Ząb Giganta na Mont Blanc
Polak 12 godzin wisiał na linie na wysokości 4000 metrów. Dramatyczna akcja na Mont Blanc Fot. Christopher Moswitzer / Shutterstock

Noc spędzona w ulewnym deszczu i chłodzie, zawieszenie na linie nad przepaścią i walka z hipotermią. 20-letni polski wspinacz przeżył na Zębie Giganta prawdziwe piekło. Życie uratowało mu trwające zaledwie chwilę okno pogodowe i precyzyjna akcja włoskich oraz francuskich służb.

REKLAMA

Ratownicy mówią wprost: nie było miejsca na żaden błąd. Gdyby okno pogodowe zamknęło się 60 sekund wcześniej, śmigłowiec z Chamonix nie zdołałby podjąć Polaka wiszącego nad przepaścią w Alpach.

"Padał deszcz, zasypiałam i budziłam się". Koszmar dwojga młodych Polaków w Alpach

Pomyłka przy wyborze drogi zejścia ze słynnego szczytu Dente del Gigante omal nie zakończyła się tragicznie. Podczas gdy 20-letni alpinista utknął w powietrzu, jego 24-letnia partnerka spędziła noc przywiązana do skały.

To miał być kolejny ambitny cel w dorobku dwójki młodych polskich wspinaczy. Ząb Giganta (Dente del Gigante, 4013 m n.p.m.) w Masywie Mont Blanc to jedna z najbardziej ikonicznych i fotogenicznych iglic granitowych w całych Alpach. Zamiast satysfakcji ze zdobycia szczytu doszło jednak do koszmaru, który zapamiętają do końca życia.

Podczas zejścia ze szczytu Polacy pomylili drogi. Związany liną 20-letni alpinista utknął w pustce, wisząc bezpośrednio na linie na wysokości prawie 4000 metrów n.p.m. Jego 24-letnia partnerka znajdowała się nieco wyżej – przywiązana do skały około 40 metrów pod szczytem, bez możliwości udzielenia mu jakiejkolwiek pomocy.

Przez niemal 12 godzin młody mężczyzna wisiał na uwięzi, wystawiony na działanie zimna, wiatru i padającego deszczu.

Telefon o północy i nocny paraliż

Dramat zaczął się w nocy ze środy na czwartek. Około godziny 00:00 do Stacji Centralnej w Aoście wpłynęła rozpaczliwa prośba o pomoc. "Jesteśmy uwięzieni na Zębie Giganta. Nie możemy kontynuować zejścia" – przekazała przez telefon 24-letnia Polka.

Z powodu bardzo złych warunków atmosferycznych – gęstej mgły, opadów i porywistego wiatru – żaden ze śmigłowców ratunkowych we Włoszech ani we Francji nie mógł natychmiast wystartować. Ratownicy wiedzieli, że uwięziony w powietrzu 20-latek walczy z czasem, niebezpiecznym dla życia syndromem zawieszenia oraz hipotermią.

Włoscy przewodnicy z zespołu ratownictwa alpejskiego (Soccorso Alpino Valdostano) oraz żołnierze policji finansowej (SAGF) z Entrèves postanowili nie czekać z założonymi rękami. O świcie ruszyli w górę kolejką linową Skyway Mont Blanc z Courmayeur, po czym w trudnych warunkach pogodowych rozpoczęli pieszą, wycieńczającą wspinaczkę w kierunku uwięzionych Polaków.

Scenariusz, w którym maszyna nie może wystartować, znamy również z polskich gór. Gdy piorun raził turystów na Giewoncie, śmigłowiec TOPR także nie mógł natychmiast poderwać się w powietrze przez panujące warunki.

Kluczowa minuta. Francuzi wchodzą do akcji

Przełom nastąpił około godziny 11:00 rano. Nad Masywem Mont Blanc doszło do nagłego, ale bardzo krótkiego przejaśnienia. Ratownicy z francuskiego oddziału PGHM (Peloton de Gendarmerie de Haute Montagne) z Chamonix błyskawicznie poderwali swój helikopter.

Sytuacja wymagała najwyższej precyzji pilotażu. Francuski helikopter podleciał pod ścianę i za pomocą wyciągarki podjął 20-letniego Polaka, który znajdował się w najbardziej krytycznym położeniu.

"Dzięki przejaśnieniu, które trwało zaledwie kilka chwil, udało się wystartować i przeprowadzić ewakuację. Dodatkowa minuta i dotarcie do tego mężczyzny byłoby niemożliwe" – relacjonowali włoscy i francuscy ratownicy.

Wycieńczony 20-latek został natychmiast przetransportowany do szpitala w Sallanches w Górnej Sabaudii we Francji. Mimo spędzenia 12 godzin na uwięzi w deszczu, jego stan po badaniach oceniono jako stabilny i niezagrażający życiu.

"Padał deszcz, zasypiałam i budziłam się"

Jego 24-letnia partnerka musiała poczekać w ścianie jeszcze kilka godzin, zanim dotarł do niej włoski zespół naziemny, który wspinał się od strony Courmayeur. Przewodnicy dotarli do kobiety znajdującej się 40 metrów pod szczytem, opuścili ją na bezpieczną półkę i eskortowali na dół drogą normalną.

Mimo gigantycznego stresu kobieta znajdowała się w zdumiewająco dobrej kondycji fizycznej i odmówiła transportu do szpitala. Na dole w prostych słowach opisała koszmar przetrwanej nocy:

"Źle się bawiłam, ale nic mi nie jest. Padał deszcz, zasypiałam, potem się budziłam, a potem znowu zasypiałam" – wyznała po zejściu.

Nocne akcje to codzienność ratowników

Podobne scenariusze rozgrywają się także w Tatrach. W jednej z najgłośniejszych akcji ostatnich lat 44 ratowników ruszyło w nocy po turystki, które utknęły na Świnicy przy temperaturze poniżej zera.

Problemem bywa też nawigacja. Latem głośno było o sytuacji, gdy turyści zapytali AI o skrót w Tatrach i musiał lecieć po nich śmigłowiec – chatbot wskazał im przejście prowadzące w teren wspinaczkowy.

Tragiczny kontrast w Alpach

Podczas gdy akcja na Mont Blanc zakończyła się niemal cudownym ocaleniem dwójki młodych Polaków, tego samego dnia we włoskich Alpach doszło do tragedii z udziałem innego turysty. W rejonie Belluno, na ścieżce dojazdowej do via ferraty D'Ambros nad San Nicolò Comelico, turysta spadł w przepaść. Towarzyszący mu wędrowiec słyszał jedynie odgłos upadku – poszukiwania potwierdziły śmierć piechura.

Polskie góry również zbierają żniwo. We wrześniu nastąpił tragiczny finał poszukiwań w Tatrach, w których zginął 27-letni turysta z Polski – w akcję zaangażowano TOPR, słowacką HZS, drony i mobilną stację BTS.

Kto płaci za ratowanie w górach

Warto pamiętać, że w Polsce akcje ratownicze są bezpłatne, ale w Alpach reguły są zupełnie inne – we Włoszech i Francji koszt użycia śmigłowca liczony jest w tysiącach euro. Również u nas system finansowania się zmienia: Ministerstwo chce podnieść opłaty w górach, doliczając specjalną opłatę ratowniczą do biletów wstępu do parków narodowych.

Nocne wydarzenia na Zębie Giganta pokazują po raz kolejny, jak potężne siły panują w wysokich partiach gór. Dzięki profesjonalizmowi ratowników z Włoch i Francji, opanowaniu 24-latki i łutowi szczęścia przy oknie pogodowym polscy wspinacze wrócą do domu żywi.