
Polacy żyją starciem dwóch "Lalek". Serial Pawła Maślony przyjął formę wariacji na temat prozy Bolesława Prusa, a film Macieja Kawalskiego starał się jak najwierniej zaadaptować powieść mistrza pozytywizmu. Marcin Dorociński, jeden z odtwórców Stanisława Wokulskiego, pokazał klasę swoim wpisem poświęconym dwóm konkurencyjnym adaptacjom.
Serial "Lalka" wyprodukowany przez Netflixa trafił do biblioteki giganta streamingu 16 września, a dwa tygodnie po premierze dzieła Pawła Maślony ("Kos") na dużym ekranie wylądował film "Lalka" w reżyserii Macieja Kawalskiego ("Planeta Singli. Osiem historii"). W pierwszej adaptacji role Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej powierzono Tomaszowi Schuchardtowi ("Dom dobry") i Sandrze Drzymalskiej ("Simona Kossak"). W drugiej kreacje kupca i arystokratki stworzyli Marcin Dorociński ("Teściowie") oraz Kamila Urzędowska ("Chłopi").
Jesień pod znakiem "Lalki" wywołała spore zamieszanie wśród rodzimych widzów, których w przeważającej większości oburzyła netflixowa interpretacja książki Bolesława Prusa. Serial – w przeciwieństwie do nowego filmu – nie grał bezpiecznie (o tym, że "Lalka" z Dorocińskim ukoi serca obrońców klasyki, tyle że ładność to trochę za mało, pisaliśmy w recenzji). Zamiast podręcznikowej adaptacji otrzymaliśmy skąpaną w satyrycznej i kryminalnej konwencji historię o dwóch ludziach, którzy próbują zdjąć z siebie kajdany i przestać być więźniami konwenansów. Ogólnokrajową dyskusję przerwał sam Dorociński.
Marcin Dorociński o dwóch "Lalkach". Pokazał klasę i na dodatek ma rację
W sobotę (3 października) Marcin Dorociński zamieścił w mediach społecznościowych wpis, w którym podsumował ostatnie tygodnie podsycanej przez widzów rywalizacji między dwiema "Lalkami". Obszerną wypowiedź rozpoczął od podziękowań. "Emocje po premierze powoli opadają. Oddaliśmy w Wasze ręce naszą 'Lalkę'. [...] Wasza obecność w kinach to wsparcie nie tylko naszego filmu, ale także dla polskiej kinematografii. Mamy nadzieję, że pełne sale pomogą producentom, dystrybutorom i sponsorom ponownie uwierzyć, że w Polsce można robić kino dobre i dochodowe" – czytamy.
"Czy jest coś piękniejszego niż naród, który debatuje o dziewiętnastowiecznej literaturze? Myślę, że Bolesław Prus gdzieś tam bardzo się cieszy" – napisał Dorociński, wspominając, że XIX-wieczny pisarz liczył na literacką nagrodę Nobla, a dziś cała Polska nadal próbuje zdefiniować wykreowanego przez niego protagonistę. "Dla mnie jako aktora to ogromna satysfakcja" – zaznaczył. Trudno się nie zgodzić. Polacy wojują o "Lalkę" Netfliksa. Na tej całej awanturze zyskuje Prus.
Dorociński przeszedł następnie do oceny serialowej "Lalki", "bardzo nisko" kłaniając się jej twórcom. "Każdy artysta ma prawo do reinterpretacji, zabawy, szaleństwa i przygody. I w taką właśnie szaloną podróż zabrał mnie Paweł Maślona, a ja dałem mu się porwać. Uważam ten serial za znakomity" – oznajmił, gratulując Schuchardtowi i reszcie obsady świetnych występów.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
"Bardzo bym chciał, żebyśmy potrafili rozmawiać o obu 'Lalkach' kulturalnie, bez plemiennych wojen i komentarzy rodem z kibolskich ustawek. Za każdym filmem stoją ludzie, ich praca i emocje. Nie zapominajmy o tym" – przypomniał gwiazdor, zachęcając swoich odbiorców do czytania powieści Prusa.
Swoimi słowami Dorociński wykazał się nie lada profesjonalizmem i kulturą, dostrzegając w obu produkcjach narracyjny i rzemieślniczy potencjał prawdziwego kina oraz telewizji. W internetowej potyczce, mającej na celu wskazanie, która z najnowszych "Lalek" jest lepsza, wybrał szacunek i zrozumienie dla kreatywnych wizji, jakże różnych, ale koniec końców w niemal równym stopniu przyciągających do siebie tłumy. W naTemat podsumowaliśmy wcześniej wielką bitwę "Lalek".




