
Gapowicze zdarzają się w autobusach miejskich, a nawet w pociągach PKP Intercity. Jednak podrózny z lotniska we Wrocławiu postanowił pójść jeszcze o krok dalej i bez biletu wsiąść do samolotu. Choć sytuacja wydaje się nieprawdopodobna, to mężczyźnie udało się nawet zająć miejsce. Ostatecznie jednak cały przekręt wyszedł na jaw.
Włochy to piękny kraj, o czym Polacy wiedzą doskonale. Italia każdego roku zajmuje jedne z czołowych miejsc w rankingach najchętniej wybieranych kierunków – niezależnie od pory roku. Urokami Palermo na Sycylii chciał cieszyć się także Tunezyjczyk, który wsiadł do samolotu we Wrocławiu. Problem polegał jednak na tym, że nie miał on żadnego biletu.
Wszedł do samolotu we Wrocławiu bez biletu. Ominął bramki, sforsował płot
O całym zamieszaniu, do którego doszło we wtorek 22 września na lotnisku we Wrocławiu, poinformowało Biuro Prasowe Urzędu Miejskiego Wrocławia. Z przekazanych w mediach społecznościowych informacji wynika, że nieproszony gość zdołał nawet wejść na pokład samolotu przygotowującego się do startu na Sycylię. Jak to zrobił? "Mężczyzna sforsował ogrodzenie lotniska, a następnie wmieszał się w grupę pasażerów zmierzających do samolotu" – poinformowało miasto.
Jak dodał PAP, ostatecznie 23-letni obywatel Tunezji, który w Polsce przebywał legalnie, nigdzie nie poleciał. Jego obecność oraz brak karty pokładowej szybko zwróciły uwagę załogi i funkcjonariuszy Straży Granicznej, którzy natychmiast wkroczyli do akcji i wyprowadzili mężczyznę z pokładu.
Mimo że cała sytuacja na pierwszy rzut oka brzmi jak scenariusz z absurdalnej komedii, w rzeczywistości jest bardzo poważnym incydentem stawiającym pod znakiem zapytania bezpieczeństwo podróżnych we Wrocławiu. Pytanie o to, jak nieuprawniona osoba zdołała niezauważona pokonać drogę od płotu aż do fotela w samolocie, z pewnością będzie tematem szczegółowych analiz. Zwłaszcza po otwarciu nowego terminala na lotnisku we Wrocławiu pasażerów będzie więcej, a to wymusi lepsze zastosowanie procedur bezpieczeństwa.
Zobacz także
Plaga niesfornych pasażerów. Od nielegalnych zdjęć po awantury na pokładzie
Incydent z Wrocławia to niestety kolejny dowód, że w zasadzie w każdym tygodniu znajdzie się ktoś, kto postanowi przetestować czujność służb na polskich lotniskach. Czasem wystarczy chwila nieuwagi i Polacy mają problem na lotnisku, ale tu mowa o świadomym łamaniu zasad. Na początku tygodnia informowaliśmy o dwóch incydentach na Lotnisku Chopina w Warszawie. W sumie od początku roku było ich tam już ponad 50. Pod koniec sierpnia pisaliśmy z kolei, jak czterech gagatków na Lotnisku Chopina wywołało serię interwencji jednego dnia.
Tym razem tamtejsze służby miały problem z obywatelem Chin, który nie potrafił rozstać się z aparatem w telefonie. Mimo wyraźnych zakazów i oznaczeń fotografował funkcjonariuszy podczas kontroli paszportowej. Jego "fotoreporterska" pasja skończyła się nakazem usunięcia zdjęć oraz mandatem w wysokości 500 zł. Zaledwie dzień później SG interweniowała na tym samym lotnisku w sprawie obywatela Izraela, który podczas lotu z Kiszyniowa ignorował polecenia załogi, odmawiał zapięcia pasów i zaczepiał innych pasażerów, przez co do samolotu musiała wkroczyć Grupa Interwencji Specjalnych.
Mimo to zachowanie Tunezyjczyka we Wrocławiu pokazało zupełnie nowy poziom ułańskiej fantazji podróżnych. Chęć darmowego przelotu do Palermo wyjątkowo się nie opłaciła. Zamiast wylotu na włoskie wakacje "pasażera" czekają teraz bardzo poważne konsekwencje prawne, a sprawą szczegółowo zajmą się odpowiednie służby.






