
Marek Kondrat po 16 latach wraca na duży ekran, i to nie byle gdzie, bo w "Lalce". Aktor wciela się w Ignacego Rzeckiego w nowej superprodukcji Macieja Kawalskiego. Mało kto pamięta, że z powieścią Bolesława Prusa związany był również jego ojciec – Tadeusz Kondrat wystąpił w ekranizacji z 1968 roku u boku Mariusza Dmochowskiego i Beaty Tyszkiewicz. – Zaczęło się to kleić, że można to zamknąć w międzypokoleniowym dialogu – mówił aktor w "Polityce".
16 września na Netfliksa trafiła serialowa "Lalka" Pawła Maślony, a teraz pora na wersję kinową. Film Macieja Kawalskiego, reżysera "Niebezpiecznych dżentelmenów", wszedł do kin w środę i już rozbija bank. W głównych rolach podziwiamy Marcina Dorocińskiego jako Stanisława Wokulskiego i Kamilę Urzędowską jako Izabelę Łęcką.
Obsada jest zresztą iście gwiazdorska. Na ekranie pojawiają się także m.in. Andrzej Seweryn, Agata Kulesza, Maria Dębska, Maja Komorowska, Mateusz Damięcki, Krystyna Janda, Borys Szyc, Maciej Stuhr, Maja Ostaszewska i Dawid Ogrodnik. I oczywiście Marek Kondrat, który po latach postanowił znów stanąć przed kamerą (przy okazji nie omieszkał wbić szpili konkurencyjnej "Lalce").
Marek Kondrat jako Rzecki. W Lalce" grał przed laty jego ojciec Tadeusz Kondrat
W nowej "Lalce" Kondrat gra Ignacego Rzeckiego, starego subiekta, wiernego przyjaciela Wokulskiego i człowieka mocno przywiązanego do przeszłości. – Rzecki to postać z dwóch światów – odchodzącego i obecnego. Ta perspektywa jest mi bardzo bliska i sprawia, że aktualność tej powieści odczuwam szczególnie mocno – mówił aktor w radiowej "Trójce". Co ciekawe, Kondrat ma 75 lat, podczas gdy książkowy Rzecki jest około pięćdziesiątki.
Na decyzję o przyjęciu roli na aktorskiej emeryturze wpłynęła też historia rodzinna. Ojciec Marka, Tadeusz Kondrat, zagrał bowiem w "Lalce" Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 roku (która wywołała burzę i nie zadowoliła Polaków). Wcielił się w starego Szlangbauma, ojca Henryka, którego zagrał Andrzej Płocki.
W filmie Hasa Kondrat pojawia się na ekranie zaledwie dwa razy, ale jego rolę łatwo zapamiętać. Stary Szlangbaum to zamożny żydowski lichwiarz, który zawiera z Wokulskim potajemny układ przed licytacją kamienicy Łęckich. Szczególnie zapada w pamięć scena, w której Szlangbaum mówi do kupca: "Panie Wokulski, niech pan nie robi takich głupstw".
– Sądziłem, że mam z "Lalką" spokój, bo były dwie ekranizacje, w tym Hasa z moim ojcem. A potem zaczęło się to kleić, że można to zamknąć w międzypokoleniowym dialogu – powiedział przy okazji premiery nowej "Lalki" Marek Kondrat w rozmowie z Januszem Wróblewskim w "Polityce".
Tadeusz Kondrat był jednym z tych aktorów, których twarz Polacy dobrze znali, nawet jeśli nie pamiętali nazwiska. Urodził się 8 kwietnia 1908 roku w Przemyślu, a na scenie zaczął występować pod koniec lat 20. XX wieku. Przez lata grał w teatrach w Poznaniu, Krakowie i Warszawie, występował też w kinie i telewizji. Grał m.in. w "Przygodzie na Mariensztacie", "Zemście" i "Sanatorium pod Klepsydrą".
W 1955 roku miał poważny wypadek samochodowy. Doznał ciężkich obrażeń, które odbiły się na jego zdrowiu i utrudniły mu dalszą pracę. Mimo to Kondrat senior nie porzucił aktorstwa i jeszcze przez lata występował. Zmarł 19 czerwca 1994 roku w Skolimowie. Został pochowany na warszawskich Powązkach.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Powrót po 16 latach. Dlaczego Marek Kondrat zniknął z kina?
Dla młodszych widzów Marek Kondrat jest przede wszystkim Adasiem Miauczyńskim z "Dnia świra" albo komisarzem Olgierdem Halskim z "Ekstradycji". Starsi pamiętają go również z "Psów", "C.K. Dezerterów", "Zaklętych rewirów" czy "Pułkownika Kwiatkowskiego". Przez lata był jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów w Polsce. W 2007 roku, po "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" i "Rysiu", postanowił jednak zakończyć karierę.
Powód? Wcale nie chodziło o brak propozycji. Kondrat wyjawił, że poczuł, że w aktorstwie osiągnął już to, co chciał – szczególnie po filmie Marka Koterskiego, za który otrzymał Polską Nagrodę Filmową Orzeł. – Rola w "Dniu świra" była rodzajem przeżycia, które nie zakłada następnych wcieleń – przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". – Mnie [aktorstwo] znużyło, zużyło, mam poczucie, że zagrałem już wszystko – tłumaczył z kolei w wywiadzie dla WP Film.
Na duży ekran wrócił jeszcze na chwilę w 2010 roku, gdy zagrał w "Małej maturze 1947" Janusza Majewskiego. Później definitywnie zakończył karierę aktorską, choć widzowie mogli oglądać go jeszcze w reklamach ING Banku Śląskiego. Nie oznaczało to jednak zawodowej emerytury. Kondrat postawił na inną pasję – wino. Z sukcesem rozwinął własną firmę Kondrat Wina Wybrane. W 2026 roku, po 16 latach, powrócił na ekrany kin.
– W ogóle tego powrotu nie przewidywałem. Odzwyczaiłem się od reżimu filmowego. Nie mam emocji z tym związanych. Wyzbyłem się ich. Mówiąc "nigdy więcej", zaklinając się, że żaden reżyser ani pomysł mnie już nie przekona, nie miałem świadomości, że ten akurat będzie tak blisko. Blisko mojej osobowości, potrzeby literackiej, mojej wrażliwości. Rzetelność Wokulskiego, z drugiej strony jego niespełnienie i uczucie za tym stojące – tą drogą poruszałem się przez całe życie. To takie polskie poza wszystkim – przyznał Marek Kondrat w "Polityce".




