
W 2027 roku Litwa, Łotwa i Estonia prześcigną Polskę, przeznaczając na zbrojenia rekordowe 5 proc. PKB. Taki spadek w procentowym rankingu z pewnością nie spodobałby się Donaldowi Trumpowi, który od lat rozlicza sojuszników z wskaźników PKB. W rzeczywistości kalkulacja pokazuje zupełnie jednak inny obraz siły polskiej armii.
Zmiana na szczycie listy liderów wydatków wschodniej flanki NATO wywołała falę dyskusji. Państwa bałtyckie podnoszą poprzeczkę do 5 proc. PKB, my schodzimy do 4,5 proc. Prawda jest taka, że nominalna kwota 198 miliardów złotych deklasuje budżety naszych sąsiadów.
Iluzja statystyki i rozczarowanie Trumpa. Czy Polska naprawdę przestaje być liderem wydatków NATO?
W nagłówkach serwisów ekonomicznych i obronnych pojawiła się wiadomość, która na pierwszy rzut oka może wywołać niepokój: Polska, która w 2025 roku była niekwestionowanym liderem NATO pod względem procentowego udziału wydatków na obronność w PKB, w kolejnych latach ustępuje miejsca państwom bałtyckim.
W 2027 roku Litwa, Łotwa i Estonia zamierzają przeznaczyć na swoje siły zbrojne po 5 proc. PKB. Tymczasem polski budżet obronny zaplanowano na kwotę 198 mld zł – co przy prognozowanym wzroście gospodarczym oznacza spadek udziału wydatków obronnych poniżej poziomu 4,5 proc. PKB.
Przypomnijmy, że gdy Domański pokazał nowy budżet i obniżkę PIT, obronność okazała się jedną z dwóch pozycji rosnących najszybciej – obok ochrony zdrowia z kwotą 274 mld zł.
Taki zapis w tabelach z pewnością obudziłby niezadowolenie u Donalda Trumpa, który od lat traktuje wskaźnik "procent PKB" jako jedyną miarę lojalności i zaangażowania sojuszników w NATO. Warto jednak rozbić te statystyki na czynniki pierwsze, bo pokazują one klasyczną iluzję statystyczną.
Procenty kontra pieniądz. Porównanie jest mylące
Mierzenie potencjału militarnego wyłącznie w relacji do PKB zaciemnia obraz rzeczywistości. Pięć procent PKB niewielkiego państwa o skromnej gospodarce to w wartościach bezwzględnych kwota, za którą trudno kupić choćby jedną nowoczesną eskadrę myśliwców wielozadaniowych.
Rzućmy więc okiem na portfele, a nie procenty. Litwa, Łotwa i Estonia wydadzą w 2027 roku na zbrojenia równowartość 5 proc. swoich PKB. Będzie to odpowiednio 3,8 mld euro, 2 mld euro i 2,1 mld euro. Łącznie planują wydać 7,9 miliarda euro. W tym czasie Polska wyłoży na zbrojenia ok. 46 mld euro (ok. 198 mld zł).
Fakty są więc takie, że Polska wyda na obronność blisko 6-krotnie więcej niż Litwa, Łotwa i Estonia razem wzięte. Nasi bałtyccy partnerzy, ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo z Rosją i niewielką głębię strategiczną, podejmują heroiczny wysiłek budżetowy, ale ich wydatki w przeliczeniu na twardą walutę stanowią kroplę w morzu potrzeb nowoczesnego teatru działań wojennych.
SAFE i zwolnienia z VAT podnoszą realny strumień
Ponadto, jak wyjaśnia wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, realny strumień pieniędzy płynący do polskiego wojska będzie jeszcze wyższy. Część zakupów sprzętowych zostanie sfinansowana z unijnego instrumentu pożyczkowego SAFE oraz zwolniona z podatku VAT, co w oficjalnych statystykach budżetowych nie podbija poziomu PKB, ale fizycznie dostarcza sprzęt do jednostek.
Presja na wzrost tych nakładów jest zresztą jak najbardziej realna. Tusk na odprawie w RCB bez ogródek stwierdził, że eskalacja ze strony Rosji stała się faktem, a drony spadają dziś kilometr od polskiej granicy.
Bałtowie mają ku swojemu wysiłkowi bardzo konkretne powody. Niedawno drony nad dwoma krajami NATO – Estonią i Rumunią – zmusiły władze do ogłaszania alarmów, a jeden z bezzałogowców leciał wprost na miasto przy granicy z Rosją.
Zobacz także
Jak wygląda reszta Europy?
Podczas gdy wschodnia flanka utrzymuje bardzo wysokie tempo, Europa Zachodnia dopiero budzi się z głębokiego snu. Ale też planuje duże wydatki. Niemcy, uwzględniając specjalny fundusz, przeznaczą na obronność prawie 140 mld euro (ponad 3 proc. PKB) – to ich najwyższy poziom wydatków od zakończenia zimnej wojny.
Finlandia zwiększy budżet nominalnie o 600 mln euro, osiągając poziom 7 mld euro. Czechy planują stabilne 2 proc. PKB. Za to Słowacja i Węgry nie przewidują znaczących wzrostów ponad poziom bazowy.
Osobnym wątkiem pozostaje amerykańska obecność w regionie. Choć Donald Trump ogłosił "wspaniałe wieści" o postępach w sprawie stałej bazy USA w Polsce, ostateczne decyzje zapadną dopiero po zakończeniu amerykańskiego przeglądu rozmieszczenia sił w Europie.
Eksport polskiej broni. Popyt duży, ale fabryki nie nadążają
Równolegle z dyskusją o budżecie pojawiły się dane dotyczące polskiego eksportu uzbrojenia. Rok 2026 przyniósł pierwszy od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie spadek wartości sprzedanej za granicę broni – z 3,1 mld euro w 2025 roku do 2,5 mld euro.
Nadal jest to jednak wynik nieporównywalnie wyższy niż w 2021 roku, kiedy nasz eksport wynosił skromne 500 mln euro.
Głównym problemem polskiej zbrojeniówki nie jest brak chętnych na zakupy, ale wąskie gardła produkcyjne. Jak zauważa były ambasador Polski na Łotwie Jerzy Marek Nowakowski, zagraniczni kontrahenci zasypują polskie zakłady zapytaniami ofertowymi – w szczególności o przenośne zestawy przeciwlotnicze Piorun oraz pojazdy minowania narzutowego Baobab.
Indie jako potencjalny wielki rynek
Polska nie ma jednak obecnie mocy przerobowych, by zrealizować wszystkie zamówienia od ręki. Potencjalnie wielkim rynkiem stają się Indie, które zakupiły polski sprzęt za skromne 1,7 mln euro, ale wykazują ogromne zainteresowanie systemem Baobab.
Warunek powodzenia transakcji jest jeden: polskie wojsko musi samo masowo zamawiać ten sprzęt, bo – jak przypominają eksperci – żaden zagraniczny rząd nie kupi broni, której nie używa armia producenta.
Krajowe zamówienia rzeczywiście idą w tym kierunku. Zapowiadane rażenie na 1000 km to element szerszej rozbudowy zdolności sił zbrojnych, w której rodzimy przemysł ma odgrywać kluczową rolę.
Warto przy tym pamiętać, że skala potrzeb wynika nie tylko z geopolityki, ale i z rachunku strat. Prawie pół biliona złotych strat wojennych – tak GUS oszacował skumulowany ubytek polskiego PKB w latach 2022–2025 w efekcie rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Z perspektywy gospodarczej zbrojeniówka jest dziś jednym z najmocniejszych kół zamachowych. Dane pokazują, że polski przemysł coraz śmielej wchodzi na światowe rynki, a doświadczenia eksportowe z innych branż pokazują, że bez mocy produkcyjnych nawet najlepszy produkt nie utrzyma pozycji.






