
Tęskniliście za Morawieckim? Ja trochę tak. Wiecie dlaczego? Bo zawsze miałem pod ręką dużo tzw. lolcontentu i sporo pracy z opisywaniem ekonomicznych bzdur, które opowiada. Jest dobra wiadomość: Morawiecki wraca do dawnej formy. Zaprezentował ją właśnie w RMF FM w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim.
Kiedy wszedł do studia z ekranem smartfona, na którym widniała grafika z Tuskiem z nosem Morawieckiego, i z powagą godną męża stanu oświadczył, że każdy polski kierowca stracił właśnie 3500 zł, wiedziałem, że weszliśmy w krainę politycznej fantastyki. A potem mówił o "ściągalności podatków za pomocą instrumentów informatycznych", kopalniach węgla zwracających się w 5 lat i Malcie jako dowodzie na drożyznę w Polsce.
Czary-mary byłego premiera. Jak Morawiecki chce zlikwidować deficyt bez cięć i podatków?
Morawiecki plątał się w zeznaniach, mylił kontynenty i żonglował danymi bez pokrycia, próbując przekonać Polaków, że tylko jego czarodziejska różdżka uratuje finanse państwa.
Próba zbudowania nowego ruchu politycznego wymaga chwytliwych haseł, ale Mateusz Morawiecki postanowił odpiąć wrotki. Wkroczył do studia, obwieszczając, że "Polacy stracili 108 miliardów złotych, a każdy kierowca stracił 3500 zł" przez brak realizacji obietnic paliwowych obecnego rządu.
Rachunek jest wyssany z palca. W Polsce mamy około 22 milionów zarejestrowanych samochodów osobowych. Mnożąc 22 miliony przez 3500 zł, otrzymujemy około 77 miliardów. Skąd byłemu premierowi wzięło się 108 miliardów? No i czym jest te 3500 zł na kierowcę? Nie wiadomo. Przeciętny Polak przejeżdża rocznie około 12–15 tysięcy kilometrów i zużywa ok. 1000 litrów paliwa. Żeby "stracić" 3500 zł, paliwo musiałoby być na stacjach droższe o 3,50 zł na każdym litrze przez okrągły rok.
To całkowita fikcja bez cienia metodologii. 108 miliardów złotych to kwota większa niż całoroczny budżet na obronność czy zdrowie za czasów jego własnych rządów. Gwoli ścisłości: Morawiecki ponoć pokazywał jakąś grafikę, ale na jego profilach jej nie ma, nie wiadomo też, jakiego okresu dotyczą te dane. Bo być może są prawdziwe, ale niebywale mocno rozciągnięte w czasie.
Dla porządku: po wejściu w życie rządowego pakietu cięcie cen od soboty przyniosło oszczędność rzędu 60–65 zł na jednym tankowaniu, czyli ok. 1260–1365 zł rocznie przy typowym przebiegu. To mniej więcej jedna trzecia kwoty, którą Morawiecki wyrzucił w eter.
Gdzie paliwo jest tańsze? "No... podobno na Malcie!"
Kiedy Terlikowski przytomnie zauważył, że Polska ma obecnie jedne z najniższych cen paliw w Europie, Morawiecki próbował kontrować:
– Nie mamy najniższych! Są państwa, w których są niższe ceny. Stany Zjednoczone! – Ale w Europie… – W Europie też! No... podobno Malta na przykład!
Były premier najpierw myli Europę z Ameryką Północną, a zapędzony w róg wyciąga Maltę – mikroskopijną wyspę ze specyficznym, państwowo dotowanym rynkiem energetycznym i rocznym zużyciem paliw mniejszym niż jedno średnie polskie województwo. Unika przy tym jak ognia faktu, że w Niemczech, Francji, Włoszech czy Czechach kierowcy płacą na stacjach znacznie więcej niż nad Wisłą.
Sprawdziliśmy to zresztą czarno na białym. Zestawienie pokazało, że ceny paliw w Polsce należą do najniższych w Europie – litr benzyny u Niemców był droższy o blisko 1,90 zł, a w Holandii o ponad 2,50 zł.
Różnica w kosztach utrzymania auta jest zresztą tak duża, że stała się podstawą całego procederu przestępczego. Jak opisywaliśmy, tysiące włoskich aut jeździ dziś na polskich tablicach, bo polskie OC i podatki są nieporównywalnie niższe.
Fundusz wyrównywania cen paliw
Potem Morawiecki zaprezentował jeszcze swój pomysł na obniżkę cen paliw. Jego zdaniem środki z podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych powinny trafić do – uwaga – specjalnego funduszu.
– Przynajmniej niech przyjmą nasze poprawki, które dają pieniądze z nadmiarowych zysków do funduszu wyrównywania cen paliw i wtedy każdy kierowca po podaniu numeru rejestracyjnego będzie miał obniżkę automatyczną, a nie z kaprysu tego rządu – mówił Morawiecki. Nie wiem jak wy, ale ja bym wolał nie dawać Morawieckiemu żadnych nowych funduszy.
Zobacz także
Dziura budżetowa? Zlikwiduję ją
Gdy rozmowa zeszła na gigantyczny deficyt budżetowy, Morawiecki zaserwował słuchaczom kolejne ekonomiczne czary-mary. Obiecał zredukować deficyt o 1,5 do 2,3 punktu procentowego (czyli o bagatela 60–70 miliardów złotych).
Jak chce tego dokonać? Bez cięcia wydatków społecznych (800+ zostaje), bez podnoszenia wieku emerytalnego, bez podnoszenia stawek podatkowych. Czym zatem? "Zastosowaniem instrumentów informatycznych" oraz "lepszym ściąganiem CIT-u od międzynarodowych korporacji".
Dokładnie przed taką arytmetyką przestrzegał minister finansów, mówiąc, że "niskie podatki, wielkie wydatki i mały deficyt równocześnie nie działają" i nazywając autorów takich propozycji "partią magików budżetowych".
Morawiecki chwalił się, że w 2020 roku przygotował "budżet bez deficytu". Zapomniał tylko dodać, że ów "zerowy deficyt" był wyłącznie kreatywną księgowością polegającą na wypchnięciu dziesiątek miliardów złotych długu poza budżet – do BGK i PFR, gdzie nie widziały go oficjalne statystyki.
Co więcej, Morawiecki zaatakował w wywiadzie pomysły korekty składki zdrowotnej, grzmiąc o "złodziejach" i krytykując opresyjność Polskiego Ładu... zapominając, że to on sam był architektem i twarzą Polskiego Ładu, który zdemolował polski system podatkowy i obciążył małych przedsiębiorców.
Kopalnie węgla i stopa zwrotu w 5 lat
Kolejny popis niewiedzy lub celowego wprowadzania w błąd następuje przy pytaniu o budowę nowych kopalń węgla na Lubelszczyźnie. Morawiecki przekonuje, że budowa nowych szybów wydobywczych ma pełen sens ekonomiczny, a "stopa zwrotu z takiej inwestycji wynosi od 5 do 8 lat".
Wam też się to nie klei? Podstawowe fakty są takie, że cykl inwestycyjny budowy nowej głębinowej kopalni węgla kamiennego w Europie (od decyzji środowiskowych, przez drążenie szybów, po uruchomienie ściany) wynosi od 10 do 15 lat. A koszt budowy nowej kopalni to miliardy złotych, a przy rosnących opłatach za emisje CO2 (EU ETS) i spadającym popycie żadna nowa kopalnia węgla energetycznego w Europie nigdy nie osiągnie stopy zwrotu w 5 lat. Rzucanie takich liczb to czyste mrzonki i populizm.
Samozaoranie w 30 sekund: "tysiące samorządowców"
Uroczy moment wywiadu nastąpił w chwili, gdy Morawiecki zaczął chwalić się sukcesami organizacyjnymi swojego nowego ruchu "Rozwój Plus":
– Przyjmujemy tysiące ludzi, tysiące samorządowców do nas przystępuje!
– Tysiące samorządowców? Czyli ile?
– Samych samorządowców ponad 1000... no, ale jeśli potraktujemy ich szerzej, jako osoby działające w samorządach, to zgłosiły się tysiące!
W ciągu pół minuty "tysiące wójtów i burmistrzów" skurczyło się do tysiąca bliżej nieokreślonych działaczy, a ostatecznie do petycji wirtualnych. To zresztą bardzo przypomina mi "starego" Morawieckiego. Pamiętam, że jako premier mówił o kosztach jakiegoś programu, że sięgnie 3-4, góra 5, no może 10 miliardów, w każdym razie nie więcej niż kilkanaście miliardów.
Konkretne liczby też nie rozpieszczają lidera Rozwoju Plus. W badaniu Pollstera stara gwardia znalazła się na marginesie, a Nawrocki na podium – byłemu premierowi własny elektorat prawicy przyznał zaledwie 8 proc. wskazań.
Ekonomiczne fantazje to zresztą dziś ulubiony język całej opozycji. Przypomnijmy, że po stronie PiS program gospodarczy ma firmować Daniel Obajtek, a jego debiut w nowej roli zaplanowano na konwencję w Warszawie.
Morawiecki po raz kolejny udowodnił, że matematyka to tylko opinia
Wystąpienie Mateusza Morawieckiego u Tomasza Terlikowskiego pokazało polityka próbującego desperacko utrzymać się na powierzchni za pomocą sprawdzonych, ale całkowicie zgranych metod: straszenia wyimaginowanymi miliardami, żonglowania liczbami i obiecywania gruszek na wierzbie. Nie zliczę, ile razy chwalił sam siebie i swoje rządy.
Były premier wmawia Polakom, że da się obniżyć deficyt, dać darmowe paliwo, wybudować kopalnie i zachować cały socjal wyłącznie za pomocą "instrumentów informatycznych". Czas jednak postawić sprawę jasno: Polacy nie potrzebują ekonomicznych bajek, tylko konkretów, a tych w wywodach lidera Rozwoju Plus nie ma ani grama.






