
Za dolara trzeba dziś zapłacić według NBP 3,88 zł, a złoty słabnie jednocześnie do dolara, franka, euro i funta. "Są takie dni na rynku walutowym, kiedy wszystko układa się przeciwko jednej walucie, choć jednocześnie z tą walutą nie dzieje się nic szczególnego." – stwierdza Michał Stajniak, szef Działu Analiz XTB. Skąd więc ten ruch?
Dolar jest najmocniejszy od trzech miesięcy, a euro najsłabsze od szesnastu. "To nie jest lokalna korekta, tylko przebudowa globalnej ceny pieniądza, a złoty jest w tej przebudowie pasażerem bez biletu" – ocenia analityk. Widzi w tym wielką zmianę tego, ile kosztuje pożyczanie pieniędzy na świecie.
Złoty słabnie przez dolara, a nie przez ucieczkę kapitału
Wczoraj (30 września) warszawska giełda rosła, a rentowności polskich obligacji spadały, więc państwo mogło pożyczać taniej. Polskie akcje były w trzecim kwartale wśród najlepszych na świecie, więc według analityka XTB inwestorzy nie wycofują pieniędzy z Polski.
"Dzisiejsza słabość złotego jest zjawiskiem czysto walutowym i wynika z mechaniki dolara, a nie z tego, że ktokolwiek przestał wierzyć w polskie aktywa" – zauważa Stajniak. Mówiąc prościej: kłopot to mocny dolar, a nie utrata zaufania do polskiej gospodarki.
Waluta słabnąca z powodów globalnych potrafi odbić równie szybko, jak spadła, a taką, z której inwestorzy uciekają, widać choćby na tureckiej lirze. Autor dodaje, że złotemu szkodzą też długoterminowe kłopoty z finansami państwa.
Zobacz także
Dlaczego złoty ma się gorzej niż inne waluty? Paliwa, stopy i euro
Polska kupuje za granicą dużo energii, więc przy drogiej ropie wychodzi na tym gorzej niż inni. Wrześniowa inflacja podskoczyła do 4 proc. z 3,4 proc. miesiąc wcześniej, a paliwa podrożały o ponad 36 proc. rok do roku, najszybciej od pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Drugi kłopot to stopy procentowe. Rynek w USA liczy się z czterema podwyżkami, w Polsce z podobną liczbą, ale bank centralny nie mówi o tym głośno. Rada Polityki Pieniężnej na przyszłotygodniowym posiedzeniu prawdopodobnie zostawi stopy procentowe bez zmian, a rozmowa o podwyżkach zacznie się dopiero w listopadzie.

Trzeci aspekt to euro. Francja szykuje rekordową emisję długu na przyszły rok, a fundusze hedgingowe (duzi inwestorzy grający na wahaniach kursów) kupują zabezpieczenie przed spadkiem euro w ilościach dwukrotnie większych niż zakłady w drugą stronę.
"Złoty jest handlowany głównie przez skrzyżowanie z euro, więc kiedy euro tonie, złoty idzie za nim bez pytania o zdanie" – tłumaczy Stajniak. Po prostu kurs złotego w dużej mierze wynika z kursu euro.
Mocny dolar mimo dobrych danych z USA. Co dalej ze złotym?
Wczoraj w USA poznaliśmy inflację PCE, jedną z miar wzrostu cen. Bazowa wyniosła 3,0 proc. zamiast prognozowanych 3,3 proc. Takie dane powinny osłabić dolara i przez chwilę tak było. Potem rynek przesunął oczekiwania co do podwyżek stóp w USA zamiast je skasować, trochę jak z przełożeniem wizyty u dentysty: ból nie znika, tylko zmienia datę.
Szanse na podwyżkę w październiku spadły z około trzech czwartych do niecałych 40 proc., ale na grudzień rynek wycenia już 1,2 podwyżki. Przedstawiciele Fed (amerykańskiego banku centralnego) dali po danych do zrozumienia, że dla nich nic się nie zmieniło. "Kiedy bank centralny publicznie ignoruje dobrą dla siebie publikację, rynek przyjmuje to do wiadomości i przestaje grać na złagodzenie" – ocenia Stajniak.
Do tego wraca ropa po 100 dolarów (ok. 388 zł), bo wczorajsza przecena okazała się tylko chwilowa. Droga energia podbija inflację, a wyższe stopy w USA ściągają pieniądze do dolara.
W piątek (2 października) poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy, ekonomiści spodziewają się 85 tys. nowych wakatów. Mocny wynik zepchnie euro jeszcze niżej, a razem z nim złotego. Słaby da pierwszą od tygodni szansę, że inwestorzy zaczną wycofywać zakłady na dalszy wzrost dolara. Złoty może na razie tylko czekać.






