zespół scorpions w tle, na pierwszym planie bohater filmu
Powstaje filmowa biografia zespołu Scorpions. Mat. prasowy foto: A.PAES/Shutterstock

W sieci pojawił się nowy trailer zapowiadający filmową biografię zespołu Scorpions. Choć mowa o jednej z najbardziej znanych grup rockowych świata, po krótkiej zapowiedzi obawiam się, że twórcy nakręcili naiwną baśń o muzykach, którzy postanowili zniszczyć Związek Radziecki i zmienić świat.

REKLAMA

Filmowa biografia zespołu Scorpions została zatytułowana "Wind of Change". Dość oczywisty wybór. W końcu największy hit grupy to właśnie słynny "Wiatr zmian". Trailer, który można obejrzeć w sieci, sprawia, że obawiam się tego seansu.

Scorpions, czyli zespół, który zasłużył na film

Biografia Scorpions nie jest tak dramatyczna jak Metalliki, Black Sabbath (zresztą powstaje film o Ozzym Osbournie) czy Queen. A jednak nadaje się na pełnometrażowy film. Nie chodzi jednak o to, że mowa o grupie, która nagrała wspomniany już przebój i stworzyła najsłynniejszą partię gwizdaną świata. Historia muzyków bywała interesująca z innych powodów.

Zespół powstał w 1965 roku w Hanowerze. Dziś jego główny trzon stanowią gitarzysta Rudolf Schenker i wokalista Klaus Meine, ale we wczesnym okresie działalności w Scorpions grał też Michael Schenker. Zbieżność nazwisk nie jest tu przypadkowa: to brat Rudolfa. Od lat obaj za sobą nie przepadają. Choćby o tym można byłoby nakręcić film: byłaby to opowieść o ciężkiej braterskiej relacji.

Zespół zasłynął też z "ozdabiania" swoich płyt kontrowersyjnymi okładkami – choćby na krążku "Virgin Killer". Nie wspominając już o może najciekawszym wątku dotyczącym "Wind of Change". Dziennikarz Patrick Radden Keefeto starał się w 2020 roku udowodnić, że utwór nie napisali muzycy, ale eksperci... CIA. Oczywiście wszystko w celach propagandowych. Przecież to aż prosi się o ekranizację! Taką z przymrużeniem oka i sporą dawką czarnego humoru oraz cynizmu.

Dalsza część artykułu poniżej.

Film o muzykach, którzy obalają ZSRR

Wnioskując po nowym trailerze (w języku niemieckim) otrzymamy jednak rockową bajkę o tym, jak grupka młodych Niemców zakłada kapelę i postanawia muzyką zmienić świat. I jasne, "Wind of Change" to wielki przebój i hymn pokolenia obecnych 50- i 60-latków. Snucie jednak na poważnie teorii, wedle których to ładne gwizdanie zburzyło Mur Berliński jest może i fajne, ale w produkcjach Disneya, a nie tych przeznaczonych dla dorosłego widza.

W filmie zagrali Alexander Dreymon jako Rudolf Schenker, Ludwig Trepte jako Klaus Meine, Ed Speleers jako Matthias Jabs i Luke Brandon Field.

– Wiele filmów muzycznych skupia się na seksie, narkotykach i rock'n'rollu. Ten pokazuje też drugą stronę. Pokazanie całej 60-letniej historii Scorpions byłoby szaleństwem, film więc pokazuje nas od wczesnych dni aż do tego specjalnego momentu, jakim było wydanie singla "Wind Of Change – opisuje to, co zobaczymy w kinach Meine. Produkcja trafi na wielki ekran 28 stycznia 2027 roku, polska premiera nie jest jeszcze znana.

Dziwna moda na ekranizacje bajek o muzykach

Już 7 października na platformę Netflix trafi film "Mniej obcy", czyli ekranizacja losów Lady Pank. Trailer także sugeruje, że produkcja może opowiedzieć podobną historię co "Wind of Change": o grupie rockmenów, chcących obalić PRL. Pisałem już zresztą, że zwiastun filmu o Lady Pank mnie nie kupił, bo boję się kolejnej rockowej bajki. A taką było chociażby "Bohemian Rhapsody" o Queen.

To szerszy trend. Wiosną film "Michael" o Michaelu Jacksonie okazał się wyjątkowo ugrzeczniony i pozbawiony kontrowersyjnych fragmentów biografii Króla Popul. Widzowie jednak, jak się okazuje, często wolą laurkę od prawdy – gdy na Netfliksa trafił dokument o niewygodnych faktach z życia gwiazdora, Polacy go zaorali.