kobieta pakująca plecak ewakuacyjny
Wojna nie przyjedzie czołgiem pod twój blok. Zacznie się od zgaszonego światła Fot. Pixel-Shot / Shutterstock

Hollywoodzkie wyobrażenie wojny z karabinowymi salwami pod oknami ma się nijak do rzeczywistości XXI wieku. Zanim wystrzeli pierwsza armata, zgaśnie światło, stanie komunikacja miejska, a w internecie wyleje się fala dezinformacji. Oto, do czego naprawdę szykuje się Rosja i czego uczy nas doświadczenie cywilów z Ukrainy.

REKLAMA

Kiedy politycy i eksperci ostrzegają przed eskalacją i działaniami Rosji, wielu Polaków myśli o froncie, bombach i okopach. W rzeczywistości największym zagrożeniem dla zwykłego obywatela jest nagłe załamanie infrastruktury krytycznej i permanentny strach. Polska już dzisiaj znajduje się na celowniku wojny hybrydowej. Odsłaniamy kulisy taktyki "szarej strefy" i tłumaczymy, jak zbudować osobistą odporność w świecie cyfrowego chaosu.

Wojna nie przyjdzie w czołgu pod twój blok

Zniszczone elektrociepłownie, wielogodzinne braki prądu, zablokowane bankomaty i cyberataki na transport. Tak wygląda codzienność milionów cywilów za naszą wschodnią granicą. Tajemnicze pożary, zakłócanie sygnału GPS, uszkodzenia torów i podważanie zaufania do państwowych alertów – to już mamy my i musimy być gotowi na więcej.

Największą bronią wroga w walce podprogowej nie są rakiety, lecz chaos, dezinformacja i poczucie bezradności. Zamiast ulegać strachowi, warto zrozumieć, jak działa nowoczesny konflikt i jak proste środki ostrożności pozwalają zachować pełną kontrolę nad bezpieczeństwem własnej rodziny.

Kiedy w mediach pojawiają się (a już się pojawiają) nagłówki ostrzegające przed agresywną polityką Rosji, reakcje społeczne wciąż biegną utartym torem. Jedni wpadają w panikę, wyobrażając sobie kolumny czołgów przetaczające się przez polskie osiedla, inni zbywają ostrzeżenia pobłażliwym uśmiechem, uznając, że linia frontu jest przecież daleko.

Obydwie te grupy ulegają jednak tej samej iluzji. Wojna XXI wieku nie zaczyna się od gwizdu pocisków i świstu kul nad głowami cywilów. Zanim na granicy pojawi się chociaż jeden wrogi żołnierz, agresor uderza w przestrzeń, która jest dla nas najbardziej wrażliwa – w niewidzialną tkankę naszej codziennej wygody.

Szef MSZ nie owija tego w bawełnę. Już w czerwcu Radosław Sikorski bił na alarm przed Rosją, mówiąc wprost o pełnoskalowej wojnie kognitywnej prowadzonej przeciwko Polsce.

Paraliż infrastruktury. Jak wyłącza się współczesne miasto?

Głównym celem współczesnego konfliktu hybrydowego nie jest natychmiastowe zniszczenie fizyczne, lecz doprowadzenie do paraliżu państwa od środka. Zanim opinia publiczna zorientuje się, że doszło do agresji, pierwsze ciosy odczuwa cywil w najprostszych życiowych sytuacjach.

Co to oznacza w praktyce? Na przykład ciemność i brak wody. Skoordynowany atak cybernetyczny na systemy sterujące siecią energetyczną wyłącza prąd w całym powiecie lub województwie. Bez energii stają pompy w wodociągach – w kranach znika woda, a w wieżowcach przestaje działać kanalizacja.

Pamiętacie może jakąś awarię prądu w domu? Było dziwnie, prawda? Ani telewizji, ani telefonu podładować. Światło w łazience nie działa, z lodówki cieknie. Niby mała rzecz, a wytrąca z równowagi.

Co dalej? Systemy bankowe przechodzą w tryb awaryjny. Kasy w supermarketach stają, terminale nie przyjmują kart, a popularny BLIK przestaje odpowiadać. Gotówka w bankomatach kończy się w kilkadziesiąt minut.

Wyłączony lub zakłócony sygnał GPS powoduje, że nawigacja w autach wariuje. Na kolei wykręcane są śruby, niszczone zwrotnice, a na tory zrzucane są przeszkody. Pociągi stają w polach, a komunikacja miejska zmierza w niewłaściwym kierunku.

W miastach wybuchają dziwne, trudne do wytłumaczenia pożary magazynów czy centrów handlowych, których celem jest wywołanie ciągłego poczucia zagrożenia i zaangażowanie wszystkich sił ratowniczych.

Premier mówił o tym publicznie. 5 zdań Tuska na Westerplatte dotyczyło właśnie fali prowokacji i prawdopodobnych aktów sabotażu, w tym pożaru hali zakładów produkujących elementy dronów.

Na Podlasiu 3 Polaków zatrzymanych przez ABW miało tropić wojska NATO dla Rosji – prokuratura postawiła im również zarzuty czynienia przygotowań do dywersji i sabotażu.

Lekcja z Ukrainy. Przetrwać pod ostrzałem infrastrukturalnym

To nie są teoretyczne rozważania. Dokładnie ten sam scenariusz od lat przerabiają nasi sąsiedzi w Ukrainie. Tam walka cywilów toczy się nie tylko w okopach Donbasu, ale i w miejskich blokach Kijowa, Charkowa czy Lwowa.

Główna strategia Rosji wobec ukraińskiej ludności cywilnej opiera się na taktyce "ostrej zimy". Celem zmasowanych ataków rakietowych i dronowych są elektrownie, elektrociepłownie oraz stacje rozdzielcze. Efekt? Cywile spędzają po 12–18 godzin na dobę bez prądu, ciepła i bieżącej wody przy kilkunastostopniowym mrozie.

Ludność cywilna w Ukrainie musiała błyskawicznie przewartościować swoje nawyki. Życie podporządkowane jest tam harmonogramom wyłączeń prądu, a posiadanie naładowanego powerbanku, stacji zasilania i zapasu wody pitnej stało się warunkiem przetrwania, a nie po prostu wygodnym dodatkiem.

Skutki tych uderzeń bywają odczuwalne także po naszej stronie granicy. Kilka dni temu rosyjski dron uderzył w pociąg Kijów-Warszawa zaledwie dwa kilometry od polskiego terytorium. Po co? Żeby postraszyć i pokazać, że transport czegokolwiek na Ukrainę wiąże się z niebezpieczeństwem.

Front informacyjny. Kiedy trole niszczą zaufanie do państwa

Najgroźniejszym elementem wojny hybrydowej pozostaje jednak permanentny strach i całkowity chaos informacyjny. Gdy sieć zaczynają zalewać kontrolowane fale fake newsów, społeczeństwo traci punkt odniesienia.

Właśnie wtedy z sieciowych zakamarków masowo wypełzają opłacane trole i pożyteczni idioci. Ich przekaz jest zawsze precyzyjnie skrojony pod osłabienie państwa: "To nie nasza wojna, po co się mieszamy?", "Alerty RCB to spam i próba kontroli!", "Zobaczcie, państwo ma was w nosie, rzuca wam kłody pod nogi!".

Mechanizm jest przewidywalny. Dezinformacja po ataku dronów rusza zwykle w ciągu kilku godzin: najpierw teza o prowokacji, potem nagrania bez żadnego związku ze zdarzeniem, na końcu podważanie komunikatów wojska i służb.

Problem w tym, że rozpoznanie manipulacji jest znacznie trudniejsze, niż nam się wydaje. Badania pokazują, że dezinformacja zatruwa umysły na tyle skutecznie, że nawet specjaliści miewają z tym kłopot.

Celem tych operacji psychologicznych (PsyOps) jest doprowadzenie do sytuacji, w której obywatel przestaje ufać służbom ratunkowym, policji czy wojsku. Prawda jest jednak brutalna i warto powiedzieć ją wprost: w przypadku masowego kryzysu lub awarii infrastrukturalnej państwo i służby będą w pierwszej kolejności zajęte zabezpieczaniem strategicznych obiektów, szpitali i granic.

Nikt nie przyjedzie do ciebie tylko po to, by przynieść ci gorącą kawę czy naładować ci telefon, bo samolot znowu ma opóźnienie. Za własne podstawowe bezpieczeństwo w pierwszych godzinach odpowiadasz ty sam.

Plecak ewakuacyjny. Wybijmy sobie z głowy mit Rambo

W tym miejscu dochodzimy do pojęcia, które w Polsce wciąż wywołuje kpiące uśmieszki – do słynnego "plecaka ewakuacyjnego". Społeczny sprzeciw wobec tego konceptu wynika z błędnego rozumienia jego roli. Część ludzi wyobraża sobie, że zestaw ewakuacyjny ma służyć do "ucieczki do lasu z nożem w zębach" i żywienia się korzonkami niczym filmowy Rambo.

To całkowita bzdura. Plecak ewakuacyjny to po prostu osobista kapsuła przetrwania na 24 do 48 godzin. Ma ci posłużyć wtedy, gdy z powodu pożaru, skażenia, awarii sieci czy ewakuacji osiedla będziesz musiał spędzić dwie doby w piwnicy, schronie, lokalnej hali sportowej albo u rodziny w sąsiednim powiecie.

To też zapas jedzenia. Specjaliści podkreślają, że na czarną godzinę nie warto kupować ton ryżu, makaronu itp. To musi być jedzenie, które da się wyjąć i zjeść, na zimno.

Warto wiedzieć, że tych samych umiejętności państwo uczy dziś najmłodszych w ramach programu "PWOL Junior", a dorośli mogą korzystać z bezpłatnych zajęć. Uruchomione w tym roku szkolenia wojskowe dla cywilów obejmują przeszkolenie podstawowe, za które uczestnicy otrzymują wynagrodzenie za każdy dzień zajęć.

Przygotowanie to nie panika. To zimna głowa

Wojna hybrydowa żywi się brakiem wiedzy i bezradnością. Gdy obywatel nie wie, jak zareagować na brak prądu czy sygnał syreny, zaczyna panikować – a panika jest dokładnie tym, czego oczekuje wnikający w nasze społeczeństwo agresor.

Widzieliśmy to w praktyce: alert RCB wywołał panikę z samego rana, a zaniepokojeni Polacy zablokowali stronę MSWiA, mimo że komunikat dotyczył zwykłego zagrożenia pogodowego.

Odbierając wrogowi oręż w postaci zaskoczenia, budujemy prawdziwą odporność społeczną. Jeśli ty i twoja rodzina ustalicie prosty plan działania: gdzie się spotykacie, gdy nie ma sieci, gdzie trzymacie latarki, zapas wody i dokumenty – strach natychmiast ustępuje miejsca opanowaniu. A w obliczu jakiegokolwiek kryzysu zimna głowa i przygotowanie to najwyższa i najskuteczniejsza forma obrony.