
Dalekie podróże to często te najbardziej wymarzone. A kiedy najlepiej spełniać marzenia, jeśli nie jesienią? Dokładnie z tego założenia wychodzą Polacy, którzy mają dość szarugi i deszczu. Wolą zastąpić je słońcem, a także przystępną (mimo podwyżki cen biletów) egzotyką. Do łask wraca także kierunek, który rok temu błyskawicznie tracił podróżnych.
Koniec wakacji jeszcze kilka lat temu oznaczał także kres podróżowania. Jednak na przestrzeni lat trendy bardzo się zmieniły, a Polacy coraz chętniej wyjeżdżają także jesienią. Dla jednych to szansa na przedłużenie lata. Inni wykorzystują okazję i rezerwują tańsze bilety do dalszych zakątków świata. Lista wybieranych aktualnie kierunków jest bardzo długa.
Polacy ruszają na jesienne wyjazdy. Jest jeden wielki powrót
Europa niezmiennie pozostaje naszym pierwszym wyborem na szybki wypad, w czym pomaga fakt, że średnia cena biletu po Europie spadła o 5 proc. rok do roku i wynosi obecnie około 120 euro (ok. 525 zł). Prawdziwymi hitami tej jesieni okazały się Albania, gdzie odnotowano potężny wzrost o 92 proc., Norwegia (skok o 46 proc.) oraz niezawodna Grecja (wzrost o 31 proc.). Zwłaszcza pierwszy z tych krajów trzyma mocną pozycję, którą wypracował już w wakacje.
Jednak to, co najbardziej przykuwa uwagę, to nasz rosnący apetyt na egzotykę. Prawdziwym motorem napędowym stała się Azja, do której liczba rezerwacji wzrosła o 39 proc. Choć jesień to tam końcówka pory deszczowej, a podróż tam z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie bywa trudniejsza, nie przeszkadza to Polakom w organizowaniu wyjazdów. Doskonałym przykładem jest Tajlandia, która ze skokiem liczby rezerwacji o 23 proc. rok do roku zadomowiła się już w pierwszej piętnastce najpopularniejszych krajów wśród naszych podróżnych.
Co ciekawe, po zeszłorocznym dołku do łask wraca także Ameryka Północna. Liczba polskich pasażerów wybierających ten kierunek wzrosła o 7 proc., a rezerwacji jest o 9 proc. więcej. I nie powstrzymują nas nawet portfele: za bilet do Azji płacimy średnio o 11 proc. więcej, a w przypadku Ameryki Północnej ceny skoczyły aż o 25 proc. (z 296 do 372 euro). Widać wyraźnie, że jak już latać, to na całego. W tym gronie ciekawym przypadkiem są zwłaszcza USA. Przed rokiem notowały one gwałtowny spadek liczby podróżnych wynoszący aż 42 proc. W tym roku kierunek ten notuje niewielki, bo 7-procentowy wzrost.
Zobacz także
Podróżujemy nie tylko jesienią. Zimą świetnie trzyma się all inclusive
Pragnienie ucieczki przed zimną czy szarą i deszczową jesienią wcale nie kończy się wraz z listopadem. Wręcz przeciwnie – zimą także chętnie wyjeżdżamy za granicę, a słoneczne kierunki są na samej górze listy najpopularniejszych. Z danych biur podróży wynika, że Polacy równie chętnie planują świąteczno-noworoczną podróż. Liczba rezerwacji na Boże Narodzenie i sylwestra skoczyła rok do roku o ponad 60 proc.
O ile jesienią próbujemy sił na dalekich dystansach, o tyle na przełomie roku królują sprawdzone, słoneczne pewniaki. Zamiast lepić bałwana i po raz dziesiąty oglądać w telewizji "Kevina samego w domu", Polacy tłumnie rezerwują wyjazdy na Maltę, gdzie tydzień ze śniadaniem można skompletować już od 889 zł od osoby. Niezmiennym hitem pozostaje też Egipt z opcją all inclusive od około 2089 zł, a także Wyspy Kanaryjskie, gdzie spędzenie sylwestra pod palmami to wydatek rzędu minimum 3099 zł.
Podsumowując nasze podróżnicze nawyki: Polacy wyraźnie uznali, że nie są skazani na jesień i zimę w kraju. Jak podaje Kiwi.com, kupujemy bilety średnio z dwumiesięcznym wyprzedzeniem (około 57 dni przed wylotem) i konsekwentnie udowadniamy, że najlepszą inwestycją na jesień i zimę jest po prostu łapanie słońca. I to bez względu na to, ile kilometrów od domu musimy po nie polecieć.






