
Sztabowcy w Pałacu Prezydenckim szukali riposty na wcześniejsze drwiny premiera, ale ich pomysł okazał się wyjątkowo chybiony. Porównywanie oficjalnej wizyty państwowej na Filipinach z nieformalnym przelotem Tuska miało być ostrą szpilką od Marcina Przydacza, a stało się dowodem na to, jak bardzo politycy odkleili się od realiów.
Marcin Przydacz postanowił wykorzystać wizytę prezydenta Karola Nawrockiego na Filipinach, by przypomnieć stary epizod z Donaldem Tuskiem i jego wymiętą koszulą. Efekt? Internauci zareagowali ziewnięciem. Gdy ważne wizyty zagraniczne sprowadzają się do sprawdzania, kto ma bardziej wyprasowaną koszulę, wiemy, że polska polityka osiągnęła kolejny poziom absurdu.
Dyplomacja prasowalnicza. Przydacz na Filipinach chciał dociąć Tuskowi
Szef Biura Polityki Międzynarodowej chciał wykazać wyższość prezydenta nad premierem, ignorując fakt, że obie wizyty miały zupełnie inny charakter. Zamiast zachwytów nad nawiązywaniem relacji w Azji, dostaliśmy kolejny odcinek przedszkolnej przepychanki na X. Wpisy Marcina Przydacza o elegancji Nawrockiego i "pomiętym Tusku" zderzyły się z chłodną reakcją użytkowników sieci, którzy mają już serdecznie dość politycznego pieniactwa.
Gdy Nawrocki wylądował z oficjalną wizytą na Filipinach, jego otoczenie postanowiło wykorzystać tę okazję do załatwienia osobistych porachunków z Tuskiem. Osobistym reżyserem tego rewanżu stał się Przydacz. Polityk opublikował wpis, w którym zestawił elegancję Nawrockiego wysiadającego z samolotu na Filipinach z archiwalnymi kadrami Tuska, który swego czasu wyszedł na płytę lotniska w samej koszuli.
Miał być wizerunkowy nokaut, miała być słodka zemsta za wcześniejsze drwiny premiera. Wyszło... cóż, jak zwykle. Warto dodać, że to niejedyna wizerunkowa wpadka Pałacu w ostatnich dniach. Niedawno atramentowa kapitulacja w Pałacu sprawiła, że zamiast o miliardach z ustawy paliwowej Polacy dyskutowali o umorusanym atramentem kciuku prezydenta.
Mieszanie protokołów, czyli koszula koszuli nierówna
Głównym problemem pałacowej riposty – poza jej infantylnością – był fakt, że Marcin Przydacz postanowił porównać dwie sytuacje nieporównywalne. Nawrocki na Filipiny poleciał z pełnoprawną, oficjalną wizytą państwową z pełnym protokołem dyplomatycznym, kompanią honorową i czerwonym dywanem na powitanie. W takich warunkach wyjście z samolotu w dresie lub pogniecionej koszuli byłoby dyplomatycznym skandalem i zniewagą gospodarzy.
Z kolei słynna "pomięta koszula" premiera dotyczyła przelotu o zupełnie innym, nieoficjalnym i niestatutowym charakterze, gdzie na płycie lotniska nie czekały orkiestry dęte ani lokalne władze.
Sprowadzanie dyplomacji do poziomu testu żelazka i udawanie, że nie widzi się różnicy między oficjalnym szczytem a roboczym przelotem pokazuje, że w walce na PR-owe szpilki Pałac Prezydencki potrafi potknąć się o własne sznurowadła. I to wszystko w wykonaniu Przydacza, który jako bądź co bądź dyplomata takie rzeczy powinien wiedzieć.
Zobacz także
Sieć odpowiada. "Nie macie co robić?"
Tymczasem na linii Pałac–rząd czekają sprawy znacznie poważniejsze. Gdy Sikorski wysłał Nawrockiemu wiadomość z Kijowa, apelując o podpisanie zaległej nominacji ambasadorskiej, odpowiedzią Biura Polityki Międzynarodowej był zarzut "nieczystej gry politycznej". Prawdziwym testem będzie zresztą grudzień. Szef MSZ przypominał, mówiąc "nie podałbym ręki Putinowi", że prezydent ma na szczycie G20 jedno państwowe zadanie: wyegzekwować od Donalda Trumpa obietnicę o stałej bazie wojsk USA w Polsce.
Jeśli ludzie Przydacza liczyli na to, że po publikacji wpisu polski internet wybuchnie gromkim śmiechem z Tuska i zacznie pisać panegiryki na cześć wyprasowanego mankietu Nawrockiego, to się pomylili. Komentarze pod wpisem na platformie X złożyły się na jedno wielkie, zbiorowe ziewnięcie polskiego społeczeństwa. Zamiast podziwu dla pałacowej riposty, pod adresem prezydenckiego ministra posypała się lawina irytacji i pobłażliwego współczucia.
"Panie Ministrze, na świecie trwają wojny, ceny paliw i energii dobijają budżety, a Panowie w Pałacu zajmują się koszulą Tuska? Litości" – pisał jeden z użytkowników. "Czy w Pałacu naprawdę w godzinach pracy analizuje się stopień pogniecenia ubrań polityków opozycji/rządu? To ma być ta poważna polityka zagraniczna?" – dodawał inny.
Zmęczenie wojną polsko-polską widać w sondażach
To nie są wyłącznie emocje z komentarzy. Badania pokazują, że Polacy coraz chłodniej patrzą na Nawrockich – notowania pierwszej damy spadły w miesiąc o 17 punktów procentowych, a przewaga pozytywnych ocen prezydenta nad negatywnymi stopniała do 5 punktów.
Podobnie wygląda ranking zaufania. Miesiąc miodowy w Pałacu dobiegł końca, a Sikorski depcze Nawrockiemu po piętach – dystans między nimi wynosi już tylko 0,9 punktu procentowego.
Zdecydowana większość komentujących zwracała uwagę na jedno: Polacy są już skrajnie zmęczeni tą przedszkolną, polsko-polską wojenką, w której najważniejszym zadaniem staje się dopiekanie oponentom.






