
Wyobraź sobie czarny scenariusz: wybucha wojna i dostajesz wezwanie do wojska. Zostawiasz rodzinę, pracę, rachunki. Trafiasz na front. Kilka tygodni później rakieta uderza w twoje miasto. Być może mieszkanie, które kupiłeś na kredyt, zostaje poważnie uszkodzone albo zniszczone. Co wtedy dzieje się z kredytem? Czy nadal musisz spłacać raty? Co, jeśli ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania? I czy państwo, które wezwało cię do służby, zapewni ci jakąkolwiek ochronę?
To pytania, które nabierają znaczenia, gdy politycy coraz częściej podnoszą kwestię konieczności przygotowania Polaków na ewentualny konflikt. Premier Donald Tusk ciągle mówi, że żyjemy w "czasach przedwojennych", jakby najgorszy scenariusz był nieunikniony. W tej narracji wtórują mu nie tylko ministrowie, ale i Jarosław Kaczyński. Prezes PiS mówi o potrzebie zapewnienia Polsce setek tysięcy rezerwistów gotowych do służby i walki.
Jeśli państwo oczekuje od obywatela gotowości do walki, warto zapytać także o jego sytuację finansową: kto płaci ratę, gdy kredytobiorca zostaje powołany do wojska? I co dzieje się z kredytem, gdy w czasie wojny znika mieszkanie, które było jego zabezpieczeniem?
O to, jak w takiej sytuacji wygląda sytuacja kredytobiorcy, zapytaliśmy ekspertkę kredytową Honoratę Skrzypek-Komorowicz.
Jak przyznaje, klienci pytają, co stanie się z ich kredytem w razie wojny.
– Banki nie stosują jednak w umowach klauzul wojennych, a w sytuacji kryzysowej decydowałyby przede wszystkim działania odgórne, które narzuca rząd. Ustawa o stanie wojennym oraz ustawa o kredycie hipotecznym dają państwu szerokie uprawnienia, w tym możliwość narzucenia bankom szczególnych regulacji i ochrony dłużników.
Jak uzupełnia, chodzi np. o moratoria na spłatę rat, zamrożenie odsetek karnych, restrukturyzacje czy umorzenia.
– Same banki też mają interes w tym, żeby kredytobiorcy nie bankrutowali masowo, dlatego mogą oferować wakacje kredytowe, wydłużenie okresu spłaty albo czasową spłatę samych odsetek. Sam dług nie znika, ale system ma mechanizmy, które pomagają go udźwignąć – wyjaśnia ekspertka.
Jak dodaje, warto przyjrzeć się temu, jak podobne problemy rozwiązano w Ukrainie.
– Tamtejszy rząd wprowadził m.in. moratoria na egzekucje komornicze i zakaz zajmowania mieszkań, banki oferowały "kredytowe wakacje wojenne", a osobom ze zniszczonymi nieruchomościami umożliwiono umorzenie kredytu. Również historia, od II wojny światowej po powodzie i pandemię, pokazuje, że w kryzysie po prostu państwo wspiera obywateli. Warto też pamiętać, że ostatnie zdarzenia na wschodniej granicy to incydenty, a Polska jest członkiem UE i NATO, co zwiększa bezpieczeństwo.
Mieszkanie zniszczone, ale kredyt nadal trzeba spłacać?
Co w sytuacji, jeśli nasze nowe mieszkanie przestanie istnieć? Czy wraz z nim znika zobowiązanie wobec banku? O to zapytaliśmy radczynię prawną, dr Edytę Kozak-Hamalę, partnerkę kancelarii Kozak-Hamala Maciejowski Radcowie Prawni spółka partnerska.
– W przypadku kredytów zabezpieczonych hipotecznie, a z takimi mamy najczęściej do czynienia w przypadku kredytów mieszkaniowych, odpowiedź na to pytanie może wydawać się kredytobiorcy niesprawiedliwa. Głównym zobowiązaniem kredytobiorcy jest spłata kredytu, a hipoteka pełni jedynie funkcję zabezpieczenia spłaty tego długu – odpowiada prawniczka.
Jak mówi dalej, jeżeli mieszkanie przestałoby fizycznie istnieć, to klient nadal byłby zobowiązany terminowo uiszczać raty kredytu na rzecz banku, a dodatkowo straciłby główne zabezpieczenie kredytu.
dr Edyta Kozak-Hamala
radczyni prawna
Czy bank może w takiej sytuacji zażądać natychmiastowej spłaty całego zadłużenia? Jak tłumaczy prawniczka, samo zniszczenie nieruchomości z przyczyn, za które kredytobiorca nie odpowiada, co do zasady nie daje bankowi ustawowej podstawy do żądania natychmiastowej spłaty.
Znaczenie może mieć jednak umowa kredytowa i zapis dotyczący dodatkowego zabezpieczenia.
– Wiele umów kredytowych przewiduje obowiązek ustanowienia dodatkowego zabezpieczenia przy istotnym spadku wartości nieruchomości, a właśnie z taką sytuacją będziemy mieć do czynienia, jeśli dojdzie do fizycznego zniszczenia nieruchomości. W przypadku braku ustanowienia takiego zabezpieczenia bank może nawet wypowiedzieć umowę kredytu i zażądać zwrotu całej pozostałej kwoty kredytu – ostrzega.
Czy ubezpieczenie mieszkania pokryje szkody wojenne?
Właściciel mieszkania z kredytem zwykle ma też polisę ubezpieczeniową. Czy może ona pomóc, jeśli nieruchomość zostanie zniszczona w wyniku działań wojennych? Honorata Skrzypek-Komorowicz odpowiada:
– Żadne ubezpieczenie nie obejmuje szkód powstałych w wyniku działań wojennych. W takiej sytuacji ewentualna pomoc dla właścicieli zniszczonych nieruchomości zależałaby od rozwiązań systemowych wprowadzonych przez państwo. Przykładem jest Ukraina, gdzie osobom ze zniszczonymi nieruchomościami umożliwiono częściowe lub całkowite umorzenie kredytu.
Zgadza się z tym dr Edyta Kozak-Hamala. Zwraca jednak uwagę, że problem mogą stanowić również zdarzenia, które nie są formalnie działaniami wojennymi.
– Nie można też założyć, że problem ze spłatą kredytu rozwiąże polisa ubezpieczeniowa. Wiele z nich może zawierać wyłączenia dotyczące szkód wojennych. Tutaj trzeba zwrócić szczególną uwagę na to, jaki jest dokładnie zakres ubezpieczenia, ponieważ wiele postanowień dot. szkód wojennych zawartych w warunkach OWU może budzić wątpliwości, co może mieć przełożenie na to, czy ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie.
Jak mówi dalej, w szczególności ma to znaczenie w przypadku incydentów, do których dochodzi, gdy Polska nie jest w stanie wojny (np. upadek drona), na co zwracał ostatnio uwagę Rzecznik Finansowy.
Na tym jednak nie kończą się wątpliwości dotyczące takich polis.
Rzecznik Finansowy w swojej najnowszej analizie zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: samo określenie w polisie, że ochroną objęte jest "uderzenie lub upadek statku powietrznego", nie musi oznaczać, że ubezpieczyciel zapłaci za każdą szkodę spowodowaną przez drona. Znaczenie może mieć m.in. to, czy urządzenie spadło przypadkowo, czy zostało celowo skierowane w budynek.
Co z ratą po mobilizacji?
Drugim problemem jest sytuacja osoby, która zostaje powołana do wojska i traci możliwość regularnego spłacania kredytu. Czy bez specjalnych przepisów może powołać się w sądzie na siłę wyższą albo nadzwyczajną zmianę stosunków z art. 357¹ Kodeksu cywilnego?
– Bez specustawy rozwiązanie problemów zmobilizowanego obywatela z terminowym regulowaniem spłat rat kredytu może być trudne. Wojna może zostać uznana za siłę wyższą, ale przy kredycie niewiele to zmienia. Siła wyższa może wyłączyć odpowiedzialność odszkodowawczą, jednak nie zwalnia z obowiązku zapłaty długu pieniężnego, a odsetki za opóźnienie należą się niezależnie od jego przyczyny – zaznacza dr Kozak-Hamala.
Jak tłumaczy dalej prawniczka, większe możliwości daje sądowa klauzula nadzwyczajnej zmiany stosunków, a wojna jest klasycznym przykładem takiej zmiany.
– Trzeba jednak pamiętać, że według orzecznictwa Sądu Najwyższego nie wystarczy powołać się na nadzwyczajną zmianę stosunków w procesie wytoczonym przez bank i kredytobiorca musi sam wystąpić z powództwem lub pozwem wzajemnym. Konieczne byłoby też wykazanie, że przyczyną braku terminowej spłaty rat kredytu są wojna i mobilizacja obywatela, a nie jego wcześniejsza sytuacja finansowa.
Prawniczka wskazuje też na doświadczenia Ukrainy. Tam wojna od lat wpływa na sytuację osób spłacających kredyty.
– W przypadku kredytów zaciągniętych po wybuchu wojny w Ukrainie banki mogą też podnosić, że ryzyko konfliktu było w jakimś stopniu przewidywalne. Gdyby sąd uznał powództwo kredytobiorcy powołującego się na klauzulę nadzwyczajnej zmiany stosunków za zasadne, należałoby się spodziewać raczej wydłużenia okresu kredytowania czy odroczenia płatności rat, być może zmniejszenia ich wysokości niż raczej samego umorzenia długu – zauważa.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Co może zrobić kredytobiorca już teraz?
Czy można się jakoś finansowo przygotować na sytuację, w której zostaniemy powołani do wojska i przez jakiś czas nie będziemy mogli normalnie pracować? Honorata Skrzypek-Komorowicz radzi, aby zrobić to samo, co powinien robić każdy kredytobiorca.
– Przede wszystkim warto zbudować poduszkę finansową na 3–6 miesięcy, rozważyć dywersyfikację oszczędności i śledzić komunikaty ze sprawdzonych źródeł, nie ulegając panice. Nie ma sensu podejmować decyzji finansowych, kierując się strachem, szczególnie że nie ma bezpośredniego zagrożenia.
Jak dodaje, w sytuacji kryzysowej mogą pojawić się rozwiązania systemowe.
– Jeśli najgorszy scenariusz się zrealizuje, a jest na to niewielka szansa, wtedy zobaczymy, jakie narzędzia się pojawią. Państwo będzie musiało zareagować, a doświadczenia historyczne i obowiązujące regulacje prawne pozwalają nam sądzić, że kredytobiorcy najprawdopodobniej nie zostaną z tym sami. Państwo ma wbudowane narzędzia ochrony, a banki mają interes w tym, żeby pomóc klientom nie zbankrutować.




