Donald Tusk, Roman Giertych, Przemysław Kral, Jarosław Kaczyński na tle Zondacrypto
Wszystko, co wiadomo w aferze Zondacrypto Fot. YouTube / naTemat / Zondacrypto / Shutterstock / Youtube.com/ Roman Giertych - oficjalny /

Największa polska giełda kryptowalut miała być dumą rodzimego fintechu. Dziś jej operator jest bankrutem z co najmniej 431 mln 944 tys. euro długu, jej pierwszy twórca od 4 lat pozostaje zaginiony, a prokuratura sprawdza, czy pieniądze klientów nie zasilały fundacji polityków, prawicowej telewizji i konferencji, na której występował m.in. przyszły prezydent. Wyjaśniamy krok po kroku, o co chodzi w aferze Zondacrypto.

REKLAMA

Historia zaczyna się pod koniec marca 2014 roku. Sylwester Suszek zakłada giełdę kryptowalut BitBay wraz z Mateuszem Bajerem i Jackiem Rogożem. Zanim Suszek wszedł na rynek kryptowalut, zajmował się m.in. sprzedażą elektroniki, pośrednictwem finansowym i chwilówkami. BitBay umożliwia handel kryptowalutami, w tym bitcoinem, za złotówki i euro. Przełomem okazuje się gwałtowny wzrost kursu bitcoina w 2017 roku – według relacji medialnych obroty giełdy sięgają wówczas setek milionów euro dziennie.

Od BitBay do Zondacrypto i zniknięcie Sylwestra Suszka

Blask przyszedł razem z cieniem. Już w 2018 roku Komisja Nadzoru Finansowego wpisuje BitBay na listę ostrzeżeń publicznych. W 2021 roku firma przechodzi rebranding – najpierw na Zondę, potem na Zondacrypto – i formalnie osiada w Estonii, gdzie operatorem platformy zostaje spółka BB Trade Estonia OÜ. To właśnie ta konstrukcja okaże się kluczowa cztery lata później.

Od 2021 roku twarzą firmy nie jest już Suszek. Szefem Zondy zostaje Przemysław Kral, prawnik i bliski współpracownik Suszka. Po tajemniczym zniknięciu założyciela w 2022 roku to Kral staje się twarzą Zondacrypto i buduje polityczno-biznesowe kontakty giełdy.

10 marca 2022 roku – tego dnia Sylwester Suszek po raz ostatni widziany jest po południu, gdy wsiada do samochodu na stacji paliw przy ul. Wiosennej w Czeladzi na Śląsku. Po spotkaniu biznesowym, około godziny 15:00, odjeżdża i od tej chwili nie nawiązuje kontaktu z rodziną. Od tajemniczego zniknięcia narosta wiele teorii – od porwania po ucieczkę do raju podatkowego. Prokuratura ma dziś inną hipotezę. Zapytany na początku września w Polsat News, czy Suszek najpewniej nie żyje, Waldemar Żurek odpowiada, że to "poprawny tok myślenia".

Kwiecień 2026. Klienci nie mogą wypłacić pieniędzy, a szef Zondacrypto zapewnia: Nie bankrutujemy

Bomba wybucha wiosną 2026 roku. Zondacrypto przestaje wypłacać klientom pieniądze. 17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczyna śledztwo w sprawie oszustw znacznej wartości i prania pieniędzy. Do prokuratury wpływa kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwie.

Kiedy media informują o problemach z wypłatami, Przemysław Kral w naTemat zapewnia: "Nie bankrutujemy". Przekonuje, że sytuacja jest pod kontrolą i ma jedno źródło – problemy techniczne. – Rzeczywiście opóźniają się płatności, natomiast robimy wszystko, żeby przywrócić regulaminową i terminową wypłatę. Absolutnie nie bankrutujemy, absolutnie zwracamy pieniądze klientom – stwierdza. Wcześniej Money.pl i Wirtualna Polska sugerują spadek rezerw bitcoinów giełdy nawet o 99 proc. W naTemat Kral zapowiada pozwanie redakcji WP i "Gazety Wyborczej".

A potem Kral jeszcze publikuje wpis na X. "Podjąłem decyzję o upublicznieniu adresu portfela zawierającego 4500 bitcoinów o wartości 330 milionów dolarów, by uciąć bezpodstawne oskarżenia o rzekome przywłaszczenie środków" – pisze 16 kweitnia. Problemem w tym, że ani Kral, ani firma nie mają dostępu do tych środków. Ma je – jak tłumaczy prezes – zaginiony Sylwester Suszek. 

A dwa tygodnie po rozmowie z naszą redakcją prezez Zondacrypto żegna się zpracownikami i wydaje polecenie: "Laptopy muszą zostać zwrócone". Dokument jest datowany na 21 kwietnia 2026. Miejsce: Monako. Widnieje na nim podpis Przemysława Krala jako prezesa zarządu reprezentującego spółki w składzie grupy zondacrypto: BB Trade Estonia OÜ, Expofer Servis House S.R.O. i Orion Software Sp. z. o. o.

Zapisy oświadczenia Krala znoszą zakaz konkurencji, wymóg zwrotu kosztów szkoleń i długoterminowe kontrakty B2B. W praktyce oznacza to, że firma ułatwia pracownikom płynne przejście do nowych miejsc pracy.

Szef Zondacrypto idzie na współpracę i zaczyna sypać

24 sierpnia Onet informuje, że Przemysław Kral miał usłyszeć zarzut udziału w oszustwie ogromnych rozmiarów – według portalu to dowód na podjęcie współpracy z prokuraturą i gotowość do składania zeznań w zamian za złagodzenie kary. Według TVP Info chodzi o formułę tzw. małego świadka koronnego. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zasłania się tajemnicą śledztwa i niczego nie potwierdza. Następnego dnia Roman Giertych potwierdza, że od maja jest obrońcą Przemysława Krala, co staje się to osobnym punktem sporu politycznego.

Wcześniej, do 30 lipca 2026 roku równolegle toczą się dwa osobne postępowania: o zaginięcie Sylwestra Suszka i o giełdę. Od sierpnia oba prowadzi Prokuratura Krajowa, wskazując na tzw. łączność podmiotową i przedmiotową. To połączenie jest kluczem do zrozumienia, dlaczego sprawa o niewypłacone kryptowaluty nagle staje się sprawą o zorganizowaną grupę przestępczą i prawdopodobne zabójstwo.

Bankructwo i liczby, które definiują aferę

Tallinn, 27 sierpnia. W Sądzie Powiatowym Harju w Tallinnie sędzia Priit Lember podpisuje postanowienie: BB Trade Estonia OÜ, operator giełdy Zondacrypto, jest upadła od godziny 11:00. Wniosek złożyła austriacka modelka, która miała kryptowaluty w swoim portfelu na giełdzie Zondacrypto.

Pojawiają się też liczby, które definiują całą aferę. Z ustaleń estońskiego syndyka wynika, że giełda mogła być trwale niewypłacalna już pod koniec 2022 roku. Przez kolejne trzy lata przyjmowała jednak wpłaty klientów i została nawet sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Cały ustalony w postępowaniu upadłościowym majątek to około 167 tysięcy euro. Długi: blisko 432 miliony euro. W dokumencie pada też zdanie: nie można wykluczyć, że niewypłacalność spowodowały m.in. czyny noszące znamiona przestępstwa lub poważne błędy w zarządzaniu.

W obiegu funkcjonują jednak trzy różne liczby i warto je rozdzielić. Prokuratura mówi ostrożnie o stratach nie mniejszych niż 350 mln zł. Estoński syndyk ustala 432 mln euro zobowiązań. Straty klientów śledczy szacują na co najmniej 2,4 mld zł. Rozbieżność wynika z tego, że każda z tych kwot co innego mierzy: zarzuty postawione konkretnym osobom, zgłoszone wierzytelności i szacunek całościowy.

Wątek polityczny. Lista, którą opublikowała prokuratura

Ta część afery elektryzuje chyba najbardziej Polskę. Koniec sieprnia. Prokuratura publikuje listę wątków weryfikowanych "w oparciu o zabezpieczony materiał dowodowy": finansowanie przez Zondacrypto fundacji Zbigniewa Ziobry, fundacji Przemysława Wiplera oraz osób z nim współdziałających, Telewizji Republika i jej prezesa Tomasza Sakiewicza, konferencji środowisk konserwatywnych CPAC, ewentualna korzyść majątkowa przekazana szefowi PKOl Radosławowi Piesiewiczowi, (zgadza się na podawanie pełnego imienia i nazwiska), a także działania osób pomagających zbiegłemu Marcinowi Romanowskiemu. Pada przy tym zastrzeżenie, że na tym etapie prokuratura nie może wypowiadać się o stanie materiału dowodowego.

Sam Zbigniew Ziobro nie zaprzecza, że przelew był. Z ustaleń "Superwizjera" TVN24 i Wirtualnej Polski wynika, że jesienią 2025 roku Kral przekazał łącznie 450 tys. zł Fundacji Instytut Polski Suwerennej, w trzech transzach z rachunku swojej kancelarii adwokackiej, z tytułem "darowizna na cele statutowe". Były minister sprawiedliwości, który ukrywał się na Węgrzech, a obecnie w USA, potwierdza kwotę, ale podkreśla, że formalnym darczyńcą była kancelaria, a nie giełda. Ziobro twierdzi, że nie znał biznesmena, nie interesował się kryptowalutami i nie wiedział o postępowaniach dotyczących jego firmy, a pieniądze zaproponował mu Artur Chodziński, były wysoki funkcjonariusz CBA współpracujący z Kralem.

W tle jest legislacja. Jesienią 2025 posłowie PiS składają do ustawy regulującej rynek kryptoaktywów 13 poprawek liberalizujących jej przepisy. Wśród pracujących nad zmianami są Janusz Kowalski i Michał Moskal, ten drugi w sierpniu 2025 spotkał się z Kralem na Ibizie. Moskal uznawany jest za bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego, był szefen gabinetu politycznego prezesa PiS.

Zegarek za 40 tysięcy euro i upadek prezesa PKOl

Dziennikarze Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski i Michał Fuja z "Superwizjera" TVN24 ustają, że Radosław Piesiewicz przyjął od Krala zegarek Patek Philippe Calatrava wart 40 tys. euro. Według dziennikarzy szef PKOl obiecał w zamian wstawiennictwo u byłego premiera i prezesa UOKiK. Piesiewicz potwierdza, że zegarek dostał od Krala, ale tłumaczy, że to Kral miał do niego dostęp, a on później zapłacił gotówką. Zaprzecza, że zegarek był łapówką lub nielegalnym prezentem.

27 sierpnia funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymują Piesiewicza w Warszawie. Prokuratura stawia mu zarzuty faworyzowania wierzycieli (art. 302 kk) i płatnej protekcji (art. 230 kk). Piesiewicz nie przyznaje się do zarzucanego czynu i składa obszerne wyjaśnienia. Ale to niejedyny jego problem: wątpliwości budzą też nagradzanie olimpijczyków tokenami zamiast gotówką i faktury na około 9,3 mln zł, badane od 2025 roku przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku.

Fala zatrzymań: od milionera-spekulanta po dawnego wspólnika Suszka

2 września. Policja i CBA zatrzymują trzy osoby, a podczas przeszukań funkcjonariusze zabezpieczają luksusowe auta, zegarki, biżuterię i znaczną ilość gotówki. Równolegle CBZC zabezpiecza dokumentację w siedzibach Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz UOKiK. Jednym z zatrzymanych okazuje się Rafał Zaorski, przedsiębiorca i spekulant giełdowy, który w 2022 roku kupił najdroższy apartament w Polsce w wieżowcu Złota 44 za 23 mln zł. Przed wejściem do prokuratury rzuca dziennikarzom jedno zdanie: "Jestem poszkodowany". Pozostałe dwie zatrzymane to Jaromira W., była żona przedsiębiorcy paliwowego z Czeladzi podejrzanego o uprowadzenie Suszka, oraz Anna P., zarządzająca bazą paliw, na której zaginiony założyciel giełdy był widziany po raz ostatni.

4 września. Sąd zgadza się na trzymiesięczny areszt dla całej trójki. Anna P. ma trzy zarzuty: udział w zorganizowanej grupie przestępczej w latach 2020–2026, której celem było przejęcie części majątku zaginionego Suszka, wyrządzenie operatorowi Zondacrypto dużej szkody majątkowej oraz utrudnianie postępowania w sprawie pozbawienia wolności Suszka, w tym demontaż i zabór dysku z rejestratora monitoringu ze stacji paliw i nakłanianie do fałszywych zeznań. W przypadku Jaromiry W. pierwszy zarzut dotyczy udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było przejęcie majątku Sylwestra Suszka. Drugi również dotyczy wyrządzenia Zondacrypto szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. Ostatni zarzut dotyczy prania pieniędzy pochodzących z przestępstw związanych z Zondą w wysokości 7,5 mln zł poprzez fikcyjne nabycie nieruchomości. Rafał Zaorski ma jeden zarzut – przywłaszczenie powierzonego mienia operatora Zondacrypto na kwotę 1,7 mln zł. Podejrzanym grozi od 8 do 10 lat pozbawienia wolności.

5–7 września. Zatrzymany zostaje Roman Ż., wieloletni wspólnik Suszka. Służby przeszukują miejsce jego zatrzymania i miejsce zameldowania. Po niemal dwóch dobach czynności rzeczniczka Prokuratury Krajowej Anna Adamiak ogłasza dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy udziału w zorganizowanej grupie mającej popełniać przestępstwa oszustwa komputerowego i wyrządzić szkodę użytkownikom giełdy na kwotę nie mniejszą niż 7,8 mln zł. Drugi dotyczy przywłaszczenia powierzonego mienia – o wartości 7,8 mln zł (środków zainwestowanych przez użytkowników) w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Za te czyny podejrzanemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Roman Ż. nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Sąd uwzględnia wniosek prokuratury i stosuje wobec niego trzymiesięczny areszt tymczasowy.

Sejm, weto i mocne wystąpienie Donalda Tuska

Donald Tusk zastrzega, że nie lubi przesadnych słów, ale sprawę nazywa "śmiertelnie poważną" i określa mianem największej afery w historii polskiej polityki, wymieniając z nazwiska Karola Nawrockiego, Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego.

Kulminacja przychodzi 4 września. Premier pojawia się na sejmowej mównicy z materiałem przekazanym mu przez prokuratora generalnego i odczytuje fragmenty protokołów przesłuchań w sprawie Zondacrypto. W tym zdanie, które błyskawicznie obiegły nagłówki: "Zbyszek ukręci łeb tym sprawom". W materiałach pojawia się też wątek ułaskawienia: według cytowanych przez szefa rządu zeznań jedna z osób miała zapewniać świadka, że po objęciu urzędu przez Karola Nawrockiego możliwe będzie uzyskanie aktu łaski w razie skazania. Premier nie ujawnia jednak pełnego materiału dowodowego.

Polityczny efekt? Żaden, a przynajmniej w głosowaniu. Weto Nawrockiego ws. kryptowalut zostaje utrzymane. Nawet bomba z akt Zondacrypto nic nie daje: za odrzcueniem jest 241 posłów, przeciw 198, przy wymaganej większości 266 głosów. Za wnioskiem opowiadają się kluby KO, PSL, Lewicy, Centrum, Polski 2050 i Razem, przeciw są posłowie PiS, Rozwoju Plus i Konfederacji. To trzecie weto Nawrockiego dla tej ustawy – wcześniej prezydent tłumaczył je tym, że rząd nie uwzględnił większości propozycji jego kancelarii, zapewniając, że sam jest zwolennikiem regulacji rynku i ochrony konsumentów. Przepisy miały m.in. wyznaczyć KNF jako organ nadzorujący ten rynek. Rząd zapowiada kolejny projekt ustawy, prace mają trwać w Ministerstwie Finansów.

Tymczasem we wrześniu 2026 roku Polska nadal nie ma uregulowanego rynku kryptowalut.

Czego wciąż nie wiemy

Po kilkunastu dniach zatrzymań, zarzutów i sejmowych fajerwerków lista pytań bez odpowiedzi jest wciąż długa. Nie wiemy, co stało się z Sylwestrem Suszkiem – jest hipoteza, nie ma ciała ani aktu oskarżenia. Nie wiemy, kto jest na taśmach, którymi dysponuje prokuratura. Nie wiemy, ile realnie odzyskają klienci: przy majątku rzędu 167 tys. euro i długu 432 mln euro perspektywy są, delikatnie mówiąc, marne. I nie wiemy, czy wątki polityczne skończą się aktami oskarżenia.

Warto też pamiętać: żadna z osób wymienionych w tym tekście nie została jeszcze prawomocnie skazana. Zarzut to nie wyrok, a fragment zeznania odczytany przez premiera z sejmowej mównicy to jeszcze nie dowód. Rozstrzygnie sąd, o ile sprawy w ogóle do niego trafi.