Otwarta mikrofalówka bez talerza obrotowego, do której wkładany jest obiad
Talerz obrotowy znika z mikrofal. Co go zastąpiło? Fot. New Africa / Shutterstock

Szklany talerz, który od lat kręci się w mikrofalówce razem z naszym obiadem, znika z kolejnych modeli. Zamiast niego jest płaskie, ceramiczne dno, a jedzenie przez cały czas stoi w miejscu. W polskich sklepach takie kuchenki kosztują od ok. 300 zł, a droższe mają zastąpić nawet piekarnik i air fryer.

REKLAMA

Producenci szukają sposobu, żeby mikrofala znów była ciekawa, zwłaszcza że co chwilę pojawiają się sprzęty, które mają posłać na emeryturę air fryera. Mikrofalówka bez talerza obrotowego obiecuje więcej miejsca i łatwiejsze sprzątanie. Tylko jak ma równo grzać, skoro nic się w niej nie kręci?

Jak działa mikrofalówka bez talerza obrotowego?

Fale w mikrofalówce odbijają się od metalowych ścian i nakładają na siebie. Jak tłumaczy serwis popularnonaukowy Science ABC, przez to w komorze powstają gorące i zimne punkty, mniej więcej co 6 cm. Stąd kotlet palący na brzegu i lodowaty w środku, a talerz woził jedzenie przez te strefy jak karuzela.

Talerz działał jak karuzela, która wozi jedzenie przez te strefy. W modelach bez talerza role się odwracają, bo to fale wędrują po nieruchomym obiedzie. Pod ceramiczną podłogą pracuje obracająca się antena albo metalowy wiatraczek rozpraszający fale, a płyta zasłania ten mechanizm i służy za gładką półkę.

Jakie wady ma mikrofalówka bez talerza?

Zalety widać od razu. Nie ma talerza i kółek do mycia, a gładkie dno wystarczy przetrzeć, w razie czego wodą z cytryną. Nowozelandzka organizacja konsumencka Consumer NZ dodaje, że w płaskiej komorze zmieści się naczynie o nietypowym kształcie, np. prostokątna forma, która w zwykłej mikrofali obijałaby się o ścianki.

Gorzej z czasem podgrzewania, co przyznaje nawet Xiaomi na swojej stronie pomocy. "Podgrzewanie lub gotowanie może zająć znacznie więcej czasu niż kuchenka mikrofalowa z obrotnicą" – czytamy na stronie producenta

Testy pokazują, że wśród mikrofal bez talerza trudniej trafić na bubla, ale nie wygrywają one z najlepszymi klasycznymi modelami. Australijska organizacja CHOICE oceniła gotowanie w sześciu modelach bez talerza na 80–92 proc., a w modelach z talerzem na 69–96 proc.

Najsłabsza mikrofala bez talerza wypadła więc lepiej niż najsłabsza z talerzem, ale najwyższą notę dostała ta klasyczna. Ekspertka Fiona Mair radzi więc patrzeć na inwerter (płynną regulację mocy) i czujniki. Z kolei Consumer NZ z siedmiu sprawdzonych mikrofal bez talerza poleciło tylko dwie i zwróciło uwagę, że bywają droższe od klasycznych.

Czy mikrofalówka bez talerza zastąpi air fryera?

Według porównywarek w Polsce można kupić ponad 50 modeli mikrofalówek bez talerza. Za ok. 500 zł kupimy Sharpa YC-QG204AE-B albo Götze & Jensen MO850S, LG NeoChef MS-3032JAS kosztuje ok. 850–1000 zł, a Whirlpool MWF 427 SL ok. 1300 zł.

Są też sprzęty ponad 10 razy droższe od najtańszych, jak parowy Panasonic NN-CS88 za 3899 zł. To już jednak coś więcej niż mikrofala. Ma parę, termoobieg i grill, a sklep opisuje jego 31-litrowe wnętrze jako "płaska powierzchnia jak w piekarniku".

Mikrofalówki kombi, a więc z dodatkowymi grzałkami, coraz mocniej konkurują z piekarnikami i frytkownicami. To ten sam trend co sprzęty, które mają posłać air fryera na emeryturę.

Jeśli macie małą kuchnię i nie lubicie szorować zakamarków, płaskie dno w mikrofali to wygodny patent dla zabieganych. Na cuda w podgrzewaniu nie ma co jednak liczyć, a air fryera na razie bym jeszcze nie wyrzucał.