Drożyzna wróci ze zdwojoną siłą? Zuber o ryzyku dla polskiej gospodarki
Drożyzna wróci ze zdwojoną siłą? Zuber o ryzyku dla polskiej gospodarki. fot. naTemat

Dobre czasy nie będą trwały wiecznie, a Polska nie odłożyła pieniędzy na złe. Marek Zuber ostrzega, że kolejny poważny kryzys zastałby nas z rosnącym długiem i niewielkim polem manewru. Ekonomista wskazuje, że dalsze zadłużanie powinno służyć inwestycjom wzmacniającym gospodarkę. Jeśli pieniądze pójdą na przedwyborczą licytację, rachunek możemy odczuć w podatkach, publicznych wydatkach i własnych portfelach.

REKLAMA

Wzrost gospodarczy, rosnące wynagrodzenia i ambicje dołączenia do grona największych gospodarczych potęg – G20. A jednocześnie coraz trudniejsze pytania o to, na co jeszcze stać państwo.

W "Rozmowie naTemat" ekonomista Marek Zuber studzi zarówno zbytni optymizm, jak i zapowiedzi natychmiastowej katastrofy. Polska ma szansę uniknąć bolesnego scenariusza, ale czas dobrej koniunktury powinien służyć przygotowaniom na gorsze lata. Zdaniem ekonomisty tę lekcję zaniedbaliśmy.

Dobra koniunktura minęła

Zuber przypomina, że kryzysy są częścią historii gospodarczej. Rozwój technologii, także sztucznej inteligencji, nie daje podstaw, by ogłosić koniec tej cykliczności. Nie wiemy, kiedy przyjdzie kolejny poważny wstrząs i jaką będzie miał skalę. Możemy jednak ocenić, z jakim zapasem bezpieczeństwa Polska w niego wejdzie.

– Nie mamy po prostu już dzisiaj buforów. Nie mamy rezerw. Nie zrobiliśmy sobie tej rezerwy w bardzo dobrych czasach – mówi ekonomista.

Jak dodaje, w okresie szybkiego wzrostu gospodarczego zwiększaliśmy wydatki i nadal się zadłużaliśmy. Tymczasem dobra koniunktura dawała możliwość przygotowania finansów państwa na moment, w którym dochody przestaną rosnąć tak szybko, a potrzeby gwałtownie się zwiększą.

Dlatego kryzys porównywalny z tym z 2008 roku mógłby dziś oznaczać znacznie bardziej dotkliwe konsekwencje. Ekonomista ostrzega, że konieczność porządkowania finansów publicznych Polacy mocno odczuliby na własnej skórze.

Dług ma swoją historię. I coraz wyższy rachunek

Marek Zuber odrzuca opowieść, że problemy pojawiły się nagle. Wskazuje na nałożenie się kilku kosztownych procesów: rozbudowy świadczeń społecznych, zadłużenia z czasu pandemii oraz zwiększenia wydatków na obronność. Dochodzi do tego koszt obsługi długu. Państwo musi płacić odsetki, a zapadające zobowiązania zastępować kolejnymi.

– Po pierwsze, to żadne zaskoczenie. Tak, to musiało się tak skończyć. Było tylko pytanie, jaka będzie skala tego wszystkiego – ocenia.

Ekonomista nie zwalnia z odpowiedzialności obecnej koalicji. Zauważa, że ograniczanie wydatków wiąże się z kosztem politycznym, ale trudności nie oznaczają, że rząd nie mógł nic zrobić.

Przestrzega też przed prostym uspokajaniem opinii publicznej samym wzrostem PKB. Ten sam poziom zadłużenia może być akceptowany przez inwestorów przy dobrej koniunkturze i stać się poważnym problemem, gdy gospodarka zwolni. Wtedy znacznie trudniej przekonać pożyczających pieniądze, że państwo bez kłopotów wywiąże się ze zobowiązań.

Polska na drodze Grecji? Jeszcze można zawrócić

W rozmowie pada porównanie do Grecji. Zuber zastrzega jednak, że Polska jest na początkowym etapie niebezpiecznej drogi i może uniknąć kryzysu zadłużenia. Nie przedstawia upadłości państwa jako przesądzonej przyszłości. W ogóle w danych tego nie widać, na dziś – zdaniem Zubera – daleko nam do powtórki tego, co działo się w Grecji.

Dużo zależy od tego, na co wydamy kolejne pożyczone pieniądze. Ekonomista wskazuje energetykę, obronność, inwestycje hydrotechniczne, kolej i nowe technologie. Takie nakłady mogą zwiększać konkurencyjność gospodarki i budować jej zdolność do zarabiania w przyszłości. Ważne również, by korzystały na nich polskie firmy.

Znacznie groźniejszy byłby przedwyborczy wyścig na nowe, stałe wydatki. Zuber przywołuje brytyjski kryzys z 2022 roku, gdy zapowiedzi polityki gospodarczej rządu wywołały gwałtowną reakcję rynków. Ostrzega, że inwestorzy mogą szybko wymusić odwrót od obietnic. W takim momencie oszczędności przestają być spokojnie planowanym wyborem i stają się koniecznością.

Rachunek może przyjść także w racie kredytu

Na napięte finanse państwa nakłada się ryzyko kolejnego wzrostu cen. Droga ropa zwiększa koszty transportu i produkcji, które z czasem trafiają do cen towarów. Wysokie ceny gazu uderzają w ogrzewanie i przemysł. To może ograniczyć realny wzrost wynagrodzeń i osłabić konsumpcję.

Podstawowy scenariusz Zubera zakłada utrzymanie stóp procentowych bez zmian przez dłuższy czas. Jeśli jednak drogie surowce ponownie podbiją inflację, ekonomista dopuszcza powrót podwyżek. Kredytobiorcy zamiast kolejnej ulgi mogliby więc zobaczyć wyższe raty.

Ostrzeżenie płynące z rozmowy jest konkretne: kolejnego kryzysu nie da się wykluczyć, ale można ograniczać jego przyszłe koszty. Każda nowa obietnica finansowana długiem powinna dziś prowokować pytanie, co zostanie po niej wtedy, gdy przyjdą gorsze czasy.

Całą "Rozmowę naTemat", której gościem jest Marek Zuber, można obejrzeć na górze strony oraz na naszym kanale YouTube pod tym linkiem.