
We wtorek do Biura Rzecznika Praw Dziecka wkroczyli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak poinformowała, że odpowiednim organom zostały wydane dokumenty związane z głośną sprawą interwencji rzeczniczki na warszawskiej Białołęce.
We wtorek 6 października Wirtualna Polska przekazała, że do Biura Rzecznika Praw Dziecka wkroczyli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Informacje te potwierdził w rozmowie z portalem Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych. – Agenci CBA działają na polecenie Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Zabezpieczają w tym momencie materiały na potrzeby śledztwa, ale o szczegóły proszę pytać prokuraturę – wskazał rzecznik.
Służby zabezpieczają materiały u Rzecznika Praw Dziecka. Śledztwo nie dotyczy korupcji
Jak donosi Wirtualna Polska, śledztwo w tej sprawie nie jest prowadzone przez CBA. Funkcjonariusze tej służby pojawili się w biurze RPD wyłącznie w celu zabezpieczenia odpowiednich materiałów dowodowych. Jacek Dobrzyński w rozmowie z portalem tvn24.pl sprecyzował również te doniesienia, zaznaczając, że sprawa "nie dotyczy korupcji". Do działań śledczych odniosła się w mediach społecznościowych sama Monika Horna-Cieślak, która potwierdziła przebieg dzisiejszej interwencji.
"Biuro Rzecznika Praw Dziecka informuje, że w związku ze sprawą dotyczącą interwencji na warszawskiej Białołęce, właściwym organom wydane zostały wszystkie posiadane przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka dokumenty zgodnie z obowiązującym prawem" – przekazała Rzeczniczka Praw Dziecka w serwisie X.
Zobacz także
Chodzi o kontrowersyjną interwencję Moniki Hornej-Cieślak ws. dziecka
Wokół urzędującej od 2023 roku Rzeczniczki Praw Dziecka w ostatnim czasie narosło sporo problemów wizerunkowych. Kilka miesięcy temu światło dzienne ujrzały oskarżenia o mobbing w Biurze RPD, a niedługo później wybuchła kuriozalna batalia o nagradzanie uczniów lodami za czerwony pasek na świadectwie. Wielu mogłoby stwierdzić, że dwie afery w kwartał to już o dwie za dużo, ale wkrótce doszło jeszcze do kolejnej.
Zdarzenie, do którego Monika Horna-Cieślak odnosi się w najnowszym wpisie, dotyczy bowiem ujawnionej przez portal Zero.pl sytuacji, która miała miejsce 14 sierpnia 2026 roku na warszawskiej Białołęce.
To właśnie tam Monika Horna-Cieślak zauważyła kobietę, która gwałtownie pociągnęła swoje dziecko i na nie nakrzyczała. Kiedy urzędniczka zwróciła jej uwagę, w odpowiedzi usłyszała wulgarne słowa. Sama matka tłumaczyła później, że pociągnęła dziecko tylko dlatego, że wbiegało ono prosto na ruchliwą jezdnię. Wydarzenie to uruchomiło jednak całą procedurę i ciąg nietypowych zdarzeń.
Dzieci w placówce opiekuńczej. Sąd rodzinny ostro o działaniach biura RPD
Wezwani początkowo na miejsce policjanci nie znaleźli podstaw do przeprowadzenia natychmiastowej interwencji. Następnego dnia wywiad w rodzinie przeprowadził kurator sądowy, który również nie dopatrzył się żadnych przesłanek do odbierania dzieci. Wtedy jeden z pracowników Biura RPD zadzwonił bezpośrednio do sędziego, próbując przekonać go do podjęcia takiej decyzji, co w praktyce sądowej stanowi działanie nietypowe i jest traktowane jako forma nacisku. Decyzja o zabraniu dzieci zapadła ostatecznie w trakcie weekendu podczas spotkania na komisariacie policji, w którym wzięli udział komendant stołeczny, jedna z funkcjonariuszek oraz sama rzeczniczka.
Dokument z nakazem opuszczenia mieszkania przez rodziców oraz zakazem zbliżania się do dzieci w wieku 3 i 4 lat wydała wspomniana policjantka. Później zeznała ona, że nie widziała na oczy ani dzieci, ani rodziców, a z taką procedurą spotkała się pierwszy raz w karierze. Ze względu na fakt, że był to weekend i nie zorganizowano opieki zastępczej, dwoje maluchów trafiło bezpośrednio do placówki opiekuńczej.
Sprawę szybko zbadał sąd rodzinny, który nakazał natychmiastowe oddanie dzieci rodzicom. W uzasadnieniu sędzia bardzo krytycznie ocenił działania Biura Rzecznika Praw Dziecka. Wskazał między innymi na ryzyko wywołania u maluchów głębokiej traumy oraz skrytykował fakt, że Monika Horna-Cieślak występowała w tej samej sprawie jednocześnie jako świadek oraz strona.
Gdy Horna-Cieślak starła się z matką, a kobiecie odebrano dzieci, Biuro RPD broniło się stanowiskiem, że rzeczniczka była świadkiem "silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej", przez co miała prawny obowiązek natychmiastowego podjęcia działań. W związku z interwencją na Białołęce do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez RPD przestępstwa przekroczenia uprawnień oraz fałszywego oskarżenia.






