
Rząd pracuje nad ustawą, która wywołuje niemałe kontrowersje. Chodzi o centralną ewidencję lokali w Polsce. Zgodnie z jej założeniem każdy właściciel nieruchomości musiałby jasno zdeklarować, do czego używa swojego lokalu. Po co urzędnikom taka wiedza? Mają w tym jeden cel.
Rynek najmu krótkoterminowego w Polsce przechodzi obecnie fundamentalne zmiany. W październiku Sejm uchwalił bowiem ustawę wprowadzającą obowiązkowy rejestr takich lokali. Dodatkowo daje ona wspólnotom możliwość zakazania takich działalności, co ma pomóc w opanowaniu chaosu na rynku najmu krótkoterminowego.
Reforma ta może mieć jednak jeszcze szerszy zasięg. Rząd planuje wykorzystać to narzędzie do stworzenia szczegółowej mapy pustostanów w całej Polsce. Każdy właściciel nieruchomości będzie musiał więc jasno określić, co dzieje się w jego lokalu, np. czy w nim mieszka, komuś wynajmuje, czy może stoi on pusty.
Nowy obowiązek dla właścicieli mieszkań. Jak ma działać system?
Koncepcja rządu opiera się na tym, aby każdy posiadacz mieszkania złożył formalne oświadczenie. Państwo chce mieć jasność, czy dany lokal służy do zaspokajania własnych potrzeb mieszkaniowych, czy trafia na rynek najmu (na przykład dla studentów czy turystów), a może po prostu stoi pusty i niszczeje.
Co ważne, baza nie powstanie od zera. Jak informuje "Głos Wielkopolski", urzędnicy połączą informacje z już funkcjonujących systemów, w tym z rejestrów skarbowych i tych gromadzących dane o emisyjności budynków.
– Każdy lokal będzie miał przypisany numer z oznaczeniem wskazującym własność – prywatną, bądź publiczną – i na jakie cele jest wykorzystywany: na własne potrzeby, w najem, dzierżawę, użyczenie – tłumaczył w rozmowie z dziennikiem podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, Tomasz Lewandowski.
Przedstawiciel resortu zaznaczył również, że "jeśli żadna z tych form nie jest realizowana, to znaczy, że stoi pusty". Taka wiedza ma dla urzędników ogromne znaczenie. Pozwoli to bowiem na precyzyjne oszacowanie liczby pustostanów, co w przyszłości ułatwi państwu prowadzenie bardziej racjonalnej polityki mieszkaniowej.
Zobacz także
Rozwiązanie problemu pustostanów. W tle wyższe podatki
Gdy państwo zyska już dokładną ewidencję nieużywanych nieruchomości, łatwiej będzie przekazywać fundusze w miejsca, gdzie faktycznie brakuje lokali mieszkalnych. Dzięki nowym danym samorządy zyskają twarde statystyki mówiące o tym, ile mieszkań na ich terenie stoi i po prostu się marnuje. Taka wiedza pomoże w planowaniu wydatków – samorządowcy ocenią, gdzie sensowniej będzie wesprzeć remonty, a w których miejscach należy postawić nowe bloki z mieszkaniami socjalnymi.
– Zamiast wydawać miliardy złotych na budowę nowych mieszkań tam, gdzie są prywatne lokale, lepiej wyremontować nawet te prywatne lokale i dopłacić do czynszu. Wtedy wszyscy zyskują – przekonywał Tomasz Lewandowski na łamach "Głosu Wielkopolski".
W dłuższej perspektywie rząd bierze pod uwagę jeszcze jeden mechanizm, czyli podniesienie podatków za trzymanie pustostanów. Choć na ten moment są to tylko wstępne pomysły, nieujęte jeszcze w gotowych projektach, to właśnie powstająca ewidencja da urzędnikom techniczne możliwości do ich realizacji. Głównym założeniem jest zmotywowanie właścicieli, by wynajęli lub sprzedali nieużywane nieruchomości.
– Nie jest naszym celem "dokopanie" osobom, które mają kilka mieszkań, poprzez wysokie stawki podatkowe, tylko wprowadzenie mechanizmów, które spowodują decyzję, że lokale, zamiast stać puste, wrócą na rynek. Będzie więcej lokali na rynku najmu, to ceny będą bardziej stabilne, a być może nawet niższe – podsumował podsekretarz stanu w resorcie rozwoju i technologii.






