
Turystyka biegowa weszła na nowy poziom. Modny trend city breaków zderzył się z masową pasją do biegania. Efekt? Narodziny zjawiska "race-cation", które właśnie podbija sieć.
To już nie są czasy, kiedy wyjazd na maraton kojarzył się wyłącznie ze sportem i natychmiastowym powrotem do domu porannym pociągiem. Współczesny sportowiec chce z wyjazdu wycisnąć maksimum. Pokonanie 42 kilometrów nie wystarcza i jak informuje "Euronews", bieganie w 2026 roku stało się pretekstem do mikro-wakacji.
Liczby nie kłamią. Bierzemy urlop pod kalendarz biegowy
Z danych platformy "Bókun" wynika, że fraza "maraton za granicą" zanotowała w ciągu ostatniego roku ogromny wzrost wyszukiwań – aż o 1255 proc. I trudno o lepszy moment na ten trend niż jesień.
Z danych wynika, że blisko połowa (42 proc.) wszystkich światowych maratonów odbywa się właśnie o tej porze roku, z czego sam październik kumuluje niemal jedną czwartą imprez. Berlin, Amsterdam, Lizbona, Budapeszt stały się niemal mekkami dla biegaczy.
Ale sam bieg to dopiero początek. Coraz więcej sportowców sprawdza, jak zagospodarować czas tuż po przekroczeniu linii mety.
Zobacz także
Hamburg i Lizbona na topie. Co robimy po biegu?
Zamiast odpoczynku w łóżku coraz więcej biegaczy decyduje się na zwiedzanie w ekspresowej wersji. W ciągu ostatnich 30 dni zainteresowanie hasłami typu "co robić przez 24 godziny w…" wzrosło dla miast, w których odbywają się maratony, i to w zastraszającym tempie. Hamburg zaliczył wzrost wyszukiwań haseł na temat jednodniowego zwiedzania aż o 500 proc., Lizbona o 400 proc., Monachium o 250 proc., a Berlin, Budapeszt i Amsterdam od 70 do 120 proc.
Co ciekawe, regeneracja po biegu nie polega tylko na leżeniu z nogami w górze. Wręcz przeciwnie – biegacze lubią dobrze zjeść. Z danych wynika, że fraza "warsztaty gotowania w Lizbonie" zaliczyła wzrost o 488 proc., a zainteresowanie wycieczkami kulinarnymi w Rzymie podskoczyło niemal o sto procent.
"Race-cation" to niejedyny ciekawy trend, który zauważa się w ostatnim czasie u miłośników podróży. Coraz więcej osób decyduje się na podróże śladami znanych produkcji filmowych, a popularne kierunki, w których kręcono kinowe hity tuż po premierze, zaczynają cieszyć się ogromnym zainteresowaniem.
Jest też druga strona medalu, o czym pisaliśmy już w naTemat. Podczas gdy Polacy kochają wakacje all inclusive, coraz więcej przedstawicieli pokolenia "Gen Z" nie idzie w ślady swoich rodziców, a zamiast tego angażują się w tzw. babciną turystykę. Na popularności nie traci także turystyka eventowa, czyli wyjazd w miejsca, w których akurat odbywają się wielkie wydarzenia kulturalne bądź sportowe. Właśnie w ten sposób koncert Celine Dion ściągnął do stolicy Francji ogromne rzesze turystów, a Paryż na fali gig-trippingu napędzali w dużej mierze Polacy.






