lalkę' Prusa, podoba mi się serial, a najbardziej cieszę się, że cały niemal naród dyskutuje o książce i jej adaptacji. Każdy ma prawo do swojej oceny, tylko błagam: nie pozabijajmy się przy tej okazji" – napisał Donald Tusk w poniedziałek na X.
Polityk odnosi się do premiery "Lalki" Netfliksa, która trafiła do streamingu w 51 krajach. Adaptacja odbiła się echem przede wszystkim w Polsce – arcydzieło Prusa to pewne narodowe sacrum, które nad Wisłą zna niemal każdy, zwłaszcza że jest obowiązkową lekturą w szkołach średnich. Opinii na jej temat jest więc wiele, za niektórymi z nich kryją się długie internetowe (i nie tylko!) dyskusje.
"Nie pozabijajmy się" w trakcie płomiennych dyskusji o "Lalce"
Słowa Donalda Tuska mają sporo sensu, biorąc pod uwagę jak elektryzującą opinię publiczną, jest kwestia nowej interpretacji "Lalki". Według samego Netflixa serial jest "wielogatunkową i przewrotną odsłoną klasyki". Wielogatunkową, bo łączy humor, tajemnicę i "melodramatyczne napięcie". Reżyserem sześcioodcinkowego miniserialu jest Paweł Maślona, autor m.in. wielokrotnie nagrodzonego "Kosa". Brał on udział w pisaniu scenariusza razem z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz.
Scenariusza, który budzi zresztą pewne kontrowersje. Serialowa wersja nie jest wiernym odwzorowaniem powieści Bolesława Prusa. Autorzy zdecydowali się na rozbudowanie fabuły o dodatkowe wątki, których celem jest wprowadzenie "rytmu współczesnego serialu".
Netflix zapowiadał historię, w której postaci są bardziej wielowymiarowe, nie są idealizowane, są uwikłane w skomplikowaną rzeczywistość społeczną epoki, a w tym wszystkim nie unikają zepsucia, któremu sprzyjają ambicja i pieniądze.
"Lalka" trafia na długą listę podziałów
Koncepcyjnie wyraźnie widać więc, że jest to reinterpretacja klasyki. Taka, nazwijmy to, zabawa ze "świętością" błyskawicznie wywołała silne emocje u recenzentów, krytyków, widzów czy nawet postronnych internautów. Emocje bardzo skrajne – wokół "Lalki" pojawiają się zarówno głosy zachwytu, jak i zarzuty o pauperyzację i wulgaryzację sztuki. No i oczywiście wątek tego, że uczniowie znowu będą wzorować się na nowoczesnej wersji w trakcie pisania rozprawek w szkole.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Nowa "Lalka" czerpie z historycznego kontekstu, inspiruje się nim, tworzy na jego kanwie coś nowego, ale jednocześnie stara się sprawić, by historia ta była wiarygodna z perspektywy widza z 2026 roku.
Widza, który ma pewien bardzo konkretny bagaż oczekiwań wobec tego dzieła. Widza, który nie kupuje dystyngowanej, powolnej akcji, której bliżej do zatrzymanej w czasie fotografii. Współczesny odbiorca żyje w erze skrajnego realizmu, gdzie kamery wkraczają w niemal każdą sferę życia. W której prywatność, bliskość, intymność, codzienność nie są tak ogromnym tabu, jakim były jeszcze niedawno.
Miło jednak, dla odmiany, że to sztuka – choćby na moment – jest tym, co dzieli. To przyjemna odmiana, biorąc pod uwagę nieustanne konflikty na poziomie wrażliwości politycznej.






