
"Lalka" Netflixa robi szum nie tylko w Polsce. Serial jest obecnie szóstym najchętniej oglądanym na świecie, a gdy spojrzeć na listę krajów, w których trafił do top 10, można się naprawdę zdziwić. Nie, zagraniczni widzowie raczej nie włączają go dla Bolesława Prusa i można im pozazdrościć.
Serial "Lalka" z Tomaszem Schuchardtem i Sandrą Drzymalską dzieli Polaków, co zaniepokoiło nawet... premiera Donalda Tuska. Za kamerą stanął Paweł Maślona, twórca "Kosa", który wraz z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz napisał scenariusz na podstawie wydanej w 1890 roku powieści Bolesława Prusa. Potraktował jednak nasze narodowe dzieło nowocześnie i (bardzo) luźno. Jak podsumowała to Zuzanna Tomaszewicz w swojej recenzji w naTemat: produkcja "depcze lekturę, ale robi to po mistrzowsku".
Zresztą Netflix od początku zapowiadał "wielogatunkową i przewrotną odsłonę klasyki", w której "ironia i groteska spotykają się z humorem, tajemnicą i melodramatycznym napięciem". Miniserial miał być "autorskim, współczesnym spojrzeniem na klasyczną historię" – i dokładnie tym jest. A że nie jest wierny powieści? Nie musi, co mylnie się o adaptacjach książek myśli. Ekranizacje mogą być zupełnie nowymi intepretacjami.
"Lalka" Netfliksa w top 10 w 66 krajach. Bahamy, Honduras i Trynidad i Tobago
Polacy się kłócą, ale ocena na Filmwebie wciąż rośnie i wynosi już 6,5/10. Jedno jest pewne: oglądamy "Lalkę" masowo. Serial w mig po premierze wskoczył na szczyt rankingu Netfliksa w Polsce.
Jednak produkcję Maślony oglądają nie tylko widzowie nad Wisłą. Z globalnych danych serwisu Flix Patrol na 22 września wynika, że "Lalka" ("The Doll") jest obecnie szóstym najchętniej oglądanym serialem na świecie. Pierwsze miejsce niepodzielnie zajmuje "Potwór: Historia Lizzie Borden".
Nasza "Lalka" uplasowała się w top 10 już w 66 krajach (łącznie z Polską). Robi furorę w Europie. Trafiła do topki m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Austrii, Belgii, Holandii, Irlandii, Szwajcarii i Luksemburgu. Oglądają ją także w Szwecji, Norwegii, Danii, Finlandii, Islandii, Grecji, na Cyprze i Malcie, a także w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Litwie, Łotwie, w Estonii, Chorwacji, Serbii, Słowenii, Rumunii, Bułgarii, na Ukrainie i w Turcji. Serial trafił również do zestawienia w Maroku, Libanie i Izraelu.
"Lalka" dotarła też za ocean. Jest w top 10 w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, a także w Australii i Nowej Zelandii. Ale potem robi się ciekawiej, bo Wokulski i Łęcka podbijają też Amerykę Południową i Środkową. Serial oglądają w Argentynie, Brazylii, Chile, Kolumbii, Peru, Urugwaju, Wenezueli, Boliwii, Paragwaju, Ekwadorze, Panamie, Kostaryce, Nikaragui, Hondurasie, Gwatemali, Salwadorze i Meksyku.
I tu zaczynają się naprawdę odległe kierunki. "Lalka" znalazła się w top 10 także na Bahamach, Jamajce, w Trynidadzie i Tobago oraz na Dominikanie. Oglądają ją również na Gwadelupie, Martynice, Reunionie i w Nowej Kaledonii.
Czyli polski serial naprawdę objechał kawał świata – od Europy, przez obie Ameryki i Karaiby, aż po Afrykę, Bliski Wschód, Australię i odległe wyspy Pacyfiku. W części tych miejsc pewnie pomaga Polonia, ale Bahamy, Jamajka czy Trynidad i Tobago? Tu już nie jest to takie oczywiste.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Świat ogląda "Lalkę", mimo że nie zna powieści Boleslawa Prusa. Za granicą mają łatwiej
Dlaczego świat ogląda "Lalkę"? Nie, nie dlatego, że to powieść Bolesława Prusa. Za granicą mało kto go zna, a nawet jeśli ktoś wie, że serial jest ekranizacją klasycznej książki, to raczej nie z tego powodu wciska play. Ludzie po prostu lubią dobre seriale kostiumowe.
Dla zagranicznego widza XIX-wieczna Warszawa staje się kolejnym intrygującym miejscem na mapie historycznych seriali – tak jak wiktoriańska Anglia w "Tabu" czy XIX-wieczny Wiedeń w "Cesarzowej Sisi". Tyle że tym razem dostają coś, czego nie widzieli już setki razy. Zamiast kolejnej opowieści o londyńskiej arystokracji dostają dawną Warszawę i rozwarstwione polskie społeczeństwo.
Oprócz tego relacja Wokulskiego i Izabeli Łęckiej jest zrozumiała pod każdą szerokością geograficzną. To historia nieodwzajemnionego uczucia, różnic klasowych, pogoni za statusem i pieniędzmi oraz człowieka, który zrobi wszystko, żeby zdobyć osobę z zupełnie innego świata. Nie trzeba znać Prusa, żeby zrozumieć, dlaczego Wokulski cały swój majątek roztrwonił na Izabelę.
Zresztą zagranicznym widzom łatwiej cieszyć się "Lalką" niż nam, bo nie mają szkolno-narodowego bagażu. Nie muszą mierzyć się ze wspomnieniami z lekcji języka polskiego, analizować walki romantyzmu z pozytywizmem pod klucz maturalny i porównywać każdej sceny z powieścią. Mogą po prostu usiąść przed ekranem i obejrzeć kostiumową historię. Czysta rozrywka.
Zresztą robimy dokładnie to samo, kiedy oglądamy zagraniczne dramaty historyczne, które nie są oparte na powieści znanej na całym świecie. Chociażby z Jane Austen sprawa jest inna, bo jej książki znamy na pamięć i mamy własne wyobrażenia o panu Darcym czy Emmie Woodhouse. Ale poza takimi wyjątkami większość z nas (historyków pomijam!) nie siada przed serialem o XIX-wiecznym Paryżu z podręcznikiem historii w ręku i nie sprawdza, czy zgadza się każdy szczegół. Jeśli historia nas wciąga, to po prostu oglądamy dalej.
Oczywiście samo to, że "Lalka" jest oglądana na świecie, nie oznacza jeszcze, że wszystkim się podoba. To dwie zupełnie różne rzeczy. Najważniejsze jednak, że robi szum, intryguje i promuje polskie produkcje, z czego można się tylko cieszyć.






