Andrzej Domański, minister finansów, Hanna Majszczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów
Domański wyszedł pokazać nowy budżet i obniżkę podatków. Przy okazji dobił Nawrockiego Fot. KPRM / Flickr

Rząd przyjął ostateczną wersję budżetu na 2027 rok oraz pakiet przełomowych zmian w podatkach. Minister finansów Andrzej Domański nie tylko ogłosił podniesienie pierwszego progu PIT do 130 tysięcy złotych, ale też wykazał bezsens logiki Pałacu Prezydenckiego.

REKLAMA

Rada Ministrów przyjęła ostateczny projekt ustawy budżetowej na 2027 rok po konsultacjach ze stroną społeczną oraz pakiet projektów podatkowych. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański na konferencji w Warszawie przedstawił kompletne wskaźniki gospodarcze: wyższy pierwszy próg w PIT, nową stawkę pośrednią, 198 miliardów złotych na obronność oraz wyliczenia długu państwa.

Domański pokazał nowy budżet i obniżkę PIT

Konferencja stała się również okazją do polemiki z Pałacem Prezydenckim. Domański rozprawił się z pomysłami polityków, którzy próbują wmawiać obywatelom, że da się jednocześnie ciąć podatki, zwiększać wydatki i obniżać deficyt. W ocenie ministra to myślenie właściwe dla "magików budżetowych".

– Prezydent kolejny raz wykazuje się taką beztroską, która nie przystoi głowie państwa, jeżeli chodzi o decyzje czy wypowiedzi dotyczące finansów państwa. To są nasze wspólne finanse i to jest swoista naiwność, proponować, aby wydatki były wysokie, podatki były niskie i domagać się niskiego poziomu deficytu. No takie rzeczy się po prostu w przyrodzie nie dzieją i niestety w Polsce powstaje partia magików budżetowych, którzy domagają się rzeczy niemożliwych, bo jeśli chcemy mieć wysokie wydatki i niskie podatki, to one po prostu oznaczają też wyższe poziomy deficytu – mówił Domański.

– Podejmujemy i będziemy podejmować kolejne działania na rzecz wzmocnienia finansów państwa. Pan prezydent Nawrocki próbuje nam utrudniać nasze zadanie, ale on musi zrozumieć, że w ten sposób osłabia finanse naszego kraju – dodał.

To rozwinięcie tez, które minister stawiał już wcześniej na łamach Bloomberga, mówiąc wprost, że "niskie podatki, wielkie wydatki i mały deficyt to tak nie działa" i zapowiadając brak jakichkolwiek przedwyborczych "prezentów".

Nowy budżet, nowe progi

Głównym punktem projektu podatkowego jest gruntowna przebudowa skali podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Przepisy mają wyeliminować najbardziej krytykowaną wadę dotychczasowego systemu – czyli gwałtowny skok stawki podatkowej z 12 proc. od razu na 32 proc.

Nowa skala podatkowa miałaby wyglądać następująco:

  • roczny dochód do 130 000 zł: 12 proc. (podniesienie progu ze 120 000 zł),
  • 130 000 zł – 150 000 zł: 24 proc. (nowy próg pośredni),
  • powyżej 150 000 zł: 32 proc. (było od 120 000 zł).
  • Na tych zmianach zyska co najmniej 3,5 miliona podatników – przede wszystkim nauczyciele, specjaliści i pracownicy tworzący polską klasę średnią.

    To właśnie grupa, która najmocniej odczuwa dziś różnicę między wynagrodzeniem brutto a netto. Z danych rynkowych wynika, że 16,4 tys. zł średniej pensji ekspertów to rynek, na którym AI dyktuje warunki, a specjaliści z wyższych widełek przy obecnej skali bardzo szybko wpadają w drugi próg.

    Kto sfinansuje te obniżki?

    Ministerstwo Finansów szacuje, że w ciągu 10 lat od wejścia w życie przepisów budżet państwa straci na samej zmianie w PIT niemal 57,7 mld zł. Luki tej nie pozostawiono jednak bez pokrycia. Sfinansują ją podwyżki wyselekcjonowanych danin:

  • Wyższy CIT dla gigantów: stawka podatku CIT dla korporacji, których przychody z poprzedniego roku przekroczyły 50 mln euro, wzrośnie z 19 proc. do 22 proc.
  • Większa danina solidarnościowa: wzrost z 4 proc. do 5 proc.
  • Zmiany w ryczałcie: uszczelnienie zasad stosowania ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych.
  • Dzięki temu całościowe dochody państwa w horyzoncie dekady wzrosną o 26,5 mld zł – zasilając przede wszystkim NFZ (+31,3 mld zł), samorządy (+29,6 mld zł) oraz Fundusz Solidarnościowy (+23,2 mld zł).

    Budżet 2027 w cyfrach. Rekordy na wojsko i zdrowie

    Przyjęta przez rząd ostateczna wersja budżetu opiera się na stabilnych, realnych wskaźnikach:

  • Wzrost PKB: prognozowany na poziomie 3,0 proc. (oparty na konsumpcji oraz przyspieszających inwestycjach),
  • Inflacja: prognozowana na poziomie 2,8 proc.,
  • Deficyt budżetowy: zapisany na poziomie 282,6 mld zł (deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 7,1 proc. PKB),
  • Ochrona zdrowia: 274 mld zł (wzrost o 26 mld zł),
  • Obrona narodowa: 198 mld zł (ponad 4,5 proc. PKB),
  • Nauka i szkolnictwo wyższe: 46 mld zł.
  • Rekordowa kwota na armię to bezpośrednia odpowiedź na sytuację za wschodnią granicą. Tusk na odprawie w RCB bez ogródek stwierdził, że eskalacja ze strony Rosji stała się faktem, a drony spadają dziś kilometr od polskiej granicy.

    Nie bez znaczenia są też koszty, które gospodarka już poniosła. Prawie pół biliona złotych strat wojennych – tak GUS oszacował skumulowany ubytek polskiego PKB w latach 2022–2025 w efekcie rosyjskiej agresji na Ukrainę.

    Ścieżka zadłużenia. Konstytucyjna bariera bezpieczna

    Podczas konferencji Andrzej Domański odniósł się do straszenia opinii publicznej rzekomym przekroczeniem limitów długu przez rząd. Minister zaprezentował prognozę Państwowego Długu Publicznego (PDP) netto oraz ogółem w relacji do PKB:

  • 2027 r.: 54,7 proc. PKB (PDP ogółem 55,9 proc.)
  • 2028 r.: 57,4 proc. PKB (PDP ogółem 58,6 proc.)
  • 2029 r. (szczyt zadłużenia): 58,1 proc. PKB (PDP ogółem 59,2 proc.)
  • 2030 r.: 57,3 proc. PKB
  • – Nie prognozujemy, aby w horyzoncie do 2030 roku został naruszony konstytucyjny próg 60 proc. PKB – podkreślił Andrzej Domański.

    Ocena wiarygodności Polski pozostaje przy tym stabilna, choć nie bez zastrzeżeń. Agencja Fitch słodzi Tuskowi, za to Nawrockiemu wystawia rachunek – analitycy wskazali konflikt prezydenta z rządem jako czynnik ryzyka dla przewidywalności polityki gospodarczej.

    Koniec sztuczek "magików budżetowych"

    Mówienie o długu w kontekście działań prezydenta Karola Nawrockiego posłużyło Domańskiemu do wypunktowania sprzeczności w postawie Pałacu. Minister przypomniał, że głowa państwa z jednej strony krytykuje deficyt, a z drugiej – domaga się niższych podatków i jeszcze wyższych wydatków, blokując jednocześnie ustawy dochodowe (takie jak podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych).

    – To jest naprawdę upór absolutnie niezrozumiały, bo tutaj po jednej stronie mamy dodatkowe środki, dzięki którym sfinansujemy obniżenie cen na stacjach paliwowych. Przecież wszyscy widzimy, co dzieje się z cenami ropy, widzimy, że sytuacja w cieśninie Ormuz jest wciąż bardzo napięta, potrzebujemy środków, dzięki którym obniżka VAT-u, czy też obniżka akcyzy będą mogły być w odpowiedzialny sposób sfinansowane. Jakie interesy stoją za tymi głosami, które płyną z Pałacu Prezydenckiego, nie wiem. Kto próbuje u prezydenta wychodzić tego typu decyzje, nie wiem, ale fakt jest taki, że po jednej stronie mamy interes kierowców, interes Polaków, a po drugiej stronie mamy interes wielkich koncernów paliwowych. I myślę, że to jest dla każdego absolutnie jasne – klarował minister.

    Warto przypomnieć, że premier w osobnym nagraniu przekonywał, iż podatek od nadzwyczajnych zysków Orlenu sfinansuje tańszą benzynę – i również apelował do prezydenta o podpis przed świętami.

    Tego rodzaju klincz ma swoją cenę wykraczającą poza politykę. Analitycy od dawna wskazują, że chaos instytucjonalny kosztuje miliardy, politycy się kłócą, a gospodarka krwawi.