Ofertę na milion euro zignorował, dziś odsłania karty. Michał Fuja o mrocznym świecie wokół Zondy
Ofertę na milion euro zignorował, dziś odsłania karty. Michał Fuja o mrocznym świecie wokół Zondy Fot. naTemat.pl

Próby zastraszania dziennikarzy, polityczne układy, miliony płynące do prawicowych fundacji i tajemnicze zniknięcie założyciela BitBaya. W najnowszym podcaście "Allegro ma non troppo" Jacek Pałasiński rozmawia z Michałem Fują z TVN24 – człowiekiem, który od lat prześwietla najgłośniejszą aferę kryptowalutową w Polsce.

REKLAMA

Sześć lat temu zaoferowano mu ogromne pieniądze za milczenie, a potem grożono. Dziś reporter "Superwizjera" zdradza, jak gigantyczna giełda kryptowalut korumpowała przestrzeń publiczną, inwestowała w mecenat polityczny i szkoliła policjantów, mimo że znajdowała się na czarnej liście KNF.

Miliony dla TV Republika, PKOl i polityków. Jak kryptogigant kupował sobie nietykalność

Sponsoring Polskiego Komitetu Olimpijskiego na chwilę przed bankructwem, propozycja zakupu udziałów w Telewizji Republika i wpłaty na fundacje polityków Zjednoczonej Prawicy. Michał Fuja w rozmowie z Jackiem Pałasińskim tłumaczy, jak Zonda Crypto budowała parasol ochronny nad swoją działalnością.

Sprawa giełdy BitBay (później przekształconej w Zonda Crypto) od miesięcy elektryzuje polską opinię publiczną. Historia, w której mieszają się miliardowe przepływy finansowe, tajemnicze zniknięcie założyciela giełdy Sylwestra Suszka, wyroki sądowe oraz wielomilionowe wpłaty na rzecz polityków i mediów, stała się głównym tematem najnowszego odcinka podcastu Jacka Pałasińskiego "Allegro ma non troppo".

Gościem programu był Michał Fuja – dziennikarz śledczy "Superwizjera" TVN, który wraz z Szymonem Jadczakiem z Wirtualnej Polski od lat prześwietla kulisy tej afery.

Dla porządku przypomnijmy, o co chodzi w aferze Zondacrypto – mówimy o platformie, na której klienci stracili co najmniej 350 mln zł, oraz o śledztwie w sprawie piramidy finansowej.

Milion euro za milczenie i groźby z Osamą bin Ladenem

Historia śledztwa dziennikarskiego wokół BitBaya ma swój dramatyczny początek sześć lat temu. To wtedy Michałowi Fui zaoferowano najpierw okrągłą sumę w złotówkach, a ostatecznie milion euro za odstąpienie od przygotowywania materiału. Dziennikarz podjął współpracę z prokuraturą i przygotował prowokację, jednak w ostatniej chwili akcja została odwołana przez Prokuraturę Krajową.

Propozycja finansowa połączona była z bezpośrednimi groźbami:

– Tam pojawiły się takie sformułowania, że za te pieniądze to już sam Osama bin Laden mógłby do Polski przyjechać, więc warto je wziąć – wspomina w podcaście Michał Fuja.

Pośrednik, który przyniósł łapówkę, został już prawomocnie skazany. Jednak sprawy dotyczące Przemysława Krala (późniejszego szefa Zonda Crypto) oraz współpracującego z nim detektywa wciąż utknęły w Sądzie Najwyższym. Według Fui, celowe przeciąganie postępowania miało umożliwić Kralowi dalsze kierowanie giełdą.

Rosyjska mafia czy polskie grupy przestępcze?

W przestrzeni publicznej – również z ust premierów czy czołowych polityków – pojawiały się tezy, że za budową i funkcjonowaniem BitBaya stały rosyjskie służby lub mafia z Solncewa. Michał Fuja studzi jednak te teorie i wskazuje na twarde dane.

– Udziały w giełdzie cały czas były w rękach naszych rodzimych przestępców z Śląska i Małopolski. Nie do końca rozumiem, dlaczego tak bagatelizujemy nasze grupy przestępcze, szukając wroga wyłącznie w Rosji. Ci nasi przestępcy wcale nie są słabsi ani mniej niebezpieczni – mówi.

Warto dodać, że wątek nagrań również nie prowadzi tam, gdzie wskazywała polityczna narracja. Jak ustalili dziennikarze, taśmy Zondacrypto rzeczywiście istnieją, ale materiały mają uderzać przede wszystkim w służby.

Parasol ochronny. Pieniądze dla polityków, PKOl i TV Republika

Aby zapewnić sobie nietykalność i uniknąć dociekliwości służb, władze giełdy Zonda Crypto budowały potężny ekosystem wpływów po prawej stronie sceny politycznej. Z dziennikarskiego śledztwa wynika, że zyskami z giełdy zasilano fundacje powiązane z kluczowymi politykami opozycji (m.in. Zbigniewem Ziobrą czy Przemysławem Wipplerem) oraz byłymi funkcjonariuszami CBA.

Kluczowym elementem tej układanki była współpraca z mediami i instytucjami sportowymi:

  • Telewizja Republika: Zonda była jej największym reklamodawcą (pompując blisko 18,5 mln zł). Tomasz Sakiewicz miał ponadto oferować Przemysławowi Kralowi zakup od 5 do 20 proc. udziałów w stacji za 16 milionów złotych.
  • Polski Komitet Olimpijski: na trzy miesiące przed ostatecznym bankructwem giełda podpisała z PKOl-em umowę sponsorską opiewającą na 18,5 mln zł, a prezes Radosław Piesiewicz otrzymał od Krala luksusowy, złoty zegarek.
  • Poselski lobbing: poseł Michał Moskal podróżował na Ibizę na spotkania z Kralem, po czym zaczął wysyłać interpelacje do KNF oraz zgłaszać poprawki do ustawy regulującej rynek krypto.
  • Instytucjonalny absurd. Szkolenia z krypto od giełdy z czarnej listy

    Jednym z najbardziej zdumiewających wątków rozmowy jest bierność i niekonsekwencja państwowych organów. Komisja Nadzoru Finansowego wpisała Zondę na listę ostrzeżeń publicznych już w lutym 2018 roku.

    Mimo to w kolejnych latach przedstawiciele Zonda Crypto jak gdyby nigdy nic prowadzili oficjalne szkolenia z zakresu kryptowalut dla polskiej Policji (w tym w szkole w Szczytnie), Krajowej Administracji Skarbowej oraz prokuratorów.

    Zgromadzeni na warsztatach urzędnicy uczyli się o rynku od firmy, którą ich własne państwo uznało za niebezpieczną.

    4500 bitcoinów i wiarygodność małego świadka koronnego

    Przemysław Kral tuż przed upadkiem giełdy twierdził, że w portfelu kryptowalutowym znajduje się 4500 bitcoinów (wartych setki milionów dolarów), do których klucze zabrał ze sobą zaginiony w 2022 roku Sylwester Suszek. Michał Fuja kategorycznie demontuje tę narrację.

    – Ten portfel nigdy nie należał do giełdy. To była wyłącznie zasłona dymna mająca zrzucić odpowiedzialność na zaginionego Suszka. Wykorzystano do tego nieaktywny od dekady portfel z tzw. listy wielorybów – mówi.

    Obecnie Przemysław Kral stara się o status małego świadka koronnego i składa szczegółowe wyjaśnienia w prokuraturze. Śledztwo w sprawie Zonda Crypto zostało niedawno przeniesione do Warszawy, gdzie prowadzi je specjalny, 7-osobowy zespół prokuratorów pod kierownictwem prokuratora Wełny.

    Dziennikarze zapowiadają, że to dopiero początek ujawniania prawdy o układach, które przez lata pozwalały przestępcom zarabiać miliardy na naiwności inwestorów.