
Zanim upadła giełda kryptowalutowa Zondacrypto weszła do Polskiego Komitetu Olimpijskiego i doprowadziła do aresztowania Radosława Piesiewicza, jej szef Przemysław Kral kusił milionami piłkarską centralę. Onet ujawnił kulisy poufnego spotkania na włoskim stadionie. Cezary Kulesza chciał jednak znacznie więcej, a fiasko negocjacji skierowało krok krypto-króla w stronę PKOl-u.
Przylot na koszt związku, nocleg opłacony przez szefa Zondacrypto i prezentacja tuż przed meczem Ligi Mistrzów. Odkrywamy kulisy tajnego spotkania w Bergamo. Dlaczego Cezary Kulesza odprawił Przemysława Krala z kwitkiem i jak ta decyzja doprowadziła do największego skandalu w historii polskiego olimpizmu?
Tajny lot do Bergamo i odrzucone miliony. Jak Kulesza mijał się z szefem Zondacrypto
Jesień 2025 roku, włoskie Bergamo. Na stadionie Atalanty za chwilę rozpocznie się mecz Ligi Mistrzów. W specjalnie przygotowanej sali konferencyjnej zasiada delegacja Polskiego Związku Piłki Nożnej pod wodzą prezesa Cezarego Kuleszy, sekretarza generalnego Łukasza Wachowskiego oraz przedstawiciela agencji Publicon Sport. Po drugiej stronie stołu siedzi Przemysław Kral – szef wyrastającej na potęgę giełdy kryptowalutowej Zondacrypto. Tak kulisy spotkania opisuje Onet.
Układ był prosty: PZPN pokrył koszty przelotu swoich działaczy, a Kral zapłacił za ich luksusowy hotel. Celem półtoragodzinnego spotkania było wyciągnięcie od giełdy miliona za milionem na sponsoring reprezentacji Polski.
Dziś, niemal rok po tych wydarzeniach, znamy już opłakane skutki powiązań ze środowiskiem Zondacrypto. A ujawnione przez Onet kulisy włoskich negocjacji stanowią brakujący element w układance, która wysadziła w powietrze Polski Komitet Olimpijski i zszokowała opinię publiczną.
Pycha i zbyt małe miliony. Oferta Krala dla reprezentacji Polski
Przemysław Kral położył na stole propozycję: 10 milionów złotych rocznie za tytuł partnera pierwszej reprezentacji Polski w piłce nożnej. Dla szefa giełdy miała to być przepustka do budowania wiarygodności marki pośród oskarżeń o problemy z wypłacalnością (wcześniej pakował pieniądze m.in. w Juventus Turyn czy Atalantę).
Władze PZPN, usłyszawszy kwotę, tylko skrzywiły się z niesmakiem. Związek porównał ofertę do kontraktu z Orlenem (gwarantującego 40–50 mln zł rocznie) i uznał, że oczekiwania Krala co do ekspozycji logo są wygórowane. Rozmowy zakończyły się kłótnią. Kral miał nazwać działaczy PZPN "nieprofesjonalnymi", zaś ludzie Kuleszy orzekli, że z taką firmą nie warto wchodzić w interesy.
Rozstanie PZPN z Publicon Sport. Kto ściągnął kryptogiełdę?
Po fiasku w Bergamo wokół PZPN zaczął się jednak potężny spór wizerunkowy. Wątek organizacji spotkania doprowadził do trzęsienia ziemi w relacjach z agencją Publicon Sport, która przez lata posiadała wyłączność na pozyskiwanie partnerów dla związku.
Przedstawiciele agencji i działacze zaczęli publicznie przerzucać się winą za to, kto w ogóle wpadł na pomysł ściągania giełdy kryptowalut. Efekt? PZPN właśnie oficjalnie poinformował, że nie przedłuży wygasającej umowy z Publiconem, kończąc wieloletnią współpracę.
Zobacz także
Odrzucona oferta trafiła do PKOl-u. Z opłakanym skutkiem
Gdyby Cezary Kulesza w Bergamo przyjął ofertę Krala, dzisiejszy skandal uderzyłby bezpośrednio w piłkarską reprezentację. Ponieważ jednak PZPN odprawił szefa giełdy z kwitkiem, Kral poszukał kogoś znacznie bardziej podatnego na chciwość. I znalazł – w osobie prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosława Piesiewicza.
W październiku 2025 roku Piesiewicz podpisał z czeską spółką reprezentowaną przez Krala kuriozalną umowę na 18,5 mln zł. PKOl w zamian oddał giełdzie bezprecedensowe prawa: materiały z wizerunkami i głosami polskich olimpijczyków z ostatnich 14 lat, dostęp do danych fanów w mediach społecznościowych, a samych sportowców zmuszono do przyjmowania części premii w... bezwartościowych tokenach cyfrowych. Osobnym rozdziałem tej historii pozostają nagrody dla sportowców, na które medaliści z Mediolanu czekali miesiącami.
Co więcej, umowa przewidywała 50 tys. euro kary dla PKOl za jakąkolwiek krytykę giełdy. Finał? Prokuratura weszła do PKOl-u i UOKiK-u, a Radosław P. usłyszał zarzuty, afera z Zondacrypto rozkręca się na całego. Prezes PKOl został aresztowany pod zarzutami korupcji – miał przyjąć od Krala zegarek wartości około 170 tys. zł za załatwienie przychylności urzędników. Kilka dni później sąd zdecydował ws. aresztu dla Radosława P., posiedzenie trwało do godziny 5 rano.
Kulesza i "solidarność betonowych baronów"
Wydać by się mogło, że po tym, jak afera Zondacrypto zdemolowała PKOl, szef PZPN stanie po stronie czyszczenia środowiska. Nic z tych rzeczy.
W PKOl trwa obecnie procedura odwołania aresztowanego Piesiewicza. Pod wnioskiem o jego wyrzucenie podpisało się 82 ze 106 członków związku. Jak ujawnił Onet, Cezary Kulesza kategorycznie odmówił podpisania się pod wnioskiem.
Ta postawa wywołała wściekłość polityków. Polskie Stronnictwo Ludowe uruchomiło wręcz oficjalny "licznik wstydu", wytykając palcami działaczy sportowych, którzy w imię koleżeńskich układów chronią aresztowanego pod zarzutami korupcyjnymi Piesiewicza.
Taśmy Krala i pętla, która zaciska się wokół układu
Całość wpisuje się w szerszy, mroczny obraz. Przemysław Kral, dociśnięty do muru przez prokuraturę, poszedł na pełną współpracę – już latem pisaliśmy, że Kral z Zondacrypto dogaduje się z ludźmi Żurka. Jak potwierdził minister sprawiedliwości, prokuratura dysponuje zabezpieczonymi taśmami i nagraniami, na których utrwalono prawdopodobnie kulisy finansowania przez Zondacrypto różnych osób i podmiotów, w tym polityków. To właśnie one mogą być największym problemem dla bohaterów tej układanki.
Sprawa z Bergamo pokazuje, że Zondacrypto pukała do wszystkich możliwych drzwi w polskim sporcie i polityce. Cezary Kulesza uniknął wprawdzie wzięcia brudnych pieniędzy na konto PZPN – bo uznał je za zbyt małe – ale jego obecna obrona Piesiewicza pokazuje, że w świecie polskiego betonu sportowego wciąż obowiązuje zasada: "swoich nie wydajemy", nawet jeśli trafiają za kratki z zarzutami łapówkarstwa.






